Ujrzeć Warszawę po corocznym, półrocznym pobycie w Grecji – rozmowa z Joanną.


Joannę znam od wielu, wielu lat. Ożeniona z Grekiem - mieszkała w Grecji przez pewnie i 25 lat, a od kilku lat mieszka, podobnie jak i ja teraz: i tu, i tam, co oznacza pół roku w Grecji, pół roku w Polsce.

Ja, kiedy przyjeżdżam do Polski, do Warszawy, po kilku miesiącach spędzonych w Grecji – jestem Warszawą zachłyśnięta, bezkrytycznie zachwycona. Nie widzę tu niczego złego, nieprawidłowego, a jeśli widzę, to jestem szalenie wyrozumiała i nie irytują mnie niedociągnięcia: tłumaczę sobie, co przychodzi mi w tym popowrotowym czasie z łatwością (to mija później!), że w końcu nikt nie jest idealny.

Zawsze mnie interesowało, jak inni widzą po takim czasie to miasto: tę moją Warszawę. I postanowiłam o tym właśnie porozmawiać z Joanną, a Joanna sama mnie do tej rozmowy niejako sprowokowała mówiąc któregoś dnia w jakiejś zupełnie luźnej wymianie zdań o tym, co ją tak bardzo pewnego dnia w Warszawie zirytowało.


Rozmowa z Joanną
Groby Nieznanego Żołnierza: Ateny - Warszawa


Beata Betaki Kuczborska: co to było, Joanno? Jakaś sytuacja drogowa z pewnością… Powiedziałaś do mnie: „Napisz jak cudownie się jeździ w Grecji w przeciwieństwie do warszawskich przepychanek” , ale szybko dodałaś: „A nie, ty tego nie odczuwasz, bo nie prowadzisz auta” . Nie, nie prowadzę, istotnie, więc co było w stanie tak zirytować Cię w ciągu zaledwie kilku dni od przyjazdu do Warszawy?

Joanna: Tak, zgadza się, sytuacja drogowa, i dlatego ponawiam moją prośbę: napisz jak cudownie się jeździ w Grecji! Natomiast odpowiedzieć na zadane pytanie mogę jednym zdaniem: irytuje mnie wszystko, co się tyczy jazdy samochodem ulicami stolicy.

To nie jest tak, że zdarzyła się jedna czy dwie sytuacje, które mnie zirytowały. Wręcz przeciwnie, ja już do niektórych zachowań się przyzwyczaiłam. Choćby do tego, że kierowcy w Warszawie nie znają takiego wynalazku jak kierunkowskaz. Nie wiedzą, co to takiego jest to migające światełko po prawej albo lewej stronie samochodu… No bo jak wytłumaczyć zmianę pasa ruchu bez sygnalizowania tego manewru za pomocą właśnie kierunkowskazu? To działa w dwie strony: jak sygnalizujesz tym magicznym mrugającym światełkiem, że zmieniasz pas, bo włączasz się do ruchu to twój samochód nagle staje się niewidoczny.

Jak już wspomniałam ja się do tego przyzwyczaiłam tak, jak do wiecznych korków niezależnie od pory dnia. Nigdy jednak się nie przyzwyczaję do braku kultury jazdy, wiecznego trąbienia, ponaglania, wymuszania pierwszeństwa czy okupowanie lewego pasa jezdni. Mam wrażenie, iż kierowcy w stolicy zapominają, że nie są na drodze sami i tak sobie jadą zazwyczaj używając tylko pedału gazu i ewentualnie klaksonu. Grzeczne zachowania, okazywanie sobie pomocy czy choćby zwykłe dziękuję sygnalizowane za pomocą świateł na warszawskich ulicach to rzadkość.

A co mnie zirytowało tego dnia? Doskonale pamiętam. Otóż byłam świadkiem, jak kierowca autobusu miejskiego wjeżdżając w poprzek na skrzyżowanie zablokował cały ruch na jednej z głównych ulic Warszawy. Jeden z niecierpliwych kierowców bardzo luksusowego auta zamierzał rozwiązać tę sytuacje za pomocą kija bejsbolowego. Chyba nie muszę Ci dalej opisywać jak to wyglądało. Siedziałam w swoim samochodzie kompletnie osłupiała i pomyślałam o Atenach, Salonikach czy greckich wyspach z wąziutkimi uliczkami pełnymi autokarów wiozących turystów. Uliczkami czasami tak wąskimi, że samochody mijają się dosłownie na długość dłoni. Nigdy w Grecji nie spotkałam się z takimi agresywnymi zachowaniami.


