Moja Santorini - Renata Mielniczuk

Moja Santorini

Ostatnio miałam okazję wysłuchać utworu Michalisa Tersisa. Wiecie, wystarczy jedna nutka i klimat greckich wysp zwłaszcza wysp powraca. Piękne, wręcz z duszą plaże. Piasek jest ciemny, żwir wulkaniczny. Już sama nazwa onieśmiela. A do tego wyobraźmy sobie, że jest ciepły i taki przyjemny. Letni powiew wiatru otula nas. Przed nami kryształowa woda. Mieni się w kilku kolorach turkusu. Sen o Atlantydzie jest na wyciągnięcie naszej ręki. Nie przeszkadzają tłumy turystów, którzy chcą robić zdjęcia. Woda uderza o klify, z daleka słychać odgłosy z tawerny i możemy podziwiać taniec sirtaki. Niepowtarzalne kroki taneczne zapadają w pamięci. Choć nie do końca może przyswoiliśmy je to same nogi rwą się do tańca. Jaką wyspę możemy przywołać? Nieważne, Kreta, czy Santorini, ale wyspy mają w sobie urok. Ktoś powie wyspa jak wyspa, nie ma znaczenia. Ale powiem szczerze, że nie ma takiego drugiego miejsca jak np. Santorini. Dla mnie nie jest przelukrowane, czy zbyt zaludnione od turystów. Władze lokalne zadecydowały, iż jedynie 9 tysięcy dziennie ludzi będzie mogło zwiedzić wyspę, ponieważ brakuje miejsc dla lokalnych mieszkańców. Oia, Fira nie ma znaczenia, liczy się chwila, kiedy możesz stanąć na brzegu, zobaczyć napis: Santorini wita. „Raj na ziemi”.

Niebieskie kopuły kościółków, białe domki z niebieskimi oknami i drzwiami są jak bajka. Do tego dołączmy język grecki. Jest specyficzny. Już samo słowo na powitanie jest jakże intrygujące. Kalimera! Wiele teledysków, filmów pokazuje wyspę, mieszkańców. Daleko nie szukając „Greckie pocałunki” czy „Santorini Blue”. Akcja filmów rozgrywa się na Santorini. Błękit, szum morza i lekkość w powietrzu. To niesłychane, że można w naszym zabieganym świecie żyć tak, czyli radośnie.

Nadchodzi nowy dzień. Wszystko budzi się do życia. Piękno nieba, kiedy spojrzę w górę jest nie do opisania. Zapominamy o niepotrzebnych rzeczach, problemach dnia codziennego. Liczy się tylko ta chwila. Kolory przeplatają się jak nieskończona tęcza. Niepotrzebna jest muzyka, rozmowa, tu, na Santorini, wszystko jest poezją. Stojąc na tarasie, otulona otaczającym pięknem, widzę rozciągający się niepowtarzalny błękit nieba, a wraz z tym obraz szczęścia wszechobecnego. Widać niebieskie dachy domów. Już płyną statki po krystalicznej wodzie. Liczy się tylko ta chwila, że jesteśmy tutaj. Idąc po plaży we dwoje czujemy tylko siebie. Santorini jest jak najjaśniejsza gwiazda na niebie i piasek na najwspanialszej plaży. Nie ma zmartwień. Nie da się tego opisać na papierze, tylko w duszy pozostaje piękno Santorini. Wszechogarniająca wizja miłości jak mówił św. Augustyn: „Kochaj i czyń co chcesz” świetnie tu pasuje. Wszystko jest takie śliczne, urocze i zadziwiające: każdy kamyk, schodek, okno w domu. Miłość jest w nas, nikt jej nie zagłusza. Mamy czas tylko dla siebie. Wszystko jest nowe i piękne. Po spacerze, udajemy się do niewielkiej restauracji, tam wsłuchując się w muzykę grecką wtapiamy się w klimat wyspy. Gdy nadchodzi zachód słońca podziwiamy otaczające nas uroki Santorini. Jak się nie zakochać, kiedy wszystko mówi o miłości. A pocałunek staje się odzwierciedleniem miłości, wierności i przyjaźni … Tu spełniają się marzenia.

I kolejny ciepły, słoneczny dzień, turkusowa woda i piękno dookoła. Tu inaczej smakuje nasze śniadanie i każda następna chwila życia. W Grecji jest coś co powoduje, że kto choć raz ją ujrzał nie może o niej zapomnieć. Siga – siga to grecki slow life. To styl życia. To wyrażenie, które weszło na dobre do języka greckiego i oznacza po prostu powoli, spokojnie. Grecy nie spieszą się i delektują życiem. W sumie mają rację, człowiek biega codziennie za czymś, ma wiele spraw do załatwienia, rachunki, spotkania, a co tak naprawdę ma z życia. Jeżeli nie ma radości z tego co robi to się nie liczy. Rób wolniej, lub zrób to później. Lepiej odpocząć i spędzić czas z bliskimi. Grecja żyje tą filozofią życia już od setek lat. Cieszyć się chwilą życia, smakować je to najważniejsze. Zobaczcie piękno przyrody, szum wody uderzającej o skały, piasek między palcami. Tu cieszy zwykłe wypicie kawy, spacer. Wystarczy otworzyć okno i zachwyca widok. Piękne krajobrazy są nie do opisania. Małe domki, kręte uliczki, przy stoliczkach i niebieskich krzesełkach Grecy, którzy grają w popularne gry. Każdy dzień jest inny. Chce się żyć i o to chodzi. Owoce inaczej smakują. Tłumy turystów wcale nie przytłaczają, ale potwierdzają, że każdy z nich chce zobaczyć to, co tak urzeka. Zachody i wschody słońca, spokojne życie, pełne wielu barw jak tęcza.

Na pewno wrócę na Santorini: tam marzenia się spełniają.



Tekst i zdjęcie: Renata Mielniczuk

Lipiec 2018