Kawiarnia/sklep Veneti, dawniej: NEON, na Placu Omonia

cykl: moje miejsca w Atenach
Jest w Atenach bardzo znany plac: to Plac Omonia (Plac Zgody). Miejsce to według bodaj XIX-wiecznych zamysłów miało stać się centrum Aten, ale plany upadły kiedy zdecydowano o wyborze dla budowy pałacu króla Ottona innego miejsca (Syntagma). Omonia jednak od samego początku była wielkim węzłem komunikacyjnym i takim pozostała do dziś: codziennie przemieszczają się tędy tłumy ludzi, a ilości przejeżdżających (czy stojących w korkach) aut z widocznymi pomiędzy nimi trolejbusami i autobusami - nie sposób policzyć. Plac otaczają przepiękne neoklasycystyczne kamienice: warto będąc na Placu Omonia podnieść głowę, by im się przyjrzeć – naprawdę mogą się spodobać. W niektórych z tych kamienic w czasach świetności placu mieściły się znakomite hotele.
Współcześnie na Placu Omonia [fot. Betaki]   Współcześnie na Placu Omonia [fot. Betaki]
Współcześnie na Placu Omonia [fot. Betaki]

Do istniejącej od dawna kolejki (elektriko, nazywana również metrem – linia zielona) prowadzącej z Pireusu do Kifisii, kilka lat temu doszła linia czerwona, co oczywiście zwiększyło natężenie ruchu pieszego, a stacja Omonia stała się wielkim punktem przesiadkowym. Warto będąc na starej stacji metra popatrzeć na ściany: częściowo pokrywają je bardzo piękne, stare kafle w pomarańczowo-żółtych barwach. Jeśli przyjrzeć się szczegółom – można odróżnić te najstarsze od tych nowszych. To jedna z tych stacji ateńskiego metra, która mi się podoba, choć tak naprawdę nie ma tu nic, co można nazwać nadzwyczajnie pięknym, ale w stacji tej jest coś urokliwego, stąd lubię tu zaglądać. Nadjeżdżające pociągi bardzo, ale to bardzo różnią się od tych kursujących pozostałymi liniami: stare, duszne, zniszczone wagony, wymalowane na zewnątrz tak, że czasem trudno byłoby powiedzieć jakiego były koloru.
Stacja zielonego metra (elektriko)   Stacja zielonego metra (elektriko)
Stacja zielonego metra (elektriko) [fot. Betaki]

Przez wiele lat na placu tym stał pomnik biegacza zrobiony ze szkła („Posłaniec” autorstwa Kostasa Varotsosa) – został jednak przeniesiony (słyszałam, że z uwagi na budowę czerwonej linii metra) i od wielu już lat stoi w pobliżu hotelu Hilton.
Pomnik biegacza ze szkła
Pomnik biegacza ze szkła [fot. Betaki]
Plac Omonia czasy świetności ma już dawno za sobą: od dawna jest tu dość biednie, szybko i niekoniecznie bezpiecznie, choć miasto stara się jakoś sobie z tym radzić. Ta zła sława ciągnie się za Omonią od czasów, kiedy miejsce to upatrzyli sobie jako doskonałe dilerzy narkotykowi oraz tanie prostytutki. Życie na placu toczy się od lat w zasadzie przez całą dobę, bo mimo zamkniętej nocą stacji metra – zawsze otwarte są małe kioski (periptero), stoiska z różnymi gazetami oraz punkty gastronomiczne. Znajduje się tu, w tym również w bocznych uliczkach, kilka dość tanich hoteli, a patrząc komunikacyjnie – jest to doprawdy doskonały punkt do zamieszkania, jednak ja na tyle niepewnie się tu dziś czuję późnym wieczorem i nocą, że wolałabym zamieszkać w innym rejonie miasta, ale to bardzo indywidualne przecież.
Współcześnie na Placu Omonia    Współcześnie na Placu Omonia
Współcześnie na Placu Omonia [fot. Betaki]

W okresie świątecznym na środku placu znajdują się dekoracje: kilka lat temu był to olbrzymi napis ATINA (greckimi literami), w innym roku widziałam jakąś paradę bałwanków, w jeszcze innym zmontowano tutaj szopkę, a w kolejnym pojawił się wielki statek, który po zapadnięciu zmroku rozbłyskiwał setkami malutkich lampeczek. Wszystko to po okresie świątecznym znika oczywiście i na placu pozostaje jedynie znajdująca się tam od lat fontanna.
Plac Omonia w świątecznej szacie
Plac Omonia w świątecznej szacie [fot. Betaki]

Kiedy przez kilka miesięcy 1989 roku mieszkałam w Atenach, byłam Omonią i odchodzącymi od niej ulicami wprost zachwycona: przy jednej z ulic mieścił się wówczas (nieistniejący już dziś) dom handlowy „Minion”, który był dla mnie symbolem luksusu – takich sklepów w Warszawie wówczas przecież nie było. Rosnące na placu palmy były dla mnie tak egzotyczne, że lubiłam w niedziele
Siedząc na ławeczce na Placu Omonia przed wejściem do NEON-u
Siedząc na ławeczce na Placu Omonia
przed wejściem do NEON-u [1989]
przyjechać tu tylko po to, by siąść na ławeczce pod palmą i popatrzeć na toczące się tu życie. I to właśnie wtedy, jesienią 1989 roku, na parterze jednej z kamienic otaczających Plac Omonia – odkryłam NEON.

