Rozmowa z Beatą Betaki Kuczborską


Niedawno byłam gościem doGrecji.pl, gdzie zadano mi kilka pytań w tematach różnorodnych, ale oczywiście związanych z Grecją. Nieczęsto się zdarza, aby można było mnie posłuchać, a tym razem tak się właśnie zdarzyło.

Jeśli ktoś ma życzenie, bo mimo udostępnienia podcastu na Facebooku, dotąd nie słuchał – tutaj linki:



Jeśli ktoś ma chęć przeczytać tę rozmowę, zamiast słuchać – strona doGrecji.pl przygotowała tekst, który niżej.

Pan Adam Stokowiec, zarządzający stroną doGrecji.pl, wyraził zgodę na zamieszczenie na stronie betaki.pl linków oraz tekstu.

Rozmowa z Betaki

do Grecji z Beatą (Greckie Opowieści Betaki)



Adam: Cześć Beatko.

Beata: Dzień dobry.

Adam: Na początek standardowo mam pytanie. Jakie jest Twoje ulubione greckie przysłowie i dlaczego?

Beata: Bardzo trudne pytanie, dlatego że Grecja to kopalnia różnego rodzaju przysłów, powiedzeń, aforyzmów, uwzględniając i te starożytne. Mam takie swoje jedno, które teraz zdradzę, bo nigdy tego nie zrobiłam. “Nikt nie jest tak stary, żeby nie móc nauczyć się czegoś nowego”. Ja to przyjmuję trochę do siebie, jako wyzwanie, takie niezobowiązujące, ale jednak wyzwanie.

Adam: Jest coś takiego w takim razie, czego Ty się nie nauczyłaś, a bardzo byś chciała?

Beata: Ależ oczywiście, cała masa różnych rzeczy. W tym perfekcyjna znajomość języka greckiego. Tego mi bardzo brakuje.

Adam: Kształcisz się w tym kierunku?

Beata: Z większymi i mniejszymi zrywami, ale tak, zdecydowanie cały czas, bo również jako naukę traktuje bardzo często słuchanie piosenek greckich. Bardzo lubię kiedy jestem w Grecji słuchać radia Melodia, ale generalnie lubię słuchać muzyki greckiej z płyt. Mam ich dużo. Ta muzyka istnieje tylko dla mnie, bo siadam w fotelu, włączam i zanurzam się w ten świat. Jeśli chodzi o wykonawców to jest bardzo szeroki wachlarz. Na pewno w absolutnej czołówce będzie Charis Aleksiu czy nieżyjący już Dimitris Mitropanos. Wolałabym ich nie wymieniać wszystkich, bo to jest absolutnie cały szeroki wachlarz.

Adam: Rozumiem. Jaka jest Twoja historia związana z Grecją? Jaki był Twój pierwszy raz jeżeli chodzi o Grecję, jak to wyglądało?

Beata: To czasy, do których musimy się cofnąć to aż ponad 30 lat. Wtedy pierwszy raz stanęłam w Atenach. O Grecji mówiłam już od czasów przedszkolnych, przy czym nie dowiemy się nigdy, skąd ja tę Grecję przytaszczyłam, bo moja mama też tego nie pamięta. Najprawdopodobniej w przedszkolu usłyszałam coś o Grecji i już tak mówiłam, że ja do tej Grecji pojadę. W latach 60-tych XX wieku nie było to wcale takie proste. W Grecji stanęłam dopiero w 1989 roku i wtedy ziściło się to moje marzenie z dzieciństwa, które przycichało i odżywało na nowo kilkukrotnie. W końcu stanęłam i musiałam tam zostać na trochę dłużej, dlatego, że nie miałam środków na to, żeby pojechać sobie tak turystycznie, podróżniczo.

Pożyczyłam pieniądze na bilet. To były czasy podwójnego kursu dolarowego, o czym zawsze przypominam. Taki bilet do Aten liniami naszego polskiego LOT-u kosztował moją roczną pensję. To dzisiaj niewyobrażalne. Mogłam sobie na to pozwolić jedynie poprzez pożyczenie pieniędzy. Musiałam zostać w Atenach, żeby odpracować i te długi pozwracać. Absolutnie tego nie żałuję. Tak się zaczęła moja wielka przygoda z Grecją.

