Maj/październik 2018: Kreta

Ta moja podróż do Grecji, podróż pięćdziesiąta (uwzględniając i tę pierwszą, z 1989 roku) – taka jubileuszowa w zasadzie, mocno różniła się od innych, bo trudno ją nawet nazwać podróżą jako taką: po prostu na pięć miesięcy przeprowadziłam się do Grecji realizując swoje wielkie marzenie.

Zamieszkałam na Krecie, w Missirii, na przedmieściach przepięknego miasta Rethymnon, które wielbię od naszego pierwszego spotkania czyli od 2000 roku. Zamieszkałam legalnie uzyskując z Policji i innych urzędów wymagane dokumenty.

Spacerując uliczkami Starówki w Rethymnonie
Spacerując uliczkami Starówki w Rethymnonie

To był niezwykły czas w moim życiu, kiedy cieszyłam się każdym spędzanym na Krecie dniem, każdą chwilą. Pisałam coś w rodzaju dziennika, który nazwałam „Co_dziennikiem”, bo pamięć nasza jest ulotna, a nie chciałam, aby cokolwiek mi umknęło czy to z Krety jako takiej czy też z życia codziennego, z którym się tam zetknęłam. Nie rzuciłam się na Kretę, żeby ją penetrować nie wiadomo jak, ale zgodnie z moim celem starałam się smakować codzienne życie: z zakupami spożywczymi w super – markecie i na laiki (lokalny bazarek), z walką z karaluchami, które zagnieździły się w moim mieszkaniu, a pozbycie się ich wcale takie proste nie było, z rozmowami z mieszkańcami Krety, a rozmowy te po prostu uwielbiałam.

Plakias na południu Krety: klif Paligremnos
Plakias na południu Krety: klif Paligremnos

Oczywiście, że jeździłam na różne wycieczki zaglądając tu i tam, poznając kolejne zakątki Krety, ale to nie było odkrywanie Krety jako takiej: bardziej wracałam w miejsca, które już kiedyś widziałam, bo tego pragnęłam, albo wybierałam się gdzieś, gdzie od lat zawsze bardzo znaleźć się chciałam. I spędzałam bardzo, ale to bardzo dużo czasu w moim mieście czyli w Rethymnonie: Starówka w Rethymnonie zachwyca mnie tak, że kiedy tylko mogłam spacerowałam choć przez godzinę jej uliczkami, by nakarmić oczy i duszę jej pięknem. Nadal nie jestem Starówką w Rethymnonie zaspokojona, oczywiście nie czuję żadnego przesytu i chętnie tam wrócę po raz kolejny.

Na Balos: w drodze na szczyt skały nazwanej Tigani (Patelnia)
Na Balos: w drodze na szczyt skały nazwanej Tigani (Patelnia)

A kiedy przyszedł moment podjęcia decyzji co do tego czy chcę zostać w Rethymnonie na zimę czy też wolę wrócić do Warszawy - wybrałam Warszawę, bo po stronie tego pięknego Rethymnonu znalazło się znacznie mniej plusów aniżeli po stronie mojej Warszawy, którą uwielbiam i w której codzienne życie również chcę wieść, bo je po prostu lubię. Ta decyzja nie była nawet taka bardzo trudna, choć przyznam, iż wyjeżdżając na Kretę rozważałam pozostanie tam już na stałe, więcej: już tam mieszkając i zachwycając się każdym dniem tak myślałam, ale …

Cmentarz na wysepce Spinalonga
Cmentarz na wysepce Spinalonga

Nie, okazało się, że nie chcę być tak zupełnie oderwana od Polski, że nie chcę tu, w mojej Warszawie, czuć się jak gość, jak czuje się wielu moich znajomych, którzy na stałe przeprowadzili się do Grecji. Dziś już wiem, że chciałabym móc mieszkać pół roku w Grecji, oczywiście najchętniej w Rethymnonie (ha: dziś już wiem, że nawet nie w Atenach, o czym jeszcze niedawno marzyłam), i pół roku w mojej Warszawie. Przy takim układzie codzienne życie w Grecji zawsze będzie mnie radować i nie będzie czasu na jakiekolwiek tęsknoty. I odwrotnie.

Mam dwa swoje kraje: pierwszym jest Polska, drugim Grecja. W obu czuję się doskonale, znam specyfikę życia w nich obu, bo blisko 30 lat specyfikę tę w towarzystwie Greków a nie w hotelach poznawałam, dziś wiem, że w obu tych krajach w ramach życia codziennego doskonale się znajduję i w obu mam swój dom, bo dom mój jest tam, gdzie ja jestem, gdzie kwitną kwiaty, które hoduję, gdzie żyją ludzie, którzy w danej chwili mnie otaczają, gdzie wchodzę do zwykłego super – marketu by kupić wodę czy mięso mielone, gdzie idę do piekarni, w której kupuję pieczywo albo na bazarek po warzywa i owoce.

W Rethymnonie: latarnia morska w Porcie Weneckim
W Rethymnonie: latarnia morska w Porcie Weneckim

Nie wiem jeszcze w tej chwili, co z „Co_dziennikiem” i z tą podróżą zrobię: to materiał zbyt duży, aby zamieścić go tu, na stronie, w ramach kolejnej podróży, jak zazwyczaj czynię. Będę nad tym myślała, stąd relacji jako takiej z tej podróży póki co tu nie będzie, ale zamieszczam tych kilka zdań dla zapamiętania, że to właśnie tu się wydarzyło.

Tych pięć miesięcy objętych tą podróżą i moim „Co_dziennikiem” to czas od dnia 13 maja 2018 roku czyli od dnia kiedy o poranku wylądowałam na lotnisku niedaleko Chanii na Krecie do dnia 18 października 2018 roku, kiedy oddałam właścicielowi klucze do mieszkania, w którym przez ten czas w Missirii na przedmieściach Rethymnonu mieszkałam. Pozostałam jeszcze przez kilka dni na Krecie zatrzymując się u Bliskiej mi Duszy w Heraklionie, potem z Heraklionu poleciałam do Aten, ale postanowiłam te blisko cztery herakliońsko-ateńskie tygodnie objąć zupełnie inną relacją: kolejna podróż, po prostu, bo to było przecież już zupełnie coś innego niż to, co miało miejsce od maja, kiedy wiodłam codzienne życie w Rethymnonie.



Bez względu na to, jak ułoży się moje dalsze życie bardzo, ale to bardzo dziękuję chanijskiemu Biuru Turystycznemu „CONSORT TRAVEL”, z którym w czasie tych pięciu miesięcy współpracowałam: doznałam od tego biura tak wiele dobrego, otrzymałam tak wiele dowodów sympatii i uznania, że z prawdziwą przyjemnością do każdej spędzonej na Krecie chwili wracam.

Dziękuję również mojej synowej i synowi: Karolinie i Bartoszowi, Mamie oraz przyjaciołom: Lidzi, Adzie i Tomkowi za to, że tak silnie przez tygodnie wspierali mnie w realizacji mojego marzenia, a kiedy przychodziły chwile wątpliwości w temacie: „przeprowadzać się czy nie” – dodawali odwagi rozsądnie mówiąc: „Leć, nie spodoba ci się codzienne życie na Krecie – wrócisz. Póki nie polecisz nie dowiesz się jak to jest wieść życie codzienne w Rethymnonie”. Dziękuję!

Na Balos wpatrzona w skałę Tigani (Patelnia) i marząc o jej zdobyciu
Na Balos wpatrzona w skałę Tigani (Patelnia) i marząc o jej zdobyciu



Tekst i wszystkie zdjęcia:
Beata Kuczborska/betaki.pl