sierpień 1993: Ateny, Sounion, Delfy, Galaxidi

W lipcu szefowie zaproponowali mi spędzenie tygodnia wakacji w dowolnie wybranym kraju Europy. Taki prezent za mój dobry stosunek do firmy. Wiedziałam natychmiast. Krótki telefon do moich Greków i tak znalazłam się w sierpniu ponownie w Atenach. Jadąc samochodem z lotniska (jeszcze tego starego) w nocy poprosiłam przyjaciela, aby zatrzymał się na Placu Syntagma. Stanęłam przed Pałacem Prezydenckim widząc siebie sprzed czterech lat oczyma wyobraźni, kiedy tu stałam i tak bardzo płakałam wiedząc, że nigdy tu nie przyjadę. Byłam taka szczęśliwa, że znów tu jestem. Zrozumiałam, że kocham to miasto, bo to jedyne takie miejsce na ziemi. To moje Ateny - najpiękniejsze, tak bardzo mi bliskie miejsce na ziemi, choć aż 2200 km od Warszawy.

Skarbiec Ateńczyków

Spędziłam w Grecji uroczy tydzień w towarzystwie moich greckich przyjaciół i ich przyjaciół. Znów mogłam pospacerować po tak ukochanych przeze mnie uliczkach Aten oglądając to wszystko co wokół nich, zobaczyłam Świątynię Posejdona w Sounion o zachodzie słońca, jadąc tam malowniczym Wybrzeżem Apollina, pojeździłam po Pireusie wieczorem, zwiedziłam Delfy, a niesamowite oczy Woźnicy widzę tak wyraźnie do dziś, przejechałam przez Iteę nad morze, do miasteczka Galaxidi, gdzie zostaliśmy zupełnie przypadkowo zaproszeni na greckie wesele.

Rzeźba Sfinksa Naksyjczyków

O czymś takim jak udział w tym weselu nie mogłam nawet marzyć. Patrzyłam, jak Grecy cudownie tańczą przy muzyce z Krety, bo stamtąd pochodził pan młody. Grecy, kiedy tańczą, czasami stwarzają wrażenie, jakby byli w jakimś letargu! Kobiety, już tak po północy, odrzucały buty na bok i pląsały po ziemi, ale więcej uroku miały tańce przeznaczone wyłącznie dla mężczyzn: z butelkami stawianymi na głowach, wśród oklasków pozostałych uczestników wesela. Patrzyłam, jak niewiele Grekom potrzeba dla zorganizowania wesela i do tego aby się doskonale bawić: stoły porostawiane na powietrzu, na niczym nie pokrytej ziemi, mnóstwo na nich misek z pieczonym mięsiwem i dzbanów z winem oraz porozrzucanych kawałków chleba. Żadnego przepychu, żadnej elegancji. Chwytałam mięsiwo w łapki i zajadałam z wielkim smakiem, popijając tym najzwyklejszym białym winem prosto z beczki. Miejscowy pop bawił się wśród nas wspaniale, wyraźnie zaintresowany moją osobą i krajem, z którego przybyłam. Chociaż marzyłam, aby całe to wesele mieć zarejestrowane, to jednak starałam się nie używać często kamery, choć pozwolono mi filmować (pytałam!).

Na greckim weselu

W Atenach znów wspięłam się na Akropol, znów podumałam wieczorem na szczycie wzgórza Likavitos spoglądając na rozświetlone tysiącem świateł moje kochane Ateny. Udało mi się wziąć również udział w greckiej uroczystości kościelnej w Atenach, kiedy były imieniny patrona parafii moich przyjaciół. Zauroczona wszystkim tym co widziałam - dzielnie maszerowałam w procesji, oczywiście wśród Greków, i cieszyłam się tak bardzo, że dane mi tu być.
Pojechałam z większym gronem Greków na wieczorny spacer do Rafiny, małego portowego miasteczka niedaleko Aten, gdzie wędrowałam wokół portu, wokół mnóstwa tawern wdychając tak ważne dla mnie zapachy: morza i greckiej kuchni.
I tak naprawdę już wiedziałam, że żadne inne miejsce na świecie nie dostarczy mi nigdy takich wrażeń i tak wielkich wzruszeń, jak właśnie Ateny, jak właśnie Grecja.
Wracałam do kraju z rozdartym sercem i napisałam wspomnienia o moim życiu w Grecji - części drugiej, jakże odmiennej od poprzedniej.
Zdjęcia, które zamieściłam w galerii, zostały przeze mnie wyciągnięte z kasety - w czasie tej podróży do Grecji nie miałam ze sobą aparatu fotograficznego. Mam jednak nadzieję, że pomimo średniej jakości - coś udało mi się pokazać.

Galeria