Dimitris Mitropanos [gr.: Δημήτρης Μητροπάνος]

Dimitris Mitropanos
[zdjęcie ze strony: brigada.gr]

17 kwietnia 2012 roku to dzień szczególny: tego dnia zmarł bardzo mi bliski, ale bliski i wielu, Dimitris Mitropanos. Nigdy Go nie spotkałam, ale był i jest nadal bardzo ważną postacią mej muzycznej strony życia. W tamten dzień otrzymana z Aten wiadomość o Jego śmierci spadła na mnie tak , że przytłoczyła na wiele, wiele dni. Początkowo nie uwierzyłam, potem nie było już sensu siebie oszukiwać: Dimitris Mitropanos odszedł na zawsze pozostawiając po sobie setki piosenek, wśród których trudno znaleźć złą, przypadkową, niczego niewnoszącą do naszego życia, pozostawiając po sobie dziesiątki nagranych płyt, których można słuchać tak naprawdę cały czas, a sprawia to ich różnorodność.
Nagrywał sam, ale nagrywał również w duetach ze znakomitymi greckimi artystami. Vasilis Papakonstantinou, Aleka Kanelidou, Peggy Zina, Marinella, Paschalis Terzis … - to tylko kilka wielkich greckich nazwisk, z którymi zaśpiewał Dimitris Mitropanos.
„Didima feggaria” [gr.: Δίδυμα φεγγάρια] – w duecie z Aleką Kanelidou [gr.:Aλέκα Κανελλίδου]
Cieszył się wielką popularnością wśród Greków (i jak widać nie tylko wśród nich), przez lata i do końca swego życia wypełniając po brzegi wszelkie sale koncertowe.

Dimitris Mitropanos
[zdjęcie ze strony: www.brigada.gr]

Nie dane mi było nigdy być na koncercie Dimitrisa Mitropanosa i mam o to do siebie wielki żal. Nie dane mi było z przyczyn wyższych: kiedy byłam w Atenach – On był w Salonikach, kiedy ja na Krecie – On w Atenach, ale również z przyczyn mego, dziś wiem: złego wyboru, bo akurat występował z kimś, kogo nie pragnęłam słuchać (a w Grecji promowanie na koncertach nowych głosów przez wielkich artystów jest dość popularne), bo wciąż myślałam, że trafię na koncert samego Mitropanosa… Stało się inaczej i to nauczyło mnie nie odkładać nigdy na potem rzeczy dla nas ważnych. Mam do siebie wielki żal, że wybierałam i przebierałam mimo, że na mniej więcej dwa lata przed Jego odejściem zaczęłam czuć jakieś obawy, że mogę nie zdążyć … Nie zdążyłam!

„Otan eho esena” [gr.:Όταν έχω εσένα]

Urodził w się w 1948 roku w Trikala w greckiej Tesalii. Początkowo nic nie wskazywało na to, że drogą muzyczną będzie szedł przez życie i że tak niezwykle rozwinie się Jego kariera. Sieroce , biedne życie (ojca uznano za zaginionego w zawierusze wojennej – odnalazł się, kiedy syn był już zupełnie dorosły) powodowało, że od wczesnych lat ciężko pracował pomagając rodzinie w utrzymaniu się. Namówiony do odwiedzenia muzycznego studia nagrań – odmienił swój los: od połowy lat 60-tych dawał koncerty nigdy, do ostatniego z nich, nie narzekając na brak publiczności, nawet wówczas, kiedy w Grecji pojawił się kryzys.
A publiczność Mitropanosa uwielbiała, publiczność Mitropanosa kochała: miał w sobie coś, co tak właśnie kazało, co wprost do tego przymuszało. Tak wielu greckich artystów śpiewa i nagrywa zeibekiko, ale nikt, poza absolutnie nielicznymi wyjątkami, nie jest i nigdy nie był w stanie równać się z Dimitrisem Mitropanosem. To, co przekazywał całym sobą stojąc na scenie – było właściwe tylko Jemu. Coś niezwykłego musiało się dziać na koncertach, skoro ja te wielkie emocje odbieram oglądając koncert z dvd . Co w czasie koncertów musiało się dziać w teatrach, a jeszcze lepiej: w małych klubach muzycznych, których w Grecji setki jak nie więcej, gdzie atmosfera kameralna, a artysta tuż, na wyciągnięcie ręki…

„Roza” [gr.:Ρόζα] – ilość kwiatów rzucana na scenę mówi o wielkim uwielbieniu!

