Ateny

Kiedy powstawała moja strona (w 2003 roku) - opisy były bardzo krótkie, kilkunastozdaniowe, bo wydawało mi się, że tyle wystarczy, skoro to nie żaden przewodnik ani opracowanie dokumentalne. W temacie „Aten” napisałam wówczas również dość krótko:
Spacerując po Place
Spacerując po Place


Wspaniała stolica Grecji, miasto tak bardzo przeze mnie ukochane, uwielbiane, do którego mam wielki sentyment, choć obiektywnie stwierdzając (ależ mi trudno to napisać - no ale skoro ma być obiektywnie): miasto generalnie brzydkie i pełne całego tego koszmaru, które wiąże się z wielkim miastem. To miasto o wielkim nieładzie architektonicznym, miasto pełne mnóstwa samochodów (z tym nieustannym używaniem klaksonów), smrodu spalin, samowoli budowlanej, tysięcy wciąż gdzieś goniących wprost biegnących ludzi, miasto wielkich korków, zupełnej dowolności jeśli chodzi o poruszanie się po ulicach, miasto mnóstwa rozklekotanych (ale uroczych!) trolejbusów oraz tysięcy żółtych taksówek, miasto od lat rozkopane w rozumieniu ciągnących się latami remontów i modernizacji (jak chyba żadne inne), miasto pełne ludzi z najprzeróżniejszych stron świata (głównie z Azji) tu szukających pracy. Ale kocham to miasto, jak żadne inne, i nie sądzę, aby kiedykolwiek miało się to zmienić.

I to tu właśnie znajduje się wiele takich miejsc, absolutnie pięknych miejsc, które powinno się zobaczyć i które ja (w jakimś niewielkim wycinku) chciałabym Ci pokazać właśnie tutaj.

Tablica z metra pokazująca temperatury ateńskie -  jesienią 2016 zauważyłam, że w ich miejsce pojawiły sie reklamy... Szkoda! A może to tylko czasowo?
Tablica z metra pokazująca temperatury ateńskie - jesienią 2016 zauważyłam, że w ich miejsce pojawiły sie reklamy... Szkoda! A może to tylko czasowo?
Od kilku lat na skutek próśb tych, którzy tu do mnie zaglądają, o moich wędrówkach po Grecji piszę szeroko, znacznie szerzej aniżeli kiedyś. Znacznie bogatsze są również galerie, jeśli mimo braku czasu, uda mi się je stworzyć (pracuję nad tym, pracuję).

Postanowiłam zatem (czas jakiś temu), pozostawiając tekst dawny – napisać tu coś więcej o Atenach, bo rzeczywiście (co mogę powtórzyć za sobą AD 2003) miasto to dla mnie szczególne, miasto to dla mnie wyjątkowe, miasto, do którego wciąż chcę wracać i takie, za którym - mimo, że spędzam w nim sporo czasu – wciąż tęsknię, ale mieszkać w nim nie chcę..

I choćbym nie wiem ile czasu wędrowała po Atenach, choćbym nie wiem ile dni w danym roku w mieście tym spędzała - kiedy nadchodzi dzień pożegnania czuję jakiś niewytłumaczalny smutek, jakąś żałość, że wyjechać muszę…..