Adam: Co skłoniło Cię ostatecznie do wyjazdu akurat w tym roku. Czy to było związane w jakiś sposób z przewrotem, który miał miejsce w kraju, czy to kompletnie jakiś inny powód?

Beata: To nie było zupełnie tak. To była kwestia możliwości jakie ja miałam. Ja sama bym tak nie wyjechała od tak po prostu. Tam mieszkał od jakiegoś czasu mój dobry znajomy z Tarnowa, który czekał na legalny wyjazd do Kanady, czy Australii. Grecja w 80-tych latach była właśnie takim krajem, z którego taki wyjazd był możliwy. Dokładnie wiedziałam, że póki on tam jest, to jest to dla mnie jedyna szansa wyjazdu do Grecji. Wszystko zmierzało ku temu, że on jednak wyjedzie z Grecji, więc musiałam wykorzystać tę szansę i stąd się wziął 1989 rok. To zupełny przypadek z tymi zmianami, które tutaj u nas w Polsce nadchodziły.

Adam: A kolejne razy? Wyjechałaś i zostałaś na dłużej? Czy wracałaś, jak to wyglądało?

Beata: Zostałam na ponad 3 miesiące i nie wiem jakby się moje losy potoczyły, bo ja się zachłysnęłam zupełnie tymi Atenami i życiem codziennym w Grecji. Ono było dla mnie bajkowe i bardzo chciałam tam zostać. Niestety nie zgodził się na to mój mąż, który był w Polsce. Stwierdził, że woli żyć w Polsce, w kraju biedniejszym, ale w jego kraju i ja to uszanowałam. Wahałam się bardzo długo co zrobić, bo wiedziałam, że do Grecji nigdy nie wrócę. Nadchodziły Święta Bożego Narodzenia i musiałam podjąć decyzję. Nie wyobrażam sobie tych Świąt poza Polską, więc w wigilijny poranek wsiadłam w zarezerwowany wcześniej lot i przyleciałam do kraju. Na ten moment jeszcze nie wiedziałam, że nie będę tego nigdy żałowała i że do dzisiaj będę błogosławiła mojego męża, że nie pozwolił mi w tej Grecji zostać. Oczywiście my wtedy żeśmy o tym wszystkim nie wiedzieli co nas tutaj (w Polsce - przyp.red.) czeka, że takie zmiany nadejdą. Ja się w tych zmianach odnalazłam.

Trochę w tym wszystkim pomogli mi Grecy, których poznałam w Atenach, dlatego że oni uważali mnie za taką trochę biernie żyjącą osobę. Bardzo chcieli, żebym swój los wzięła w swoje ręce. To była taka maksyma, która potem cały czas mi przyświecała. Do dzisiaj pamiętam jak powiedział mi to właśnie mój pracodawca - “Weź swój los w swoje ręce”. Rzeczywiście to zrobiłam i potem całe moje życie się zmieniło bardzo. Kiedy po 3 latach ponownie poleciałam do Aten to byłam już zupełnie inną osobą, kompletnie inną.

Adam: Czyli kolejne razy były, ale zatrzymywałaś się na dłużej czy tylko na wakacje? Te pobyty były dłuższe, krótsze? Tylko Ateny? Jak to wyglądało?

Beata: To były tylko podróżnicze wyjazdy. Ja miałam dużo szczęścia, bo w Atenach zatrzymywałam się u moich greckich przyjaciół. Oni kiedyś byli moimi pracodawcami, ale potem stopniowo więzy jakoś się zacieśniły i stali się moimi przyjaciółmi. Zresztą utrzymujemy kontakt do dzisiaj mimo, że 30 lat minęło. Później w zależności od roku, od tego jak nam się wszystkim układało: czasami spędzałam ten czas w Atenach, a czasami wyruszaliśmy na wspólne wakacje, gdzieś na wyspy, które oni lubili. To oni pokazywali mi tę Grecję, oni mnie tak grecko “ukształtowali” pod kątem muzycznym, kulinarnym i geograficznym również. Zaczęłam poznawać Grecję od takich miejsc, których taki przeciętny turysta nie poznaje. To było związane z tym, że ja podróżowałam z Grekami.

Adam: Jak wyglądają obecnie Twoje podróże do Grecji? Czy to jest tak, że jesteś na wakacjach czy może trochę mieszkasz w Polsce a trochę w Grecji?

