Wrzesień 2020: Kreta

Wczoraj wróciłam z mojej kolejnej podróży do Grecji: tym razem była to po raz kolejny Kreta, dla której przeznaczyłam osiem dni dostosowując się niejako do możliwości osoby mi towarzyszącej.

Ośmielę się napisać, że była to chyba najdziwniejsza moja podróż do Grecji: zupełnie nieplanowana, zorganizowana w ciągu trzech bodaj dni, zupełnie inna od pozostałych…

Żeby nawiązać do tego, czym zakończyłam relację z miasta Rodos, w którym byłam w lutym tego roku, przypomnę, że rok 2020 to rok panującej na świecie pandemii. Odwołano mi kwietniowy lot na Paschę na wyspę Korfu, nie wyjechałam także w sezonie nigdzie do pracy. Sezon turystyczny w Grecji zaczął się powoli odradzać początkiem lipca, a turyści coraz śmielej i śmielej zaczęli wyjeżdżać. Oczywiście te podróże były zupełnie inne niż dotychczasowe, podobnie zresztą jak i moja zakończona wczoraj: cały lot w masce zakrywającej usta i nos, wyrywkowe testy wykonywane na greckich lotniskach na obecność koronawirusa (mnie się udało uniknąć), przy powrocie do Polski wypełnianie formularzy lokalizacyjnych.

Wrzesień 2020 Kreta
Inaczej, ale ważne, że do Grecji, do mojego raju

Właściwie nie umiem powiedzieć jak to się stało, że wyjechałam: nie miałam takich planów. Nie tyle bałam się samego wirusa , ile tych wszystkich obostrzeń, kiedy to przeróżne zarządzenia i przepisy we wszystkich w zasadzie krajach, w tym i w Grecji, i w Polsce, zmieniały się jak w kalejdoskopie. Kiedy ktoś pytał o moje plany – mówiłam zgodnie z tym, co czułam: duszą moją targa niepewność. Co zrobię jak utkwię tam na kwarantannie albo jak zamkną granice, co miało miejsce w pierwszej połowie roku? Mam tu starszą mamę, za którą czuję się odpowiedzialna w tym trudnym dla wszystkich czasie. Huśtawka emocjonalna to również coś, czego staram się unikać: jak cieszyć się podróżą, skoro zdarzają się z różnych przyczyn odwołania samolotów? Nie jestem osobą, która musi wyjechać: pamiętam czasy, kiedy rzadko wyjeżdżało się za granicę, kiedy w ogóle rzadko się wyjeżdżało, i byliśmy szczęśliwi. Nie widziałam powodu, dla którego muszę koniecznie zobaczyć w tym półroczu Grecję, mimo, że bardzo lubię tam być: zbyt wiele niepewności miałam w sobie co do procedur. Jak doszło więc do tego, że wyjechałam? Nie wiem: krótka rozmowa, mamy pobyt na działce (można było coś ukryć) i… Znaleźliśmy bilety lotnicze. Niestety, w takim czasie, gdzie do odlotu pozostały cztery dni bilety były bardzo drogie, ale uznaliśmy, że zrobimy sobie taki prezent. Nie wyjeżdżałam sama i nie ja decydowałam dokąd: byłam otwarta na wszelkie propozycje (tu pojawiła się nawet włoska Toskania). Kiedy zapadła decyzja, że będzie to Kreta – nie ja decydowałam, że będzie to Rethymno, jak też o tym, co czynić będziemy. Mnie było wszystko jedno: ważne (i ogromnie miłe dla mnie) było to, że ostatecznie mieliśmy wyjechać do Rethymno i zamieszkać na przedmieściach: w Missirii, gdzie spędziłam i w 2018, i w 2019 roku po pół roku.

Wrzesień 2020 Kreta
Kwieciście na Krecie drugiej połowy września

Zamieszkaliśmy w Apartamentach Missiria. Zawsze mi się to miejsce podobało: tonący w kwiatach rosnących w zadbanym ogrodzie niewielki hotelik z małym i dużym basenem. Oczywiście w takim roku jak ten na tłum turystów nikt nie mógł liczyć, zatem dano nam do dyspozycji studio z dwoma pokojami, salonikiem z aneksem kuchennym i dużym balkonem, przy którym kwitły hibiskusy oraz plumerie. To miejsce mogę polecać każdemu, kto tylko życzy mieszkać w Missirii, którą sobie upodobałam w sposób szczególny. Gdybym kiedykolwiek miała zamieszkać na dłużej na Krecie, właśnie tu, w Missirii, chciałabym mieszkać. W tej części Missirii jest spokojnie i cicho, a małe domki tonące w kwiecistych ogródkach zachwycają. Ludzie tu przyjaźnie do innych nastawieni, a atmosfera małomiasteczkowa. Do plaży może 100 metrów, a do centrum Rethymno około 3 kilometrów idąc plażą albo deptakiem (można jechać i miejskim autobusem). W pobliżu super market, kiosk, piekarnia, tawerny i kafeterie. Tak, tu mi niczego nigdy nie brakowało.