Tamta wiadomość z 17 kwietnia 2012 roku wstrząsnęła mną tak, że doskonale pamiętam tamten moment - i już nigdy, niestety, o nim nie zapomnę. Pamiętam jak sprawdzałam prawdziwość tej informacji: tak trudno było mi w to uwierzyć, że Mitropanos odszedł…
Odszedł, ale przecież jest.
I będzie zawsze.
Pozostał na zawsze w sercach tysięcy Greków i nie tylko przecież Greków. Łączył i nadal łączy pokolenia - wszyscy go słuchali: i ci młodsi, i ci starsi... Fenomenalny artysta ceniony przez wszystkich, wielki artysta, który dla mnie nie był gwiazdą – to słowo dziś kojarzy mi się mizernie. Był dla ludzi i zawsze wśród ludzi: oglądając koncerty nigdy nie wyczułam żadnego dystansu, myślę, że ci, którzy mieli szczęście być na koncertach - również go nie wyczuwali. Bo On śpiewał dla nas i chciał abyśmy to czuli, abyśmy wiedzieli, że jest nasz i dla nas. Zawsze blisko, choć tak daleko - śpiewał o tym, co dla Greków ważne, w czym się odnajdywali ,w czym my wszyscy się odnajdywaliśmy, nawet jeśli nie do końca rozumiemy język grecki.

„Fes” [gr.: Θες]

Odszedł w zasadzie nagle, choć wszyscy wiedzieliśmy, z jakimi zdrowotnymi problemami, szczególnie kilka lat wcześniej, się zmagał, ale wydawało się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Kiedy w 2008 roku powrócił na sceny po poważnej operacji (przeszczep wątroby) - muzyczna Grecja zatrzęsła się w niespotykanej radości!
17 kwietnia 2012 roku, w tamten chłodny (w Polsce) kwietniowy dzień odszedł w Atenach człowiek, który dał nam wszystkim tak dużo, który dał nam tak wiele radości, ale i wiele niezwykłych, przepięknych wzruszeń. Poruszona do głębi tą informacją - Grecja zamarła, zamarliśmy i my tutaj, my, którzyśmy Go tak ukochali, dla których był kimś nadzwyczajnym, kimś, kogo określenie legendą za życia nie jest żadnym nadużyciem.

„Ti sou kana kie pinis” [gr.: Τι σου 'κανα και πίνεις] – w duecie z Marinelą [gr.: Μαρινέλα]

Dimitris Mitropanos spoczął na Pierwszym Cmentarzu w Atenach, odprowadzony tam przez tysiące, które Go kochały.

Dimitris Mitropanos
[fot. Betaki 2012]

Biały, skromny nagrobek…
Zaglądam, kiedy jestem w Atenach…
Moja biała róża, symbol uwielbienia, zawsze leży na płycie ilekroć ja przy tym grobie stoję. Ona czasem w moim imieniu kładziona jest nawet wtedy, kiedy jestem w Warszawie, a ktoś z moich bliskich wybiera się na tamten cmentarz. Dziękuję Wam wszystkim za to!
I to spojrzenie bliskiego człowieka z nagrobkowej fotografii: takiego Dimitrisa Mitropanosa zapamiętałam i o takim będę pamiętać do końca moich dni.

Dimitris Mitropanos
[fot. Betaki 2012]

Για πάντα στην καρδιά μου <3