Rozmowa z Joanną
Palmy: Warszawa (Rondo de Gaulle’a) – Ateny (Ogrody Narodowe)


Beata Betaki Kuczborska: ochh, żeś Ty tego doświadczyła! Czy wiesz, że ja nie zauważam w Warszawie niczego irytującego w pierwszych kilku czy kilkunastu nawet tygodniach po przyjeździe z Grecji? Taka jestem wszystkim tu zachwycona i na wszystko mam wytłumaczenie. Powiedz mi, o czym myślisz, kiedy kupisz już bilet do Polski, do Warszawy? Czy zmienia się coś w Twoim myśleniu od tej chwili?

Joanna: Oczywiście że tak. Wtedy na pewno nie myślę o jeździe po warszawskich ulicach.

Lubię wracać do Polski, do Warszawy, i też za każdym razem jestem zachwycona. Po jakimś czasie ten zachwyt powoli mi przechodzi. I wiesz, co wtedy robię? Wracam, ale tym razem do Grecji, i też jestem zachwycona i na wszystko mam wytłumaczenie. Następnie sytuacja znowu ulega zmianie i tak w kółko od kilku lat. Dlatego w moim życiu a przypuszczam, że i w Twoim słowo „wracam” nabiera innego znaczenia. Ja zarówno do Polski, jak i do Grecji nie jadę: ja wracam. Moi znajomi, przyjaciele i rodzina zarówno w Grecji, jak i w Polsce zawsze witają mnie tymi słowami: „O, super: wróciłaś!”. Nie „przyjechałaś”, bo przyjechać to ja mogę do Paryża, Amsterdamu czy innego pięknego miasta. Do domu się wraca, a ja mam dwa domy.


Rozmowa z Joanną
Na stacjach metra : Ateny – Warszawa


Beata Betaki Kuczborska: rozumiem Cię doskonale! A może, kiedy już masz ten bilet, o czymś, co związane jest z Warszawą, zaczynasz marzyć? Może uświadamiasz sobie, że dobrze, że już niedługo staniesz na polskiej ziemi, bo nagle dociera do Ciebie, że marzysz o tym czy owym. Miewasz takie myśli? O czym wówczas marzysz?

Joanna: Jak już wspomniałaś bardzo długo mieszkałam w Grecji, przyjeżdżałam do Polski na chwilę, na Święta czy wakacje, ale zawsze było za krótko i za szybko mijał ten czas. Strasznie mi tej Warszawy brakowało. Może się tu komuś narażę, ale dla mnie Warszawa to najpiękniejsze miasto na świecie i zawsze tak było. Mam swoje miejsca, uliczki, uwielbiam Krakowskie Przedmieście i nasze cudowne Łazienki Królewskie. Ja nawet ten znienawidzony Pałac Kultury lubię: wcale mi nie przywołuje na myśl minionej epoki, a kojarzy mi się po prostu z Warszawą.

Kiedy kupuję bilet powrotny do Warszawy już zaczynam układać plan na najbliższe dni. Marzę o tym, że pójdę na spacer, spotkam się ze znajomymi, napijemy się herbaty w mojej ulubionej kawiarni i wreszcie zjem pączka z różą. Takiego naszego prawdziwego pączka od Bliklego.


Rozmowa z Joanną
Widziane z góry: Warszawa (Pl. Zamkowy)– Ateny (Platija Monastiraki)


Beata Betaki Kuczborska: a kuchnia polska? Jak do niej podchodzisz po przyjeździe? Jak kuchnia polska wypada w Twoim odczuciu w porównaniu do kuchni greckiej?

Joanna: oj, znowu Ci odpowiem niepoprawnie. Ja uwielbiam polską kuchnię i nie mogę żyć bez pierogów, bigosu i śledzi.

Pamiętam czasy, kiedy jeszcze kilka lat temu jak moje pobyty w Polsce były rzadkie i krótkie to ja nawet próbowałam najeść się na zapas tych moich ulubionych polskich potraw. Z jakim skutkiem łatwo się domyśleć.

Kiedy na stałe mieszkałam w Grecji to brakowało mi wielu produktów spożywczych. To były trochę inne czasy, nie było polskich sklepów czy Lidla gdzie dziś można kupić kiszoną kapustę czy kabanosy Tarczyński. Pamiętam jak kiedyś rozmawiałam z moją mamą przez telefon chwilę przed jej przyjazdem do mnie na wakacie. Rozmarzyłam się jak to ja bym zjadła polskich jagód. Takie leśne, z cukrem chciałam je jeść. Jakie było moje zdziwienie i zarazem szczęście, jak po kilku dniach od tej rozmowy moja mama wylądowała na lotnisku w Atenach z koszykiem pełnych jagód!

A grecka kuchnia też mi smakuje, też mam swoje ulubione potrawy. Tylko zauważyłam, że nawet najlepsza pita giros zrobiona przez greckiego kucharza nie smakuje w Polsce tak jak w Grecji. Podobnie polskie potrawy: w Polsce smakują najlepiej. Nie wiem, dlaczego tak jest. Może Grecy mają rację mówiąc, że jedzenie to nie tylko potrawa, ale cały rytuał i wszystko, co nas otacza?