Wrzesień 2020 Kreta
Owocowe bogactwo Krety drugiej połowy września

Na całą podróż wynajęliśmy w AutoWay Polska samochód. Firma sprawiła się doskonale: auto według kierowcy było nowe, a załatwienie całego wynajmu jeszcze z Polski trwało chwilę. Dziękujemy! Auto czekało na nas na lotnisku pod Chanią, dokąd przylecieliśmy lotem czarterowym jednego z polskich biur podróży. Na lotnisku mieliśmy je także oddać, co było dla nas bardzo wygodne.

Wiedzieliśmy, że nie chcemy całych dni spędzać w aucie, że nie chcemy nim codziennie jeździć, jednak wygodniej nam było mieć to auto do naszej dyspozycji przez cały czas.

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
Wrześniowe morze przy plażach w Rethymno: czasem spokojne, czasem rozgniewane, ale zawsze piękne

Nie chciałam się cieszyć tą podróżą: nie chciałam zrobić sobie krzywdy, gdybyśmy z jakiegoś powodu nie polecieli do Grecji pamiętając niedawny przypadek znajomych siedzących już w samolocie na płycie lotniska w Gdańsku, który to samolot do greckiej Kalamaty jednak nie odleciał. Nastawiłam się do tej podróży, jak nigdy dotąd, tak bardzo neutralnie wciąż powtarzając: polecę – będę zadowolona, nie polecę – nic się nie stanie, są przecież większe nieszczęścia. Mamie nie powiedziałam, że wyjeżdżam: wiem, że bardzo by się niepokoiła, więc postanowiłam podróż zataić, co było dość proste, skoro mieszka w sezonie letnim poza Warszawą.

Wrzesień 2020 Kreta
Obchodząc dookoła skałę zwieńczoną fortecą

Kiedy pozwoliłam sobie na uwolnienie emocji?

Tak jak zaplanowałam: dopiero przy wyjściu z lotniska pod Chanią. Tak, to był moment, kiedy wiedziałam, że jestem w mojej Grecji, że nie grozi mi już nawet kwarantanna gdyby mi zrobiono test (uniknęłam!) a wynik byłby niezadowalający, i mogę, nareszcie mogę radować się tą podróżą. Teraz nic już nie mogło mi w tym przeszkodzić! Byłam w mojej Grecji, byłam na Krecie!

Nie umiem nazwać słowami jak bardzo się od tej pory tą podróżą cieszyłam! Otwarte okno auta pomagało mi chłonąć zapachy wyspy od razu na półwyspie Akrotiri: tak, zapachy Grecji to dla mnie coś bardzo ważnego, a tego nie mogę przecież przenieść. Uwolnienie emocji spowodowało, że jak w jakimś szale radości wciąż krzyczałam do prowadzącego auto: zatrzymaj się tu czy tam. Powodem były drzewa oliwne, figi na drzewach, rozliczne winorośla z kiściami dorodnych winogron, kolorowe bougenwille, obsypane kwieciem plumerie, hibiskusy czy oleandry, a nawet zwykłe tamaryszki. Cieszyłam się tym wszystkim tak, jakbym po raz pierwszy znalazła się w Grecji i w życiu nie widziała plumerii!!!

