Grek_nie_Grek? Pół_Grek? Odszedł George Michael

Jakiś sądny dla mnie koniec tego 2016 roku: raptem pięć tygodni temu dotarła do mnie informacja o odejściu wielkiego Leonarda Cohena, a dziś rano kolejna hiobowa wieść: jeszcze będąc w łóżku, czytam w sms-ie od koleżanki, że w swojej posiadłości w Goring-on-Thames w hrabstwie Oxfordshire zmarł w wieku 53 lat George Michael…
Nie do uwierzenia!!!!
Wyskakuję z łóżka, włączam komputer, muszę dostać się najszybciej jak to możliwe do internetu, bo to jakaś pomyłka chyba…
Niestety: w internecie aż huczy – ta wiadomość zaskoczyła wielu, zaskoczyła całe rzesze na całym świecie…
George Michael odszedł wczoraj, w Boże Narodzenie….
Jak innego wymiaru nabiera od dziś „Last Christmas”. Chichot losu!!!
Urodzony w północnym Londynie w rodzinie cypryjskich Greków – naprawdę nazywał się Georgios Kyriacos Panayiotou [gr. Γεώργιος Κυριάκος Παναγιώτου]. Od wczesnego nastolatka chciał śpiewać – nawet wbrew woli rodziców pragnących widzieć go na studiach. Gwiazda Jego rozbłysła szybko: wspiął się na szczyty zapewniając sobie na zawsze miejsce wśród najlepszych wszechczasów muzycznego świata.
Ostatnimi czasy nieco mniej aktywny, z powodów zdrowotnych nawet odwołujący część koncertów w 2011 roku, ale przecież pracujący: jak dzisiejsza wieść niesie przygotowywał kolejną płytę… Być może zostanie wydana, być może nie - pewnie zależy od materiału, który Artysta zdołał zgromadzić.
Gwiazda Jego rozbłysła szybko: najpierw jako członka zespołu Wham!, potem w genialnej karierze solowej.
Wielki talent!
George Michael  i Andrew Ridgeley w czasach Wham!   George Michael  i Andrew Ridgeley w czasach Wham!
George Michael i Andrew Ridgeley w czasach Wham!
[zdjęcia: z lewej: ze strony www.gaystarnews.com, z prawej: ASSOCIATED PRESS (AP Photo)]

Rzesze będą pamiętać i wspominać Wham!, który koncertował nawet w Chinach jako jedyny zespół z tak zwanego Zachodu, rzesze będą pamiętać i wspominać „Wake me up before you go go”… Rzesze w rozmarzeniu będą zamykać oczy przy pierwszych taktach „Careless Whisper”
Trochę żal, że jako autor „Last Christmas” będzie się milionom z tym właśnie cukierkowym utworem głównie kojarzył, choć stworzył wiele doskonałych muzycznie i o znacznie wyższym poziomie utworów, utworów bardzo wartościowych, których nie sposób nie docenić: wystarczy sięgnąć do płyty „Older” – to efekt wielkich dokonań niezwykle utalentowanego człowieka, który, przecież nieprzypadkowo, sprzedał ponad 100 milionów płyt.

Po raz pierwszy odwiedził Polskę w lipcu 2007 roku dając niezwykle udany koncert zorganizowany na Torze Wyścigów Konnych na Służewcu - zaśpiewał wówczas swoje największe przeboje. Jak podaje wawalove.pl: „Przy balladzie "Careless Whisper" nad widownią zabłysły zapalniczki. Na bis widzowie w Warszawie zażyczyli sobie znany przebój piosenkarza "Freedom", a Michael spełnił ich prośbę”.
W ramach tej samej trasy koncertowej 26 lipca 2007 roku wystąpił przed grecką publicznością na stadionie OAKA w Atenach. Entuzjastycznie przez tłum przyjęte zostało wniesienie przez Niego na scenę greckiej flagi, którą po krótkim spacerze z wyraźnym szacunkiem i z namaszczeniem odłożył gdzieś z boku.
George Michael
[zdjęcie ze strony: http://s33.photobucket.com]

Z nie mniejszym entuzjazmem tłum Greków podszedł do Jego podziękowań za minione 25 lat wypowiedzianych w języku greckim – dziś grecki dziennik Ethnos wspominając ten koncert nazywa go niezapomnianym.