Beata: Wspomniałam wcześniej o tym, że jak pojawiłam się pierwszy raz w Atenach to zachłysnęłam się nimi, tym życiem codziennym, i bardzo chciałam tam zostać. Później, kiedy moje życie w Polsce się zmieniło a ja zaczęłam coraz bardziej zagłębiać się w to życie Greków, okazało się, że ta Grecja nie jest dla mnie takim rajem dla codziennego życia. Szczególnie w Atenach. Ten mój poziom zachwytu, jeśli chodzi o te zapędy do zamieszkania tam, jakoś zaczął maleć. Zmalał na tyle, że pomyślałam sobie, że jak będę na emeryturze to się tam przeprowadzę. Póki jestem prawnikiem, to ja jednak wolę sobie żyć w Polsce, ale jak już nie będę musiała być tym prawnikiem to ja się do Grecji wyprowadzę.

Trzy lata temu mogłam sobie pozwolić na to, żeby przestać być prawnikiem i wymyśliłam sobie zupełnie nowy rozdział mojego życia. To ukoronowanie tych wszystkich moich podróży i tego zachwytu nad tą Grecją. Wymyśliłam sobie, że ja się teraz przeprowadzę do Grecji.

Ale życie lubi płatać nam figle i stało się coś, czego nigdy bym nie przewidziała. Kiedy przyszedł czas po półrocznym mieszkaniu na Krecie, w moim ukochanym Rethymno, na podjęcie decyzji, czy chcę zostać w Grecji na zimę czy chcę wrócić do Polski, po zrobieniu zestawienia plusów i minusów, Polska wygrała. Okazało się, że nie widzę się całorocznie w Grecji. Chociaż zabrzmi to jak paradoks - wolę zimy spędzać w Warszawie.

Adam: Faktycznie pewnie zaskoczyłaś wiele osób, bo pewnie nie jedna osoba ma takie przekonanie, że Grecja to na cały rok, bo tam jest wspaniale. Podejrzewam, że takie myślenie wynika z tego, że ludzie spędzają tam mało czasu. Tak naprawdę nie są w stanie poznać tego, jakie jest prawdziwe to życie greckie.

Beata: To ma bardzo wiele przyczyn. Po pierwsze musimy poznać Grecję w zimę. Nawet na jakiś krótszy czas, 2-3 tygodnie, bo zimy w Grecji nie są tak przyjemne jakby nam się wydawało. Bardzo często słyszę, że najcieplejszą stolicą Europy są Ateny bo jest 18 st.C w styczniu. Nikt jednak nie dodaje, że taka temperatura jest raptem przez 3-4 godziny. Potem przychodzą bardzo zimne wieczory, noce i poranki a budownictwo tam nie jest dostosowane do tych niskich temperatur. Do tego wychodzi wysoka wilgotność, więc to uczucie zimna jest bardzo nieprzyjemne. Najpierw zobaczmy jak my znosimy te zimy w Grecji.

Po drugie, jest to kwestia wieku. Młodszym osobom łatwiej zmieniać miejsce zamieszkania, starszym trudniej. Ja jestem już w tej drugiej grupie i nie bardzo bym chciała, żeby mnie tak ktoś wyrwał z korzeniami z Polski, bo lubię w Warszawie to codzienne życie. Mam tutaj swoje środowisko, swoich znajomych. Nie zawiera się już w moim wieku takich przyjaźni jak się zawierało kiedyś. Ci ludzie, z którymi jestem związana mieszkają tutaj. Oczywiście internet, wszystkie komunikatory to niezwykłe udogodnienie, ale to nie zastąpi bezpośrednich spotkań czy dostępu do naszej polskiej kultury. Nie oszukujmy się, kiedy jesteśmy tam to nie mamy do niej dostępu. Byłam w Grecji dwa razy po pół roku i wiem, na ile zubożona wracałam z Grecji do Polski. To są wszystko bardzo indywidualne i bardzo osobiste odczucia. Nie każdy musi tak mieć jak ja. Doskonale zdaję sobie sprawę, że są osoby, które wyjadą i świetnie odnajdą się w greckiej wiosce. Będą tam sobie mogły mieszkać na stałe cały rok i niczego im nie będzie brakowało. To zależy od nas samych. Nie patrzmy nigdy na innych, patrzmy na nas.

