„Nowe życie. Jak Polacy pomogli uchodźcom z Grecji”
Spotkanie z Dionisiosem Sturisem.

„Koniec podróży. Pociąg staje na stacji w Lądku-Zdroju, przy imponującym, poniemieckim budynku dworca z czerwonej cegły. Jest ciepłe popołudnie późnym latem 1948 roku. Rozsuwają się drzwi bydlęcych wagonów”.
Tak rozpoczyna się zbiór reportaży wydanych pod tytułem „Nowe życie. Jak Polacy pomogli uchodźcom z Grecji” autorstwa Dionisiosa Sturisa. Ta wydana niecały miesiąc temu książka budzi dużo emocji, czasem bardzo skrajnych emocji – i dobrze! Myślę, że dla autora cisza musi być okrutna, a jeśli wytwór powoduje, że czytelnicy wymieniają poglądy – to znakomicie. Znakomicie nawet wówczas, jeśli emocje są tak silne, że wymiana zdań graniczy z grzecznością.
Zresztą tak naprawdę w mojej opinii to nie książka Sturisa budzi tak wiele, często negatywnych emocji, ale to umiejscowienie jej czy przypisanie do dzisiejszej rzeczywistości - i jej oczywiste przesłanie.
Dionisios Sturis poświęcił trzy lata na to, aby książka „Nowe życie. Jak Polacy pomogli uchodźcom z Grecji” mogła się ukazać. To setki spotkań, dziesiątki podróży, do tego niezliczone poszukiwania i próby odnalezienia czegoś, co mogłoby wiele powiedzieć, ale co zaginęło, choć przecież nie musiało wcale.
Ta niezwykle ciekawie napisana książka to opowieść o tysiącach tak Greków i Macedończyków, jak i Polaków. Dla każdego z nich nowe życie zaczyna się, kiedy pociąg zatrzymuje się na stacji w Lądku-Zdroju*). Pewnie wszyscy myślą, że to na chwilę, na czas jakiś, że jak sytuacja wkrótce się uspokoi - wrócimy do siebie, do rodziców, do rodzin… I nikt pewnie jeszcze wtedy nie przypuszcza nawet, że będzie inaczej, że do dziś wielu Greków i Macedończyków z tamtego pociągu mieszkać będzie w Polsce, że ich potomkowie, już tu urodzeni, bardziej Polskę niż Grecję uważać będą za swój kraj, choć tak naprawdę i ci z tamtego pociągu i ich potomkowie już do końca swoich dni będą czuć się nieco rozdarci pomiędzy ojczyzny dwie: Grecję i Polskę. Wielu z tamtego pociągu, kiedy stanie się to możliwe – wróci do Grecji, ale wielu tu pozostanie, by żyć wśród nas, tu umrzeć i tu znaleźć miejsce wiecznego spoczynku.
Wtłoczeni do tamtego pociągu nie bardzo wiedzieli, co ich czeka i dokąd zmierzają: mając lat od trzech do czternastu trudno taką wiedzę posiadać. Jeśli uwzględnić i to, że to koniec lat czterdziestych, że nie ma internetu, nie wszyscy nawet chadzają do szkół i poziom wiedzy jest kompletnie inny niż dziś – wiemy, że pasażerowie tamtego pociągu zupełnie nie wiedzieli czego oczekiwać, dokąd jadą i jak to wszystko będzie wyglądać, kiedy pociąg zatrzyma się na właściwej stacji…
A Polska zrujnowana po wojnie, biedna, pozostawiona w zasadzie sama sobie – otworzyła swe granice i zaprosiła: wejdźcie, czujcie się jak w domu, może biednym, bo sami niewiele przecież mamy, ale jak w domu.
I w taki oto sposób pasażerowie tamtego pociągu znaleźli nowy dom, dostali nowe życie: może nie do końca komfortowe, bo w domach dziecka czy ochronkach, ale spokojne, bez głodu, niebezpieczeństwa wojny, z możliwością nauki i zabawy. Nie było sielankowo: rodzice gdzieś daleko, rodzeństwa często porozdzielane. Szczęśliwcom udawało się w niezbyt długim czasie wzajemnie się odnaleźć, tym większym: spotkać rodziców, którzy kiedy stało się to możliwe przyjechali tu z Grecji i odszukali swoje dzieci … Niektórzy odnajdywali się latami: dochodzenie do prawdziwych danych co do imion, nazwisk, miejsca pochodzenia zajmowało naprawdę wiele czasu.
Nie czuli się tu źle: przyjęci przez tych biednych Polaków serdecznie, przyjęci do polskich domów – mieszkali u siebie. Tu dorastali, kształcili się, pracowali. Wielu, kiedy pojawiła się taka możliwość, wyjechało do kraju, w którym się urodzili, ale nikt jednak chyba nie spodziewał się, że ta możliwość pojawi się z różnych przyczyn dopiero po dwudziestu i więcej latach od czasu, kiedy tamten pociąg zatrzymał się na stacji w Lądku-Zdroju…
Nie czuli się tu źle mimo życia na płaszczyźnie dwóch kultur i dwóch krajów. Jak ktoś dziś na spotkaniu powiedział: w domu Grecja, za płotem – inny kraj. Bo nierzadko w domach podtrzymywano tradycje kraju, z którego tamten pociąg przybył, nierzadko mówiono tu po grecku, ale przecież doskonale rozumiało się polski czy to w szkole czy w miejscu pracy czy na podwórku. I rozumiało się problemy tych najczęściej biednych i tak doświadczonych przez okrucieństwa wojny Polaków, którzy w większości doskonale rozumieli problemy tych przybyłych tamtym pociągiem. I życie toczyło się wspólnie, i wszyscy byli zadowoleni, nikt, komu przyszło mieć za sąsiada Greka – nie widział w nim wroga.
I o tym jest ta, pełna ciepła i nierzadko wzruszeń, książka Dionisiosa Sturisa: o tym, że mimo niezwykle trudnej powojennej rzeczywistości umieliśmy otworzyć się dla drugiego człowieka, przyjąć go jak swojego, choć przecież z drugiego krańca Europy przybył, z kraju nieznanego. Bo tak jak Grecy nie bardzo wówczas wiedzieli gdzie to ta Polska leży, tak i Polacy w większość z pewnością niewiele o Grecji wiedzieli.
Żyją wśród nas do dziś pasażerowie tamtego pociągu, choć jest ich już coraz mniej, żyją wśród nas ich potomkowie. Pozawiązywaliśmy przyjaźnie, bez których już sobie życia nie wyobrażamy. Wrośli w tę naszą społeczność tak bardzo, że nawet czasem nie wiemy, że ten oto pan to pasażer tamtego pociągu – często dowiadujemy się o tym zupełnie przypadkiem.
Ta książka pokazuje, do jakich pięknych zachowań byliśmy, mimo trudnej rzeczywistości, zdolni, pokazuje, ile serdeczności w nas tkwiło, ile empatii, ile czasem zwyklej przyzwoitości.
Ta książka to hołd złożony przez Dionisiosa Sturisa wszystkim tym, którzy pasażerów tamtego pociągu przyjęli z serdecznością i z otwartymi ramionami, dzieląc się tym, co mieli i czym mogli, tym, którzy nie pozwolili, aby pasażerowie ci czuli się obco i źle.
To książka napisana tak, że czytając ją zapomina się o nocy: tak niezwykle trudno, kiedy już stanie się na stacji w Lądku-Zdroju, kiedy wjeżdża nań tamten pociąg - wyjść z niej wcześniej niż dopiero wówczas, kiedy przeczyta się podziękowania autora dla tych, bez motywacji których ta książka by nie powstała.