Po raz kolejny odwiedził Polskę w 2011 roku dając koncert na Stadionie Miejskim we Wrocławiu w ramach trasy koncertowej "Symphonica: The Orchestral Tour". Jak donosi Gazeta Wrocławska: „Artysta zaśpiewał znane utwory - "Praying For Time" i "Patience", a także standardy jak "Brother, Can You Spare a Dime" i inne utwory, jak "True Faith" z repertuaru New Order. A wszystko to w lekko swingujących aranżacjach z brzmieniem instrumentów Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Wrocławskiej w tle (…). Polscy fani nie chcieli wypuścić Artysty ze sceny. Brawa na stojąco zrobiły swoje - najpierw George wykonał "medley" (czyli kompilację) swoich tanecznych przebojów - "Amazing", "I'm Your Man" i "Freedom", a potem balladę "I Remember You” .
George Michael odbiera American Music Award w 1989 roku
George Michael odbiera
American Music Award w 1989 roku
[zdjęcie: Alan Greth AP Photo/Alan Greth]
Na koncertach, co podkreślano wielokrotnie, dawał z siebie wszystko. Pełen pasji, pewny siebie – tak zapisał się w pamięci tych, którzy mieli szczęście widzieć Go na koncertach, które zawsze były perfekcyjne i którym niczego nie można było zarzucić
Z szalenie udanym życiem zawodowym nie szło niestety w parze życie osobiste: niejednokrotnie dochodziły do nas informacje o problemach z narkotykami oraz problemach innego typu (do których jako wielka fanka Artysty, pasjonująca się Jego życiem artystycznym, sięgać nie chcę), co z pewnością nie pozostało bez wpływu na stan Jego zdrowia.

George'a Michaela nie ma już wśród nas – mija 12 godzin, odkąd o tym wiem, a wciąż tak trudno w to uwierzyć…
On już gdzieś tam… On już gdzieś daleko, wysoko…
On już gdzieś tam, gdzie Leonard Cohen, David Bowie, Rick Parfitt czy Prince, że wymienię tylko tych wielkich, którzy odeszli od nas w tym roku, ale i gdzie Freddy Mercury, którego utwór „Somebody to Love” tak wzniośle zaśpiewał z zespołem Queen na stadionie Wembley w Londynie w 1992 roku w koncercie The Freddie Mercury Tribute Concert

Nie wiem co mam powiedzieć – tak trudno słowa dziś znaleźć…
Czytam, co mówią o George'u Michaelu ci, którzy Go znali, co mówią Jego przyjaciele: jawi mi się z tych opowieści obraz osoby cenionej nie tylko za twórczość, jawi mi się obraz osoby o pięknym wnętrzu, co podnoszone jest niejednokrotnie … Dziś media całego świata zaczynają donosić o tym, co Artysta skrywał jako tajemnice: że pracował w schronisku dla bezdomnych, że przelewał miliony dolarów na konta fundacji charytatywnych i osób potrzebujących pomocy, że wiele było takich osób, które po cichu wspierał, ale rozgłosu sobie nie życzył.
Słucham płyty, którą bardzo lubię, płyty, która jest dla mnie płytą na zimową porę roku, słucham płyty „Songs from the Last Century” i myślę, czemu tak się stało, że to już dziś, że to już teraz przyszło mi pożegnać jedną z wielkich miłości mego życia, kogoś, kto od pierwszych swych kroków na scenie był obecny w moim życiu. Jak miliony innych fanek – uległam urokowi wczesnego George'a Michaela, mogącemu się podobać w burzy blond włosów i z promiennym uśmiechem, śpiewającego „Careless Whisper” w sposób taki, jak nikt inny by nie zaśpiewał …
George Michael
… I metamorfozy [fot. Sony BMG; PHIL NOBLE/REUTERS/ REUTERS; PAP/EPA; Stefan Wermuth/REUTERS/REUTERS]

Artyście, na moje szczęście, udało się w mych oczach i mej duszy uroku tego nie stracić mimo zmiany wizerunku i zmiany stylu po rozpoczęciu kariery solowej. Przemawiały do mnie Jego dokonania, przemawiała do mnie muzyka Jego, rozumiałam, co chce przez nią powiedzieć... Dobrze mi z tą Jego muzyką było: i w chwilach dobrych i w tych gorszych… To zupełnie tak, jakbym razem z Nim rozwijała się muzycznie idąc dokładnie w tym samym kierunku.
R.I.P.

Pogrzeb Georga Michael'a, z uwagi na niejasności co do przyczyny śmierci, odbył się dopiero 29 marca 2017 roku . George Michael zgodnie z pierwotnymi założeniami spoczął na cmentarzu Highgate Cemetery w północnym Londynie. W ceremonii udział wzięła najbliższa rodzina oraz grupka przyjaciół Zmarłego. Informacje o miejscu i terminie pogrzebu zostały przekazane mediom w specjalnym oświadczeniu przygotowanym przez rodzinę. Dokładna data była trzymana w tajemnicy do samego końca, w celu uniknięcia udziału fanów, którzy mogliby zakłócić przebieg ceremonii.