Adam: Chciałbym zapytać Cię o postrzeganie Polski i Polaków przez Greków, bo wspominałaś, że dużo czasu spędzałaś, podróżowałaś po Grecji właśnie z Grekami, więc na pewno wiesz co oni sobie o nas myślą.

Beata: Rzeczywiście bardzo często o tym rozmawiamy. To jest, było i pewnie będzie przedmiotem naszych rozmów, bo pochodzimy z dwóch różnych krajów i nie da się tego tematu omijać. Biorę pod uwagę inne opinie: ja się opieram tylko na tych rozmowach przeprowadzonych z moimi znajomymi. To są ludzie różnego poziomu i w różnym wieku. Nie spotkałam się ze złą opinią o Polakach. Grecy, w mojej ocenie, bardzo sobie cenią Polaków. Podkreślają naszą kulturę, naszą przeszłość. Mówią, że nie jesteśmy “znikąd”, bo mamy swoją historię. Wielu z nich znajduje wiele wspólnych elementów w historii Grecji i Polski.

To co mnie śmieszy, a już chyba po tylu latach nie powinno, to pytanie nagminnie zadawane: “Dlaczego wy tak dużo pijecie?”. (śmiech) To jest pytanie, które się bardzo często powtarza i myślę, że jest coś na rzeczy, skoro Grecy pochodzący z różnych środowisk i z różnych miejsc w Grecji, wciąż to pytanie potrafią zadawać. Uważają nas również za bardzo miłych, ale jednocześnie uważają nas za smutnych. Kiedy moi znajomi przyjadą ot tak na kilka dni do Warszawy i idziemy Nowym Światem to bardzo często pada w moim kierunku pytanie: “Czy zauważyłaś na ile Polacy są smutni?”. Muszę powiedzieć, że ostatnio coś się zmienia, bo ci Grecy, którzy przyjeżdżają tutaj od dłuższego czasu zauważają, że coś się u nas zmienia na lepsze, ale mimo wszystko widzą, że jesteśmy smutni.

To co do naszych minusów należy zaliczyć to agresja po alkoholu. To też zauważają. I w takich luźnych rozmowach wyczuwam to, że my kobiety, Polki, szczególnie w takich typowo wakacyjnych wyjazdach, powinnyśmy troszkę bardziej bronić dostępu do nas. Chodzi o to, że moi znajomi uważają, że my sobie pozwalamy na takie zachowania, na które Greczynka nigdy by sobie nie pozwoliła. Nawet jeśli nie dotyczy to ich bezpośrednio to postrzegają to jako taki mały minus, jeśli chodzi o Polki.

Adam: Rozumiem, że jeśli chodzi o postrzeganie tych Polek, to jest w momencie kiedy one są na wakacjach a czy kiedyś użyłaś argumentu, czy taka Greczynka zachowywałaby się inaczej będąc np. w Polsce na wakacjach.

Beata: Nie, nie użyłam, bo w mojej ocenie jest coś takiego w Grekach, że nie do końca jest dobrze stawiać tę kropkę nad i. Nie jest chyba dobrze tak przycisnąć Greka do ściany oceniając Greka, Greczynkę czy Grecję.

Adam: Świetnie, że o tym wspomniałaś. Specjalnie Cię wyciągnąłem tutaj, żebyś potwierdziła moje informacje, że Grecy właśnie tacy są, że nie bardzo lubią na takie tematy rozmawiać. Czasem warto zrobić tę kropkę i zostawić temat w spokoju.

Beata: Tak właśnie.

Adam: Od kilku dobrych lat jest tak, że bardzo dużo Polaków lata do Grecji, ale czy Polska staje się coraz bardziej popularna wśród Greków?