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
Zachwycona bliskością drzew oliwnych i tamaryszków

Musiałam ochłonąć, stąd jeszcze na Akrotiri postanowiliśmy wypić kawę: w kafeterii „Koukouvaya” [„Κουκουβάγια” ], którą czasem tu odwiedzam. Kafeteria znajduje się na przedmieściach Chanii, w dzielnicy Chalepa, tuż obok grobu wielkiego greckiego polityka, Eleftheriosa Wenizelosa i jest tu jednym z miejsc z tak zwanym widokiem. I to ten widok właśnie jest tym, co mnie tu przyciąga: Chania jawi się tu przed oczyma rozłożona u naszych stóp! Gwar tu i hałas: musieliśmy poczekać na wolny stolik, bo choć jest ich tu bardzo wiele – wydawało się, że połowa mieszkańców Chanii właśnie w to niedzielne przedpołudnie zapragnęła wypić tu kawę. Gdyby nie maski na twarzach kelnerów - nic nie pokazywałoby tego, że mamy rok pandemii. Ludzie zachowywali się zupełnie swobodnie nie bacząc na potencjalne niebezpieczeństwo.

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
Pijąc powitalną kawę ze spojrzeniem na miasto Chania

W dwóch rejonach Krety: właśnie chanijskim oraz herakliońskim wprowadzono obowiązek zakładania masek również na zewnątrz, nie tylko w sklepach, muzeach czy autobusach. Kiedy któregoś dnia przyjechaliśmy do Chanii można było zauważyć, że na spacer ulicami miasta niewiele osób zakłada maski mimo nałożonego obowiązku i mimo grożącej dość wysokiej kary (150 euro). Podobnie zresztą było w Georgioupoli, które dla mnie leży już na obszarze chanijskim: zobaczenie tam człowieka w masce graniczyło niemal z cudem. Owszem, maski turyści mieli, ale w rękach albo na brodzie.

Do czasu, kiedy Grecja otworzyła granice dla turystów (czyli do lipca) i trochę później oglądałam tysiące różnorakich zdjęć z różnych rejonów tego kraju, w tym z mojego Rethymno. Widziałam w nich dramat Greków: jak przeżyją zimę, skoro na ulicach tak pusto, skoro turystów brak, skoro wiele sklepów i hoteli pozamykanych a mnóstwo ludzi potraciło pracę. W drugiej połowie września nie wyglądało to już aż tak źle.

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
W zakątkach Rethymno

Rozmawiałam z wieloma znajomymi Kreteńczykami: i w moim Rethymno, i w Chanii. Oczywiście, że nikt nie był zadowolony pod niebiosa, nikt nawet nie próbował porównywać tego roku do lat ubiegłych, bo i porównywać nie było czego, ale obiektywnie ujmując chwalono szczególnie sierpień i to zarówno w sklepach, tawernach, kafeteriach, jak i wypożyczalniach aut czy lokalnych biurach turystycznych organizujących wycieczki. W drugiej połowie września turystów ubyło, ale nadal i w Chanii, i w Rethymno nie było zupełnie pustych ulic. Starówki zapełniały się wieczorami: w tawernach niejednokrotnie zajęte były wszystkie stoliki. W barach w pobliżu latarni morskiej w Rethymno okupowanych przez młodsze pokolenie, panował wieczorami wręcz ścisk! Przyglądałam się temu niejednokrotnie: tu nikt nie obawiał się wirusa, a wszyscy doskonale się bawili. Dochodziły do mnie sygnały, że zachorowalność w Grecji wzrasta, stąd i kolejne obostrzenia, ale widząc to rozprężenie uważam, że i tak zachorowalność jest jak dotąd niemal znikoma. Patrząc na tych rozbawionych ludzi odczuwałam nawet smutek wiedząc, że tawerny, bary, kafeterie i tym podobne miejsca muszą być zamykane w Grecji o północy, bo takie obowiązują przepisy. I widziałam w Rethymno, że są zamykane: nie wiem czy wszystkie, ale wiele na pewno, a zwracałam na to uwagę. Szkoda mi było tych rozbawionych ludzi, szkoda mi było i właścicieli przybytków: wszak ci rozbawieni ludzie przynoszą im zysk.

Zdania Greków co do samego wirusa są różnorakie: tu Grecy są podzieleni. Część z nich w ogóle nie dostrzega niebezpieczeństwa, o jakim nam się mówi, część nazywa rzecz po imieniu: próba zastraszenia świata, próba kierowania ludzkością. Wielu mieszkańców Krety, bez względu na wiek, witało się ze mną wylewnie obejmując mnie i całując jak w latach minionych. Nie spotkałam na swojej drodze nikogo, kto wykazywałby jakieś obawy co do samego wirusa: otwartość nieróżniąca się od tej z lat ubiegłych – to zauważyłam aż za dobrze. Kreteńczycy, z którymi rozmawiałam, wykazywali natomiast obawy co do dalszych procedur i życia z kolejnymi obostrzeniami i ograniczeniami.