*) pociągiem przyjechała mniejszość. Większość uchodźców: i dorosłych, i dzieci, przypłynęła do Polski statkami.

Zdjęcia ze spotkania z cyklu Powszechny Zakaz Czytania! [Stół Powszechny, Warszawa], które odbyło się 22 kwietnia 2017 roku. O książce Dionisiosa Sturisa „Nowe życie. Jak Polacy pomogli uchodźcom z Grecji”, wydanej przez WAB, oraz o tym, co ta opowieść znaczy dzisiaj - rozmawiali m.in. autor, Dionisos Sturis, Irena Argiro Tsermegas, dr hab. geografii na UW i członkini zarządu Towarzystwa Przyjaciół Grecji, Michał Komar, pisarz, wykładowca, syn generała Wacława Komara, który organizował całą operację przyjęcia uchodźców z Grecji oraz licznie zgromadzona publiczność.

Przed rozpoczęciem spotkania …
Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem   Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem


Rozmowa (od lewej) Dionisios Sturis, Irena Argiro Tsermegas i Michał Komar…
Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem   Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem   Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem
Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem   Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem


Skupiona publiczność, wśród której pasażerowie tamtego pociągu i ich potomkowie…
Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem   Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem


Czytanie fragmentu książki przez autora oraz dyskusja z udziałem publiczności …
Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem   Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem   Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem


Autografy, autografy, krótkie wspominki i podziękowania …
Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem   Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem
Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem   Spotkanie z Dionisiosem  Sturisem



[zdjęcia: Betaki 2017]