Beata: To zależy w jakim rozumieniu o tej popularności myślimy. Możemy rozważyć Polskę jako kraj atrakcyjny wakacyjnie. Ja nie znam Greków, nie mówię o związkach polsko-greckich, którzy by do Polski przyjeżdżali na wakacje. Wielokrotnie rozmawiałam o tym z moimi znajomymi i oni mówią, że Grecja jest na tyle atrakcyjnym krajem i na tyle ich zaspokaja w ich wakacyjnych poszukiwaniach, że tak naprawdę nie muszą na te wakacje udawać się do innych krajów. Już na pewno do Polski, gdzie jako główny argument podnoszony to klimat. Oczywiście nie dyskutuję z tym, bo nie zapewnimy im przecież takiej zimy, że np. będą mogli jeździć w dobrych warunkach na nartach. Zgadzam się z tym, że nasz klimat nie jest dla nich atrakcyjny. Wakacyjnie to ja zupełnie w Polsce Greków nie widzę.

To co zmieniło się na plus i z czego ja się bardzo cieszę, to jest to, że coraz więcej Greków przyjeżdża do nas na przedłużone weekendy. Na te 3-4 dni w celach poznawczych, z czego ja się bardzo cieszę. Grecki jest słyszany na ulicach, w autobusach. Ja pozwalam sobie czasami nawet zaczepić takich Greków i zapytać czy oni tu na stałe, czy przejazdem. Stąd wiem, że przyjeżdżają tutaj poznać Warszawę, Kraków i Oświęcim. Auschwitz-Birkenau to jest miejsce, gdzie Grecy od kilku lat przyjeżdżają, bo temat holokaustu nie jest dla Greków obcy. Jeśli ktoś przyjeżdża na dłużej to dodaje do tej listy Wrocław, którym się bardzo zachwycają. Rok temu wracałam z Salonik, leciałam olbrzymim samolotem, to był piątek rano: garstka Polaków na pokładzie, a cała reszta to Grecy. Rozmawiałam z kilkoma: większość z nich wracała w poniedziałek do Salonik, czyli był to dla nich taki typowy wyjazd na dwa i pół dnia.

Adam: Taki city break bardziej, wyjazdy, które również Polacy preferują latając do stolic europejskich.

Beata: Oni bardzo często organizują to w ten sposób, że lecą do Warszawy, pociągiem przemieszczają się do Krakowa i stamtąd wracają do Grecji, albo odwrotnie.

Adam: Zdarzyło Ci się, tak zagadując do Greków, że ktoś poprosił Cię o oprowadzenie po mieście?

Beata: Zdarzyło mi się ostatnio, jakieś 3 miesiące temu, kiedy byłam w restauracji ze znajomymi. Usłyszałam grecki i już wychodząc życzyłam po grecku smacznego i zapytali mnie skąd znam grecki. Nawiązała się dłuższa rozmowa i to byli studenci z programu Erasmus, którzy mieszkali w Warszawie i chcieli, żebym im pokazała stolicę. Bardzo fajnie do mnie podeszli, mimo, że byli znacznie młodsi ode mnie.

Adam: Czy zdarzyło Ci się spotkać jakiegoś Greka w Polsce, gdzie byś się go kompletnie nie spodziewała, że on się tam może znaleźć?

Beata: W Polsce nie, ale to nie dlatego, że w Polsce ich nie ma, tylko dlatego, że ja w ostatnich latach bardzo mało po Polsce podróżuję. Jeżeli gdzieś wyjeżdżam to do znajomych a nie turystycznie.

Adam: Wspomniałaś o tym, że Ty latasz do Grecji, do swoich znajomych Greków, ale czy to działa w dwie strony, czy oni też przylatują do Ciebie?

Beata: Tak, oczywiście, ale oni zdecydowanie rzadziej.

Adam: Ok, ale czy to są też takie wyjazdy krótsze? Podpytuję, bo jestem ciekawy tego czy jednak się zdarza, że zostają w Polsce na dłużej jak 2-3 dni?

Beata: Żaden z moich znajomych nie zatrzymał się w Polsce na dłużej niż 5 dni, nie przypominam sobie dłuższych przypadków. Przy czym ja rozróżniam wyjazd wakacyjny a wyjazd poznawczy. To się kompletnie różni. Nigdy nie doświadczyłam ze strony moich znajomych przyjazdu tutaj wakacyjnego. Lubią wracać do Warszawy i Krakowa, ale to nie są wakacje.

Adam: Czy zdarzyło Ci się poznać kogoś, kto przyjechał za pracą do Polski?