Wrzesień 2020 Kreta
Przy fontannie Rimondi wieczorową porą

Wiele czasu spędziłam w Rethymno: przesiadywałam w kafeteriach przyglądając się życiu miasta. Krążyłam tak dobrze znanymi mi uliczkami ciesząc się, że mogę znowu je widzieć, dużo rozmawiałam z nieznajomymi_znajomymi, jak nazywam właścicieli sklepików i tawern, kelnerów czy mieszkańców Starówki, z którymi mieszkając w Rethymno w minionych latach widywałam się niemal codziennie.

Wrzesień 2020 Kreta
Lutnik Nikos w swoim warsztaciku w odsłonie 2020 roku

Mogłam pójść i na lokalny bazar – laiki. Te czwartkowe lubię najbardziej, a w 2019 roku byłam na nich niemal co tydzień. Atmosfera laiki to coś, co mnie raduje, choć teraz było mniej krzykliwie i mniej radośnie: taki rok, a i ludzi mniej przecież. Przyglądałam się straganom: jesiennie! Blaty uginały się od smakowitych winogron, czerwonokrwisty kolor dojrzałych już granatów zachęcał do kupowania, na brak jabłek czy orzechów włoskich nikt nie mógł narzekać. Ale wypatrzyłam jeszcze figi i opuncje, a melony nadal kusiły swym zapachem. Wszystko to pokazywało, że lato odeszło stosunkowo niedawno, a może, że na Krecie dopiero powoli odchodzi. Ha, dla turystów z północy Europy – na pewno jeszcze trwa!

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
Różnorodnie na laiki w Rethymno

Z wielkim zadowoleniem stanęłam przy straganie z serami: mam tu taki mój ulubiony, zaraz przy wejściu od przystanku przy ulicy Kountouriotou. Tu można kupić mój ulubiony kreteński ser: tirozouli, którego nigdzie poza laiki nigdy nie spotkałam. Szczęśliwa nabyłam spory kawałek, by późnymi wieczorami na balkonie przy szklance wina i przesłodkich winogronach móc go smakować.

Wrzesień 2020 Kreta
Na laiki z granatem… Owocem oczywiście!

Zupełnie nie czułam potrzeby wyjeżdżania poza teren mojego Rethymno: dobrze mi tu i dla tego miejsca tu przybyłam. W ciągu dnia na Starym Mieście nie widziałam ogromu turystów: pojawiali się wieczorami, w porze kolacyjnej. To mnie cieszyło, bo widziane przeze mnie na zdjęciach sprzed kilkunastu tygodni zupełnie wyludnione Stare Miasto powodowało ból. Turyści w ciągu dnia z pewnością urządzali sobie wycieczki albo odpoczywali na plaży: woda w morzu taka przyjemna przecież. Trochę przykro było jednak patrzeć na nadmorski deptak ciągnący się od mariny czy nawet wcześniej: od starego portu weneckiego aż do przedmieść Rethymno: do mojej Missirii. Każdego roku płynęła nim rzeka ludzi, a teraz? Kelnerzy przy tawernach wyglądali każdego chętnego, podobnie właściciele sklepów… Smutne to obrazy, smutne oczy tych ludzi! To tu właśnie, przy tym deptaku a nie na Starym Mieście widziałam pozamykane sklepy oraz tawerny. Tu także, a to już wiem od znajomych, nie otworzyły się w tym roku wszystkie hotele.

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
W rethymnońskich zaułkach

Wróciłam do Rethymno jak do siebie, wróciłam do swoich sąsiadów, do znajomych. Niestety, nie jest to tak, że wszystko powodowało wielką radość mojej duszy.

Ponad dziewięćdziesięcioletnia kiria Wasiliki aż się rozpłakała widząc mnie przy swoich drzwiach i długo, długo mnie wycałowywała. Od trzech lat, kiedy się z nią żegnam – mówi, że kiedy wrócę znajdę ją na cmentarzu… Jak dotąd ma się w miarę dobrze, choć niestety choroba postępuje: kiria Wasiliki chodzi już przy balkoniku, a w kącie salonu bardzo klimatycznego jej mieszkania na Starym Mieście widziałam wózek inwalidzki.