Rozmowa z Joanną
Na stadionach: Ateny (Panatinaikos) – Warszawa (Legia)


Beata Betaki Kuczborska: mieszkałaś przez wiele, wiele lat w Grecji, ale dla mnie jesteś bardzo polska. Wiele tej polskości w Tobie zostało i nigdy nie stylizowałaś się na Greczynkę – to dla mnie bardzo pozytywne. Czy gdybyś dziś z przyczyn wyższych czy niezależnych od siebie miała nie przyjeżdżać na tych kilka miesięcy do Polski – byłabyś szczęśliwa? Czy też ten układ życia: pół roku w Polsce z jednym domem, pół roku w Grecji z drugim Ci odpowiada?

Joanna: Nie, takiej sytuacji sobie nie wyobrażam!

Ja jestem skazana na życie zarówno w Polsce, jak i w Grecji. Tu pewnie Cię zaskoczę, ale trochę odwrócę Twoje pytanie. Gdybym nie mogła pojechać do Grecji też bym była nieszczęśliwa. Mam wrażenie, że mój organizm już tak jest zaprogramowany. Zima to czas w Polsce, to Święta, to nasze wszystkie cudowne tradycje, to biała, zaśnieżona Warszawa z Nowym Światem pięknie udekorowanym, który niezmiennie, co roku, mnie zachwyca. Pada śnieg, lepimy bałwana i jedziemy na narty. Zima to taki czas, kiedy dużo częściej niż latem przebywamy w domu z rodziną, ze znajomymi. Można prowadzić „długie Polaków rozmowy”, obejrzeć zaległe film, czy zwyczajnie przeczytać jedną z książek odłożonych na po sezonie. Nie zapominajmy, że te nasze sezony w Grecji są fantastyczne, ale również bardzo wymagające. Właściwie to nie znam przewodnika, który by nie był zmęczony po intensywnym sezonie. Ten czas zimowy to również czas odpoczynku. Ja uwielbiam swoją pracę, ale często pracuję bez dni wolnych, na wysokich obrotach.

Ty zapewne pamiętasz jak ja kilka lat temu podjęłam poważną decyzje, przewróciłam moje życie do góry nogami i definitywnie przeniosłam się na stałe do Polski. Takie było moje marzenie i postanowiłam je wreszcie spełnić. Dotrwałam do kwietnia. Kiedy zrobiło się ciepło, wszędzie było zielono i kolorowo – poczułam , że czegoś mi brakuje. Chyba było za mało niebiesko. Bo jak przeżyć lato bez greckiego morza, tej małej tawerny na plaży i kawy frappe o poranku?

Moi polscy turyści często mi mówią, że pięknie opowiadam o Grecji, ostatnio greccy turyści powiedzieli mi, że pięknie opowiadam o Polsce. To chyba jest odpowiedź na Twoje pytanie. Życie dzielone na pół bardzo mi odpowiada.


Rozmowa z Joanną
Politechnika: Warszawa – Ateny


Beata Betaki Kuczborska: a jak z Twoimi obawami jeśli myśleć o nadchodzącej zimie? Rozpaskudziła nas grecka pogoda nieprzyzwoicie: nagrzane tamtejszym słońcem i owiane przyjemnym, niezwykle ciepłym wiatrem wróciłyśmy do Warszawy – i co? Straszą nas tu jakąś zimą trzydziestolecia!!! Słyszałaś o tym? Jakie są Twoje reakcje na to, co mówi się w temacie nadchodzącej w Polsce zimy?

Joanna: zupełnie mnie to nie przeraża. Lubię zimę. A po kilku miesiącach spędzonych w greckim klimacie, gdzie temperatury często dochodzą do 40 stopni wręcz marzy mi się trochę zimniejszy klimat.

Zima w Grecji to też nie sielanka. Myślę, że każdy, kto miał okazję przebywać w tym klimacie zimą to potwierdzi. Duża wilgotność powietrza, porywisty wiatr i często niedogrzane mieszkania to mało komfortowe warunki do życia. W Polsce zima nie jest tak uciążliwa choćby ze względu na to, iż tu nasze domy są dostosowane do warunków pogodowych. No, może brak słońca może komuś przeszkadzać. Mnie nie przeszkadza.


Rozmowa z Joanną
Ciche zakątki wielkich miast: Ateny (Anafiotika) – Warszawa (Stare Miasto)


Beata Betaki Kuczborska: jesteś zdecydowanie właściwą osobą do dokonywania porównań. Powiedz mi zatem, jak w porównaniu z Grecją wypada w Twoich oczach Polska po Twoim przyjeździe tutaj, po tych spędzonych w Grecji kilku miesiącach. Myślę tu szeroko, o wszystkim: o napotkanych ludziach, codziennych zakupach na bazarku czy w sklepie, o sytuacjach – właśnie – drogowych, o tym, że już niedługo zaczniemy przygotowania do pięknie w Polsce obchodzonych Świąt Bożego Narodzenia, o codziennym życiu, które od teraz będziesz tu, w Warszawie, przez czas jakiś wiodła.