Beata: Znam takich Greków, którzy przyjechali tutaj za żoną (śmiech). To się zdarza. To nie jest tak, że tylko my tam, czyli Polki za mężem Grekiem, ale znam takie przypadki, że mąż przyjechał tutaj za żoną. To bardziej przypadki z ostatnich lat, gdzie z pracą w Grecji jest tak trudno. Okazuje się, że ci Grecy w Polsce bardzo dobrze się odnajdują, znajdują sobie pracę i dają sobie radę. Dużo Greków ogólnie przyjeżdża do Polski jak na przykład na Erasmusa, na uczelnie, do pracy. Otwierają swoje tawerny. W nich pracują przecież Grecy.

Adam: Rozmawialiśmy o tym, że Grecja się zmieniła na przestrzeni tych 30 lat a ja chciałbym zapytać się jak Grecja się zmieniła w tym czasie, ale w podejściu do turystów, turystyki?

Beata: Kiedy wyjeżdżam podróżniczo zauważyłam, że Grecja się bardziej otworzyła na tę turystykę. Mam takie swoje miejsca w Grecji, których długo szukałam. To są takie wysepki, na których czuję się wyśmienicie, na które turyści praktycznie nie zaglądali. Któż to kiedyś na wyspie Folegandros wakacjował. Nie wiem, czy ktoś w ogóle znał tę wyspę tutaj w Polsce. W każdym razie aktualnie podróże stały się tanie i Grecja bardzo się otworzyła na turystykę, nawet na tych mniejszych wyspach. Kiedy płynę promem widzę na nim mnóstwo obcokrajowców, w tym również Polaków. Rzadko kiedy podróżuję z kimś z Polski, bo albo podróżuję sama albo z Grekami, więc tak naprawdę nie wiadomo kim ja jestem. Jednak, gdy Polacy rozmawiają to słyszę, że to Polacy i to cieszy, że odkrywają te malutkie wysepki. Na takie nie przypływają ludzie, którzy szukają rozrywek, bo ci którzy przypływają dokładnie wiedzą po co tam płyną. Dokładnie wiedzą, że dobrze się tam odnajdą. Mimo, że Grecja otworzyła się na turystykę to te małe wysepki nadal nie są zdominowane przez turystykę. Tam życie toczy się swoim trybem, takim jak to było kiedyś. Może nie jest to tak, że wszyscy tam jeżdżą na osłach, bo samochody są i elektryczność też. Jednak gdzieniegdzie można spotkać te osiołki wykorzystywane do zwykłych prac domowych w gospodarstwach, bo przecież te małe wyspy utrzymują się głównie z rolnictwa. Mi się to bardzo podoba, że na tych małych wyspach to życie toczy się takim trybem jak toczyło się 30 lat temu.

Jeśli chodzi o te wyspy, które są bardziej turystyczne to są ośrodki, które są zdominowane przez turystykę, ale nadal jest mnóstwo wiosek, do których turystyka nie dociera, a na pewno nie ta masowa, gdzie ten turysta, gdy się pojawi witany jest bardzo radośnie pytaniami: skąd jesteś i jak Ci się tu podoba? Bardzo lubię takie środowisko niezmanierowane turystycznie.

Adam: Warto zwrócić uwagę, że nawet na tych popularnych wyspach, popularnych kierunkach, nie wspominając olbrzymiej Krety, to nawet na tych wyspach bardzo często odwiedzanych, są nadal miejsca nieodkryte. To zadziwia. Na Zakynthos, Kefalonii czy Itace takie miejsca są spokojnie do znalezienia.

Beata: Nawet na Rodos znajdziemy takie miejsca. To wyspa stosunkowo niewielka, bardzo popularna turystycznie a jednak czuć tam tego ducha greckości. Ja sobie to bardzo cenię.

Adam: Z ostatnich takich moich ciekawostek to dowiedziałem się, że Samos pomimo tego, że jest bardzo dużą wyspą to nie ma tam żadnej firmy polskiej, która oferowałaby jakiekolwiek usługi dla Polaków bezpośrednio.

Beata: Zaskakujące. To chyba wynika z tego, że Grecy bardzo chronią ten swój rynek i łatwiejszy jest dostęp do prowadzenia działalności dla Greków a nie dla obcokrajowców.