Niestety, nie zastałam w moim ulubionym kafenijo kiriosa Kostasa, który swego czasu uczył mnie grać w tawli i któremu zawsze w jego rozgrywkach z innymi bywalcami kafenijo kibicowałam. Kostas jest bardzo chory: niektórzy mówią, że dni jego są policzone… Nie wyobrażam sobie, żebym miała go już więcej w kafenijo nie spotkać, nie wyobrażam sobie, żebym miała już nie zagrać z nim w tawli: nie przyjmuję tego do wiadomości!

Nie widziałam, niestety, kirii Stamatiny: ilekroć zajrzałam do małej księgarenki -zastawałam tam jej syna, ale twierdził, że z mamą wszystko w porządku, a ja mu ufam!

Ból sprawiła mi sytuacja, w jakiej znalazł się kot, którego w minionych latach przygarniałam na pół roku od właścicieli mieszkających w sąsiedztwie. Niezamożni emeryci nawet się z tego cieszyli, podobnie jak i tym, że wyjeżdżając z Rethymno zanosiłam im wielkie torby jedzenia dla kota. Moi znajomi mówili, że kot jest u mnie na wczasach all inclusive: miał się istotnie komfortowo. Niestety, w tym roku dom właścicieli kota wyglądał na zupełnie opuszczony (wynajmowali go) i nikt z sąsiadów nie wiedział, gdzie mogę tych ludzi znaleźć. Tych ludzi, ale i kota! Kot objawił mi się nagle przedostatniego dnia wieczorem: jako członek śmietnikowego kociego gangu urzędującego w sąsiedztwie. Zmartwiłam się mocno: ten kot nigdy do śmietnikowego gangu nie należał, a schudł tak, że została połowa… Zniknęła gdzieś jego radość, choć zobaczyłam ją kiedy go zawołałam: Białasek vel Gałgan poznał mnie natychmiast. Nie wiem do końca, czy został porzucony: może ma ten dom gdzieś niedaleko, a tu przychodzi, bo tu mieszkał przez co najmniej trzy lata? Różne myśli kłębią mi się po głowie, w tym i taka, że może mogłam go zabrać, ale tak ograniczyć kotu wolność to niemal zbrodnia przecież. Tym razem nic nie mogłam zrobić: w sobotni wieczór byłam zupełnie bezradna, choć tak się cieszyłam, że Gałgan żyje. Bawiłam się z nim jeszcze w niedzielę i musiałam go na ulicy zostawić, co mi nie daje spokoju.

Wrzesień 2020 Kreta
Fontanna w Spili

Czasem, mając wynajęty samochód, urządzaliśmy sobie wycieczki, ale nie były to wycieczki obowiązkowe ani męczące: nic nie musieliśmy i to mi się bardzo podobało. Jeśli gdzieś jechaliśmy to bardziej dla popatrzenia na tereny wiejskie, na gaje oliwne czy awokado, dla obcowania z nimi i czucia ich bliskości, dla popatrzenia na pasące się stada owiec albo dla tak częstej na Krecie sytuacji: zablokowania drogi przez dziesiątki owiec, co mnie zawsze rozbawia.

Wrzesień 2020 Kreta
Wpatrując się w morze na plaży Damnoni

Odwiedziliśmy miejsca mi znane jak mieścinę Spili: lubię tu zaglądać dla smaku i rześkości wody, którą wypluwają z siebie lwy, miasteczko Plakias na południu wyspy czy plażę Damnoni: tu spotkaliśmy wiele turystów wygrzewających się na słońcu. Duża to plaża, ba, w zasadzie kompleks plaż, w tym jedna dla naturystów: bardzo ładna, z łagodnym zejściem do morza i ... zatłoczona! Nie byłam tu od trzech lat i z wielką przyjemnością spędziłam trochę czasu obcując z greckim morzem o wspaniale wysokiej temperaturze.

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
Plaże wchodzące w skład kompleksu Damnoni

Dużo turystów, w tym szczególnie niemieckojęzycznych, spotkaliśmy także w Georgioupoli, niewielkim miasteczku na północy Krety: pomiędzy Rethymno a Chanią. Lubię tu zaglądać, lubię przejść groblą do niewielkiego, ponad stuletniego kościółka Agios Nikolaos otoczonego z trzech stron wodą, lubię tu wypić kawę wpatrując się w morze i rzędy plażowych parasoli. Miasteczko Georgioupoli jest dla mnie miasteczkiem eukaliptusowym: drzew jest tu tyle, że nie sposób ich nie zauważyć. Potężne, z szarawą z brązowymi plamkami korą podobają mi się bardzo i mogę się im przyglądać godzinami. Na Krecie drzew eukaliptusowych nie brakuje: można je dostrzec także jadąc drogą narodową czy w Ogrodzie Miejskim w Rethymno.