Do końca nie wiem czy w 1989 roku mieściła się tam tylko kafeterio-cukiernia czy też i restauracja. W niektóre niedziele, kiedy nie jechałam w inne moje ulubione ateńskie kąty, siadywałam pod jedną z palm na ławeczce, niedaleko od wejścia do NEON-u, i przyglądałam się, jak elegancko ubrane pary, często z dziećmi, znikały we wnętrzu lokalu. Nigdy w środku wówczas nie byłam - raz tylko uchyliłam drzwi i zajrzałam: olbrzymie i bardzo wysokie wnętrze wydało mi się zatrważająco piękne, jak z innego świata, jak ze świata kostiumowych filmów, które czasem, jeszcze przed wyjazdem do Aten, oglądałam. Nie śmiałabym nawet wejść dalej: w wytartych dżinsach i w starym sweterku nie pasowałam do tego świata, poza tym przy przeliczaniu dewizowym zwyczajnie nie stać mnie było na przychodzenie do takich miejsc, ale siedząc na ławeczce pod palmą czułam się bardzo dobrze.

NEON zapisał się w mojej pamięci jako miejsce, w którym chciałabym kiedyś wypić kawę, ale wiedziałam, że nigdy to nie nastąpi, a potem o NEON-ie oczywiście zapomniałam, zwłaszcza, że ilekroć potem, przez całe lata, przechodziłam obok – szyby obklejone były jakimiś plakatami, afiszami, gazetami… Nie było już mojego NEON-u.


Kiedy przyjechałam, już nie wiem po raz który do Aten w grudniu 2013 roku, znajomi Grecy, u których się zatrzymałam, powiedzieli mi, że na Placu Omonia stosunkowo nie tak dawno została w starych wnętrzach otwarta kafeteria z doskonałym wyborem słodkości i czy nie zechciałabym tam wypić kawy – oczywiście, że chciałam. Kiedy stanęliśmy przed drzwiami - oniemiałam! Zobaczyłam co prawda szyld VENETI, ale….
„Czy to nie tutaj był przed laty NEON?” – zapytałam znajomych.
Zaskoczeni, że pamiętam NEON – potwierdzili.
Dowiedziałam się, że remont tego miejsca trwał wiele lat i pochłonął bardzo dużo środków – tak pisała grecka prasa.
Weszłam do środka… „Jak pięknie jest realizować nasze marzenia” – powtórzyłam w myśli zdanie, które towarzyszy mi od dawna …
W Veneti d. NEON. W tle:  Plac Omonia w dalekiej przeszłości [fot. Betaki]
W Veneti d. NEON. W tle: Plac Omonia w dalekiej przeszłości [fot. Betaki]

Rozejrzałam się: ależ tu ładnie!
Uniosłam głowę: ależ tu wysoko! A jakie żyrandole niczym kandelabry, a jakie zdobienia na suficie!
Na pierwszym poziomie znajduje się sklep z wieloma gablotami wypełnionymi po brzegi najprzeróżniejszymi łakociami - tu chyba znaleźć można wszystko, o czym tylko się zamarzy! Można spacerować pomiędzy gablotami i przyglądać się słodkościom, w tym i chałwom w wielu rodzajach…
Spacerując pomiędzy gablotami   Spacerując pomiędzy gablotami
Spacerując pomiędzy gablotami…. [fot. Betaki]

Na miejscu znajduje się z pewnością również piekarnia, bo można dostrzec i cukierników czy piekarzy, którzy formują z ciasta jakieś bułeczki, plotą z niego warkocze dla ich ozdoby… Obsługa tu miła, uśmiechnięta i zawsze gotowa do pomocy.
   
[fot. Betaki]

Wielkimi schodami można wejść na poziom drugi: tu znajduje się kafeteria z wieloma stolikami. To, czego chcemy skosztować, można wybrać z karty albo zwyczajnie pokazać w gablocie na poziomie pierwszym.
Niecodzienne wnętrza kafeterii robią wielkie wrażenie  [fot. Betaki]
Niecodzienne wnętrza kafeterii robią wielkie wrażenie [fot. Betaki]

Siedząc przy stoliku można, wychylając się nieco poza barierkę wciąż przyglądać się tym niezliczonym łakociom widocznym w gablotach na poziomie pierwszym.
Spoglądając w góry na dolny poziom
Spoglądając w góry na dolny poziom [fot. Betaki]

Lubię tu przychodzić o każdej porze roku na śniadania: zamawiam wówczas bougatsę [bułka z ciasta filo z nadzieniem budyniowo-waniliowym, posypana cukrem pudrem lub cynamonem], którą ostatnio podają tu na szufelkach, bo taka teraz moda. Lubię popijać tu w sezonie zimowym popołudniową kawę, bo zwyczajnie podobają mi się takie stare, piękne wnętrza i dobrze się w nich czuję. Ściany ozdobiono tu wieloma fotografiami starych Aten – uwielbiam je oglądać i kiedy tylko tu przychodzę poświęcam na tę swoistą galerię trochę czasu.
Część starych fotografii zdobiących ściany kafeterii
Część starych fotografii zdobiących ściany kafeterii [fot. Betaki]

W okresie świątecznym ciepła oraz szczególnego uroku temu wnętrzu dodają bardzo ładne, skromne, jednobarwne dekoracje, a i szopkę można tu również wypatrzeć.
Jedno z moich ateńskich miejsc: NEON na Placu Omonia….
Może to nieładnie: wszak wiem, że to VENETI, ale dla mnie miejsce to na zawsze pozostanie NEON-em.
   
[fot. Betaki]