Nie wiem co to miasto w sobie ma, nie wiem co mnie tak tam zatrzymuje, nie wiem co mnie tam tak wciąż wzywa….. Czy to tylko na pewno sentyment? To czasami aż dziwne, że właśnie w Atenach chcę pobyć przez kilkanaście dni w zimę, kilkanaście kolejnych wiosną, a i późnym latem chcę po wakacjach na wyspach jeszcze przez kilka dni pospacerować po ateńskich uliczkach, bo wiem, że będzie mi tego później brakowało. I nie ma dla mnie znaczenia, że na Plateia Monastiraki pojadę nie wiem który raz w mym życiu, że pospaceruję po Pierwszym Cmentarzu albo ścieżką botaniczną na Kesariani po raz n-ty, że zasiądę w którejś z kafeterii na Place (od kilku lat najczęściej w Cafe Melina) albo nad morzem, w Pireusie, ot tak, po prostu, by wypić kawę, popatrzeć na ludzi, na koty, posłuchać muzyki…
Na Place i Monastiraki znajduję się wiele sklepików z mniej i bardziej popularnymi upominkami
Na Place i Monastiraki znajduję się wiele sklepików
z mniej i bardziej popularnymi upominkami
Wszystko to nie ma znaczenia, bo i tak wciąż widzę tu coś nowego, coś, czego dotąd nie widziałam, co mnie zaskoczy, co spowoduje, że pomyślę: toż ja tego miasta tak dobrze wcale nie znam mimo, że od 1989 roku tu przyjeżdżam! Prawdą jest, że nie zwiedzam zawsze tego miasta, bo lubię zaglądać w swoje ulubione miejsca, prawdą jest również, że nowe miejsca widzę najczęściej kiedy wybiorę się do znajomych albo do ich znajomych, albo kiedy wprost pojawi się przyczyna, dla której gdzieś tam zajrzę typu pogrzeb, chrzest czy inna podobna uroczystość. Sporo osób uważa to miasto za brzydkie, nieuładzone… Cóż, jeśli popatrzeć tak płytko, tak szybko – może się takim jawić, ale jeśli przyjrzeć mu się głębiej, jeśli dostrzec to coś czego nawet nazwać nie sposób,bo trzeba po prostu poczuć…. Takie one są właśnie: z miejscami znanymi i nieznanymi, z nowoczesnymi budynkami i z tymi popadającymi w ruinę, przy których często się zatrzymuję, z ich ciemną stroną w okolicach ulicy Pireos, gdzieś pomiędzy Omonią a Metaksurgijo i dalej, w okolicach dworca kolejowego Statmos Larissis, może i Platija Karaiskaki, gdzie spacerując nawet w dzień staram się chować do torby aparat, bo czuję się źle i niepewnie obserwowana przez tambylców (ale zaglądam tam: wszak to również moje Ateny), z ciekawymi rejonami jak Psiri czy Monastiraki, z nieco snobistycznym
W takich sklepikach (antykwariaty) potrafię utkwić na wiele godzin
W takich sklepikach (antykwariaty)
potrafię utkwić na wiele godzin
i eleganckim rejonem Kolonaki, ze starymi Atenami wzdłuż ulicy Athinas pełnymi malutkich sklepików z mydłem i powidłem oraz ginących już warsztacików, z doskonałym, jak dla mnie, metrem, którym uwielbiam jeździć nawet tak bez celu, a może właśnie mym celem jest wyszukiwanie na stacjach czegoś ładnego, co nader często w Atenach (odmiennie niż w Warszawie) się zdarza?

To oczywiste, że za każdym razem kiedy jestem w Atenach nie wchodzę na Akropol (ale bardzo chętnie spoglądam na niego z dołu), to oczywiste również, że inne znane miejsca pomijam, choć zerkam przecież przechodząc obok. Dziś mogę pozwolić sobie na to, aby siąść na murku na Placu Syntagma i przez długi czas patrzeć na biegnących gdzieś ludzi, śpieszących do pracy, do szkół, na uczelnie, dziś wielką radość sprawia mi siedzenie na peronie i czekanie na metro, po czym … niewsiadanie do niego, a tylko obserwowanie jak czynią to inni, jak zamieszanie przy drzwiach powstaje, bo Grecy niekoniecznie uznają wyższość tych wychodzących z wagoników nad wchodzącymi… Ja zdążę odjechać kolejnym składem albo kolejnym: nigdzie przecież się nie śpieszę i nigdzie jechać nie muszę! Dziś już nie idę po prezenty dla bliskich do sklepików z gadżetami turystycznymi na Plakę: prędzej pójdę do tego mego ulubionego sklepiku w okolicach starej ulicy Athinas, z przyprawami, gdzie zawsze stoi długa kolejka, bo jakość i wybór przypraw tam doskonały, gdzie zajmę sobie kolejkę i zniknę w środku by delektować się tą niewiarygodną mieszanką przyjemnych zapachów. Albo pójdę na Monastiraki do małych (jak nazywam: antykwarycznych) sklepików, gdzie niepoganiana przez nikogo (przez czas również!) pogrzebię w stosach książek w poszukiwaniu czegoś co trudno znaleźć gdzieś indziej, albo w płytach nagranych przez greckich artystów czy filmach greckich oczywiście… To jest ten „komfort niezwiedzania”, jak nazwała kiedyś jedna z Bliskich mi Dusz a dotyczy to i Aten i Cyklad i całej mojej Grecji - i tym właśnie się cieszę.

Do sklepu z przyprawami 'Bahar' prawie zawsze ustawia się kolejka
Do sklepu z przyprawami "Bahar"
prawie zawsze ustawia się kolejka


Galerię ateńską podzielę na kilka części: Ateny znane, mniej znane, metro ateńskie (nie mogę sobie odmówić, a myślę, że znajdą się chętni do obejrzenia. Zapraszam również do poczytania oddzielnej opowieści jemu poświęconej) i ateńska codzienność. Zdjęcia, które zamieszczę w galeriach pochodzą z różnych okresów mojej bytności pod Akropolem, a galerie postaram się sukcesywnie uzupełniać.

Ateny znane           Ateny mniej znane           Metro ateńskie           Ateńska codzienność