Wrzesień 2020 Kreta
Eukaliptus ze starą bramą wypatrzony w wiosce Kokkino Chorio

Z sentymentu odwiedziłam jezioro Kournas, ale żółwi znowu nie widziałam, choć spacerowałam tu bardzo długo i wypatrywałam ich jak tylko się dało. Znam kilka osób, które żółwie tu widziały, ale mnie wciąż to nie jest dane: może w przyszłości? Może jeszcze kiedyś? I tutaj widziałam sporo turystów: część w tawernach i kafeteriach, a część pływających rowerami wodnymi po jeziorze.

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
Jadąc do Plakias czy Preweli warto przystanąć przy wąwozie Kourtalioti (są do tego wyznaczone miejsca), bo niezwykle malowniczy

Chania, wiadomo: zachwyci mnie zawsze, choć mieszkać wolę w moim Rethymno. Jest bardziej kameralne, spokojniejsze, a i ludzie wydają się jacyś bardziej szczerzy i przyjaźniej nastawieni do obcego. Rethymno zachwycało mnie zawsze: od pierwszego ujrzenia w 2000 roku, a teraz, po minionych dwóch latach, kiedy tam mieszkałam - Chania zupełnie już mu nie zagraża. Do Chanii przyjeżdżam zawsze chętnie: lubię pospacerować wąskimi uliczkami miasta, poprzyglądać się kolorowym starym ścianom, z których odpada tynk odsłaniając kolejne i kolejne wybladłe warstwy. Lubię zaglądać tam, gdzie turyści zaglądają rzadziej, albo i w ogóle: rejon dawnej tureckiej dzielnicy Splantzia ujął mnie lata temu i tak już pewnie pozostanie. A jeszcze chętniej, kiedy już jestem w Chanii, zaglądam do nadmorskiej Tabakarii. Zmęczę tu zawsze moją psychikę, bo teren trudny z uwagi na garbarnie (część nadal pracuje i wiszące skóry oraz wydzielające się z wnętrz zapachy przytłaczają mnie wręcz), ale jest w tym rejonie coś pięknego, co mimo świadomości nieszczęść zwierząt mnie zachwyca.*)

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
W niezwykle pięknych zakątkach miasta Chania

Czas jakiś temu doszłam do wniosku , że ostatnio z Krety wywożę w myślach jakąś wioskę, którą uznaję za tę najpiękniejszą na daną podróż. Tak się zdarzyło 3 lata temu: Kritsa we wschodniej części wyspy zdobyła u mnie ten tytuł, w roku kolejnym była to wioska Maroulas niedaleko Rethymno, w kolejnym: Moundros, także niedaleko Rethymno. W tym roku zachwyciłam się ogromnie wioską Kefalas, którą odkryłam i zwiedziłam trochę przypadkowo. Po raz pierwszy wybrałam się na Krecie na przylądek Drepano: chciałam pospacerować po wiosce Kokkino Chorio, gdzie swego czasu kręcono zdjęcia do filmu „Grek Zorba” oraz zajrzeć do znajdującej się tam małej wytwórni szkła. Sama wioska Kokkino Chorio mnie nie zachwyciła jakoś szczególnie, natomiast już po drodze zwróciłam uwagę na Kefalas właśnie. Jechałam tam drogą górską (od strony Georgioupoli), wspinającą się łagodnie pod niebo, a po obejrzeniu Kokkino Chorio – wróciłam do Kefalas i zachłysnęłam się nią zupełnie.

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
Spacerując po wiosce Kefalas