Joanna: był taki okres, że często porównywałam te dwa kraje. Teraz staram się już tego nie robić. Jesteśmy zapewne trochę inni. Życie w tych krajach wygląda również inaczej. Zobacz, sama wspomniałaś o Świętach Bożego Narodzenia, bo to nasze najważniejsze Święta pełne tradycji i pięknych zwyczajów. Raz w życiu spędziłam te święta w Grecji i więcej nie chcę.

Dla Greków najważniejsze święta to Wielkanoc. Polska Wielkanoc… No cóż, chyba nie dla mnie. Jest i baran, no jest… Co prawda malutki i w koszyczku siedzi, ale jest. Jest i tradycja malowania jajek. Tak, tez przecież jest. Generalnie wszystko się zgadza, ale … Kto nie przeżył tych Świąt w Grecji, kto nie przeżył greckiej Paschy, nie zrozumie, co mam na myśli.

A wracając do tych nagannych zachowań na drodze. Jeździłam po greckich drogach przez wiele lat i nadal to robię, ale takich zachowań nie zauważyłam. Wręcz przeciwnie, wiele razy miałam okazję być świadkiem niesienia pomocy, okazywania miłych gestów, czy też pozdrawiania się. Przecież w greckich miastach też są korki, tam też wszyscy się spieszą, ale to w Warszawie często można usłyszeć stek wyzwisk, ba, nawet dochodzi do rękoczynów, bo ktoś jechał za wolno albo za szybko. W Polsce nie jesteśmy dla siebie mili. Wiele takich zachowań obserwuję właśnie codziennie: w sklepach, restauracjach czy nawet na lokalnym bazarku. Zawsze przeszkadzała mi taka nasza narodowa gburowatość, ten brak uśmiechu, który my, będąc w Grecji, widzimy codzienne.

Muszę Ci się przyznać, że przeprowadziłam ostatnio małe doświadczenie. Idąc najbardziej zatłoczoną ulicą Warszawy zaczęłam się uśmiechać, ale nie do siebie, bo to mogłoby się różnie skończyć. Uśmiechałam się do ludzi i wiesz co się stało? Oni też się uśmiechali!!!

Myślę, że naszą piętą achillesową jest roszczeniowość. Dostaliśmy tę wymarzoną demokrację i się nią zachłysnęliśmy. Teraz to już tylko wymagamy, bo jesteśmy klientem, obywatelem, panem i władcą. Wierzę, że to się zmieni tylko potrzeba czasu. Coraz więcej podróżujemy, zachwycamy się greckim spokojem, tym trybem siga –siga… Pewne zachowania przenosimy do Polski, co jest całkowicie naturalne. Zresztą Grecy też się przez ostatnie lata bardzo zmienili, stali się tacy trochę bardziej europejscy. Jednak w Grekach zachwyca mnie to, iż w całym tym procesie nie zatracili swojej tradycji, która jest nadal w tym pięknym kraju wszechobecna. Wierzę, że podobnie będzie również w Polsce.

Znając doskonale obydwa społeczeństwa jest mi dużo łatwiej dostosować się do życia zarówno w Polsce, jak i w Grecji. Wiem, czego i gdzie mi nie wypada, na jakie zachowania powinnam się przygotować i jakich oczekiwać. Ponieważ ja uwielbiam obydwa kraje to nie narzekam (no może oprócz tej jazdy po Warszawie). Cieszę się, że mogę dzielić moje życie pomiędzy tymi dwoma krajami. Dzięki temu na pewno dwa razy w roku jestem szczęśliwa. Raz jak wracam do Polski, a drugi raz jak wracam do Grecji. I oby tak pozostało jak najdłużej.


Rozmowa z Joanną
Cmentarze: Warszawa (Stare Powązki) – Ateny (Pierwszy Cmentarz)


Beata Betaki Kuczborska: dziękuję bardzo za rozmowę i pozdrawiam Cię serdecznie. Życzę Ci, aby Warszawa, aby Polska była dla Ciebie przyjazna, miła i tego, aby nic (i nikt!) Cię nie irytowało, aby nic (i nikt!) Cię nie drażniło, a jeśli nie da się tak zupełnie tego uniknąć – aby irytacja Twoja była tak malutka, jak to tylko możliwe. Pięknego czasu spędzonego w Polsce ode mnie dla Ciebie!



Rozmawiała: Beata Kuczborska / betaki.pl - 2019

Zdjęcia: betaki.pl