Adam: Duże firmy starają się wedrzeć w każdy możliwy kąt. To może nie jest jakieś mega odkrycie dla niektórych, ale ja ostatnio odkryłem to Samos, ale takie Samos typowo greckie, gdzie można się dostać spokojnie promem. Byłem naprawdę zaskoczony tym, że tam jest tak mało Polaków. Poznałem tam tylko jednego Polaka, który mieszka od 20 lat i ma żonę Greczynkę, prowadzą jakąś firmę usługową polsko-grecką. Nie jest to żaden touroperator, nie jest to żadna duża firma. Chyba to jest to, co powiedziałaś, że Grecy bronią się przed masową turystyką w niektórych miejscach i nie pozwalają jej wejść.

Beata: Tak, i mimo, że ta turystyka masowa przynosi dochody to mimo wszystko widzę obszary, które bronią się przed tym napływem, ale to dobrze.

Adam: No pewnie, że dobrze. Są miejsca, które się nie zmieniły pod kątem podejścia życiowego Greków, ich mentalności, obyczajów, ale porozmawiajmy o greckim jedzeniu. Nie interesuje mnie jedzenie w greckich hotelach all inclusive, bo tam jedzenie jest różne. Interesują mnie greckie tawerny. Wiemy, że te greckie tawerny bardzo nie lubią zmian ale czy też jest tak, że karta menu, czy sposób przyrządzania greckich potraw też się nie zmienił?

Beata: Na pewno nie znalazłam się w każdej tawernie w Grecji, więc nie chciałbym tutaj generalizować, ale muszę powiedzieć, że te, do których ja zaglądam, albo kuchnie w greckich domach, to są takie miejsca, które na przestrzeni 30 lat w ogóle się nie zmieniły. Ta moussaka, którą jadłam 30 lat temu u moich greckich znajomych, jest tą sama moussaką. Cieszę się z tego powodu, bo kiedy idę do tawerny to oczekuje tego na co rzeczywiście mam ochotę, a nie to co się zdarza czasem w tych turystycznych rejonach, jakieś udziwnienia. Te właśnie udziwnienia, jeśli chodzi o kuchnię grecką przeze mnie nie są specjalnie dobrze widziane. Może inni ludzie lubią takie niespodzianki, ale ja wolałabym zamawiać tzatziki wiedząc, że pojawią się na przykład bez dodatku marchewki. Mnie się to akurat nie zdarzyło, ale słyszałam o takich przypadkach.

Adam: Tak, też słyszałem. (śmiech)

Beata: To musi być okropne. (śmiech) To co ja sobie chwalę, to gdziekolwiek w Grecji jak ona długa i szeroka zamawiam frappe to dostaje taką jaką zawsze oczekuję i zawsze to podkreślam w odróżnieniu od Polski, gdzie w ogóle nie piję w kafeteriach w Polsce frappe. Tutaj nigdy nie wiem co dostanę. W Grecji frappe jest wszędzie taka sama. Ja sobie to cenię. Wracając do Twojego pytania. Nie uważam, że w greckich tawernach jakiekolwiek zmiany zaszły.

Jest masa turystów, która przyjechała z biurem podróży i mieszkają w hotelu, ale gdy idą do tawerny to według mnie oni się zadowolą tym co tradycyjne dla Grecji. Nie wiem czy nie jest błędem naginanie się pod turystę. Nie sądzę, żeby tego turyści pragnęli. Zwłaszcza, że oni mają to swoje turystyczne dobro w swoich hotelach. Kiedy wychodzą na ulice i idą do lokalnej tawerny to myślę, że bardziej będą zadowoleni, jak zobaczą tę prostotę i to co typowe dla miejsca, do którego przybyli.

Adam: Jest jakaś taka potrawa najbardziej wymyślna grecka, o której Ty słyszałaś a nie jest tak standardowo podawana w tawernach?

Beata: Zaskakujące pytanie. Jest coś co mnie zaskoczyło w sensie takim, że miałam to zjeść. Mimo, że nie mam żadnych uprzedzeń do jedzenia to jakoś tak nie bardzo wyobrażałam sobie to, że mogę do tej potrawy zasiąść a potrawa ta stała się moją ulubioną. To jest Kokoretsi. Jakoś ten fakt, że tam są trzy rodzaje podrobów, jakieś podgardle i to wszystko zawinięte w jelita baranie jest smaczne, nie przemawiał do mnie. Może ktoś mi to zbyt obrazowo opisał. W każdym razie nie bardzo wiedziałam jak do tego podejść a to był czas greckiej Paschy, to jest jedna z typowych greckich potraw na Paschę, było mi niezręcznie odmówić. Okazało się, że to jest bardzo smakowita potrawa, ale tak w opisie, jak to się robi i przyrządza, dziwnie mi to brzmiało.