To stara (mówi się o około ośmiuset lat), duża wioska, co odczuwa się zwiedzając ją pieszo. Duża i długa, ale bardzo cicha i spokojna. Dzięki spacerowi można zajrzeć w każdy kąt i to wielki plus, ale kiedy żar z nieba się leje... Wiadomo! Nie żałuję jednak spędzonego w wiosce czasu, bo widziałam tam wiele pięknych budynków, także tych z czasów weneckich, piękne, stare drzewa oraz kościółki w niezliczonej ilości. Nie wiem ile ich jest w tej wiosce (mówi się o około trzydziestu!): nawet uwzględniając wielkość wioski jest to duża ilość (nie liczyłam, a i pewnie wszystkich nie widziałam). Gdzieś czytałam (albo mi ktoś mówił), że większość kościółków została wzniesiona celowo w czasach okupacji tureckiej, co uchroniło ziemię przed konfiskatą. Na niewielkim placu, w sąsiedztwie kościoła (co wskazuję, bo jest tu i drugie jeszcze) znajduje się stare kafenijo, a właściwie mezedopolijo „Platija” [„Πλατεια”] i tu można coś małego zjeść (choriatiki salata, tzatzyki, suflaki) albo wypić kawę. Dobrym pomysłem jest połączenie wycieczki na przylądek Drepano dla zwiedzania Kefalas i innych tamtejszych wiosek (ładne!) z plażowaniem w albo Georgioupoli, albo w znajdującej się po drugiej stronie wiosce Almyrida: bardzo mi się spodobała i jest moim tegorocznym odkryciem również.

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
Almyrida widziana z wioski Plaka oraz w Almyridzie: przy jednej z plaż

Jak się czułam w Rethymno wiedząc, że przyjechałam tu tym razem tylko na osiem dni? To niezwykłe uczucie! Pamiętam z lat ubiegłych jak powtarzałam: być tu pół roku to cudowne, nie czuje się presji czasu, nie trzeba dziś iść na Starówkę, skoro leje, bo można pójść za dwa dni… Tym razem było odmiennie, choć szczęśliwie dla mnie nie musiałam niczego, bo czułam doskonale, że przyjechałam do siebie a to zupełnie coś innego niż typowy turystyczny wyjazd, kiedy zwiedzamy, odkrywamy, poznajemy. Mogłam przez trzy godziny siedzieć w kafenijo u Manolisa i czytając książkę czuć życie Starego Miasta chłonąc zapachy dochodzące z sąsiedniej, stareńkiej piekarenki Aleksandrakisa, mogłam przesiadywać i w innych moich ulubionych miejscach, które, chwała wszystkim!, przetrwały czas pandemii i lockdown’u, delektując się muzyką i przyglądać się przechodzącym turystom. To wielki komfort mieć mimo tylko ośmiu dni – tak wiele czasu na takie właśnie cudowne „nic_nierobienie”.

Wrzesień 2020 Kreta
Tak lubię spędzać czas w moim Rethymno: tu w kafenijo u Manolisa

Przed wyjazdem z Rethymno pożegnałam się z morzem wrzucając do niego kamyczek: zawsze tak czynię. Pożegnałam się z sąsiadami i z moim kotem: przykazałam mu być dzielnym i czekać na mnie. Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale ja tu wrócę przecież. Może za rok, może za lat pięć, ale wrócę. Wyszeptałam to także do Chanii, którą przy zachodzącym słońcu oglądałam kiedy mój samolot wzbijał się w górę obierając kierunek na północ Europy. Do zobaczenia – mówiłam widzianym z góry i Wyspom Jońskim, i Atenom, i półwyspowi Chalkidiki, i Salonikom… Całej greckiej ziemi mówiłam: do zobaczenia!

Ja tu naprawdę jeszcze wrócę!

Wrzesień 2020 Kreta
Żegnając się z morzem w moim Rethymno (Missiria)

W niniejszej relacji nie skupiałam się na opisywaniu Rethymno czy Chanii, a zabieg to celowy, albowiem wciąż w moim komputerze tkwi potężny plik z 2018 roku, w którym między innymi te dwa miasta mam poopisywane, w tym przede wszystkim Rethymno bardzo szczegółowo w ramach mego codziennego życia w tym mieście, a który, być może, w końcu w jakiejś formie kiedyś upublicznię: wciąż do tego dojrzewam, ale to proces długotrwały.

Wrzesień 2020 Kreta   Wrzesień 2020 Kreta
Na plaży w pobliżu Rethymno: na wysokości Gerani. Miejsce to widziałam dziesiątki razy przez okno autokaru: tym razem musiałam tu przystanąć



*) – o Rethymno czy Chanii (w tym Tabakarii) można poczytać w mojej szczegółowej relacji z podróży na Kretę w październiku 2017 roku, tutaj, a o miejscu w Rethymno, w którym wytwarza się ciasto filo – tutaj.Wszystkie osoby pracujące przy produkcji ciasta filo mają się dobrze - oczywiście i to miejsce odwiedziłam.

Tekst i wszystkie zdjęcia: Beata Kuczborska / betaki.pl