„Tajemnice greckiej Madonny” – Bożena Gałczyńska-Szurek
Wydawnictwo Novae Res s.c., Gdynia, 2010

[tytuł drugiego wydania: „Kręta droga do nieba”, wyd. Szara Godzina, Katowice, 2017].

Tajemnice greckiej Madonny Bożena Gałczyńska-Szurek
Książka trafiła w moje ręce tuż przed tegorocznym wyjazdem na wakacje na Kretę i oczywiście zabrałam ją ze sobą. Niestety: wakacje z przyczyn niejako towarzyskich nie sprzyjały czytaniu, ale była ze mną, była zawsze…
Dotknęłam jedynie: może ze 25 stron? Nie udało się więcej…

Po powrocie do domu zasiadłam z nią w moim ulubionym fotelu i … przestałam istnieć dla świata połykając treść stronę po stronie: im dalej - tym szybciej!
I w taki oto sposób trzecią już powieść Bożeny Gałczyńskiej-Szurek mam za sobą: trzecią dla mnie, a dla autorki pierwszą, bo „Tajemnice greckiej Madonny” to debiut Bożeny Gałczyńskiej-Szurek.

Jest publiczną tajemnicą, że wszystko, co osadzone w Grecji przeczytać muszę i czynię to z przyczyn różnych: czasem tylko i wyłącznie dla opisów czy imion bohaterów. Czasem jednak sięgam po książkę również dla autora – i tak też było w tym przypadku. Bożenę Gałczyńską-Szurek czyta mi się po prostu doskonale i nie zamierzam tego ukrywać. Miałam co prawda lekkie obawy, bo świadomość, że „Tajemnice greckiej Madonny” to debiut zrobiła swoje, ale obawy okazały się być zupełnie bezpodstawne: powieść przeczytałam bez czynienia żadnych przerw (poza tymi naprawdę niezbędnymi).

Karty powieści „Tajemnice greckiej Madonny” przeniosły mnie gdzieś w archipelag Dodekanez: na teren wysepki Toros, której w Grecji po prostu nie ma. Do ostatniej strony w mojej głowie tliła się myśl, że może to być wysepka Tilos – i choć dla bytu powieści nie ma to większego znaczenia: uczepiłam się tej myśli i przy niej pozostanę, zwłaszcza, że sporo związków z wysepką Tilos w powieści dostrzegłam.

To na spokojnej i przyjaznej mieszkańcom wysepce Toros dochodzi do szeregu zdarzeń, o których dotąd mieszkańcom nawet się nie śniło: pobicia, morderstwa, napady, włamania, kradzieże, a wszystko to ma związek z obrazem Matki Boskiej Płaczącej z Toros [Mateńki Płaczącej/Madonny z Toros] , który ma swoje miejsce w niewielkim kościółku. Dla niektórych nie ma świętości: w kościółku dochodzi do bójek, w kościółku dochodzi do morderstwa, w kościółku dochodzi do kradzieży… Ślady wiodą również do Aten: dość szybko staje się jasne, że w to, co dzieje się na wyspie, zamieszanych jest wiele osób, a i powiązania z mafią wydają się aż nadto oczywiste.

Na wyspie Toros poznam Klarę, ożenioną z Grekiem Polkę, z którą, podobnie jak z jej psami, zaprzyjaźniam się od razu. Klara jest policyjnym psychologiem, który swą błyskotliwością dzielnie wspierać będzie prowadzących śledztwo. A prowadzący śledztwo Kostas oraz przysłany na wyspę pracownik Interpolu, Tasos, to panowie o tak odmiennych charakterach, że aż dziwne, iż potrafią razem współpracować. Poznam tu tych, którzy na tę małą wysepkę przybyli z Polski: bracia Jurek i Janek wciąż poszukują intratnego zajęcia, a rodzeństwo Ewa i Adam wypoczywają mieszkając na plaży. Poznam wreszcie wybitnego historyka sztuki, Andreasa Kotopulosa, który nie wzbudza sympatii u miejscowych oraz szereg innych mieszkających na wyspie osób: biednych, nieprzyzwoicie majętnych, młodych, starych, których zachowania pokażą mi mentalność Greków oraz ich zwyczaje.

„Tajemnice greckiej Madonny” to powieść o charakterze obyczajowo-kryminalnym, ale to także (a może dla mnie przede wszystkim) doskonały obraz życia codziennego mieszkańców wyspy. Autorka konsekwentnie przybliża nam swych bohaterów, a czyni to w taki sposób, że wyraźnie widzimy ich wady i zalety. Jest tego tak wiele, że możemy sami namalować sobie obraz greckiego społeczeństwa. Okoliczności , w których poznajemy życie mieszkańców wyspy są co prawda niecodzienne: wszak nie każdego dnia upada w czasie procesji ikona, co według niektórych zwiastuje nieszczęście, ale cała galeria mieszkańców wyspy, tak stałych, jak i czasowych, została przedstawiona znakomicie. Wielość przypisów pozwala nam poznać cały szereg detali mających związek z codziennością grecką, na które nie zawsze zwracamy uwagę, a niektóre z nich rozjaśniają nam zawiłości historyczne. Część powieści autorka osadziła w szczególnym w Grecji czasie zwanym Dodekamero: jestem przekonana, że niektórzy z nas po tej lekturze sięgną również do innych materiałów, by poszerzyć swoją wiedzę w temacie Dodekamero właśnie.

Tajemnice greckiej Madonny Bożena Gałczyńska-Szurek

I wreszcie sam wątek zasadniczy, z pewnością najistotniejszy dla czytelników innych niż wielbiciele wszystkiego, co z Grecją związane: wątek kryminalny doskonale wpleciony w obyczajowość tej powieści. Upadek ikony – rzecz niby naturalna i zawsze mogąca się zdarzyć, ale o skutkach, o których część mieszkańców wyspy powie: to zwiastuje nadejście nieszczęścia. Dalej: znalezienie w kościółku pobitego do nieprzytomności człowieka - czyż nie przewidziano tego, kiedy upadła ikona? Dalej cały splot tragicznych wydarzeń nie mających dotąd miejsca na wyspie.

Starając się nadążyć za autorką – gubię się w domysłach. Kiedy wydaje mi się, że wszystko już jasne – kolejne tąpnięcie i znowu nic nie jest oczywiste. Zaczynam, podobnie jak prowadzący śledztwo, analizę od początku. Ilość pytań, na które nie znajduję odpowiedzi – rośnie. Nie wymyślę sama takiego zakończenia: olbrzymie brawa dla autorki!

Wielka przyjemność czytania „Tajemnic greckiej Madonny” już poza mną: to jedna z takich powieści, które, mimo odstawienia na półkę, są wciąż blisko mnie, są w mej pamięci i w niej pozostaną, bo sobie na to po prostu zasłużyły.

Wydanie drugie („Kręta droga do nieba”) zawiera wprowadzone zmiany – to wiem: ja nie czuję się w żaden sposób pokrzywdzona po przeczytaniu wydania pierwszego, po które sięgnęłam z własnej woli, świadomie i które z przyczyn kolekcjonerskich pragnęłam mieć. Okładka tego wydania zachęca do sięgnięcia po książkę, okładka wydania drugiego podoba mi się już nieco mniej, ale to oczywiście kwestia gustu, a nie okładki przecież przesądzają o naszych wyborach.
Przeprowadzony przeze mnie wywiad z Bożeną Gałczyńską-Szurek można przeczytać tutaj.