Adam: Podobnie miałem teraz jak mi to powiedziałaś. Zacząłem sobie to wyobrażać jak to wszystko może być zmiksowane. Jak to wygląda to pewnie też bym tego nie ruszył, tak myślę. (śmiech)

Beata: Ja miałam też takie uprzedzenia (śmiech)

Adam: Takie jedzenie można zawsze popić dobrym greckim winem, prawda?

Beata: To zdecydowanie tak.

Adam: Czy Ty znasz się na rodzajach win? Możesz opowiedzieć coś więcej o greckich winach?

Beata: O winach greckich mogę powiedzieć Ci tyle, że są pyszne. Natomiast absolutnie nie będę stylizowała się tutaj na znawcę win, bo nim nie jestem. Powiem więcej. Dla mnie wino zamyka się w takich krótkich ujęciach: ma mi smakować i picie jego ma mi sprawiać przyjemność. Ja bardzo lubię pić wino, to jest mój absolutnie ulubiony grecki trunek. Mniej jestem zainteresowana czy ono pochodzi z górnej czy z dolnej półki, że ma takie szczepy albo inne. Ja tym jestem kompletnie niezainteresowana. Ono ma mi smakować. Jakoś tak przy moim niezbyt wysublimowanym podniebieniu wyszło tak, że smakuje mi to zwykłe domowe wino. Białe domowe wino z beczki: ono smakuje mi najbardziej. Wrócę do Twojego pierwszego pytania z początku rozmowy, o te greckie przysłowia. Powiedziałam Ci jakie jest moje ulubione, ale ja mam jeszcze drugie, które wiąże się doskonale z piciem wina.

Mianowicie, w miesiącach, które w nazwie mają literę R pijemy wino bez wody, a w każdym, który nie ma litery R pijemy wino z wodą. Wychodzi na to, że pijemy wino zawsze, ale zobacz jakie to jest mądre, jak ja sobie to tłumaczę. Oczywiście chodzi o nazwy greckie. Te miesiące, które nie mają literki R to są miesiące letnie. Pijemy wino dla smaku, ale tego alkoholu potrzebujemy mniej, więc pijemy z wodą. Do tego sprowadza się cała moja filozofia, jeśli chodzi o picie wina. Tu wszystko uzależnione jest od naszego gustu. Jednemu będzie smakowało to, innemu tamto. Ja znam osoby tutaj w Polsce, które uznają siebie za znawców wina i twierdzą, że Grecy dobrego wina nie mają. Znam też mnóstwo osób, które uważają, że wino greckie jest doskonałe. Ja mogę tylko ubolewać nad tym, że tych win greckich w naszych polskich sklepach jest tak mało. Mnóstwo z każdego kraju, z innych kontynentów a greckiego wina mamy naprawdę bardzo mało. Ja uwielbiam to greckie zwykłe białe domowe wino.

Adam: Tym pozytywnym akcentem i greckim γεια μας (ja mas!), tym właśnie greckim “na zdrowie” chciałem Ci serdecznie podziękować, moglibyśmy się tak wirtualnie stuknęli tymi (śmiech)

Beata: Szklankami.. (śmiech)

Adam: Dokładnie. Szklankami wina. Chciałbym podziękować Ci za tę fantastyczną rozmowę, że zgodziłaś się na udział w tym podkaście.

Beata: Bardzo Ci serdecznie dziękuję i chciałabym życzyć sobie, poza zdrowiem, tego, żebym mogła wrócić do takiego życia jakie wiodłam przez ostatnie dwa lata, bo mnie życie takie podzielone pół na pół, czyli pół roku w Grecji a pół roku w Polsce szalenie odpowiada. Doskonale się w tym znalazłam. Powinnam już być w Grecji, lub lada dzień. Pewnie nie szybko się tam znajdę w tym roku, ale wciąż mam nadzieję, że już niedługo.

Adam: To zdrówka jeszcze raz.

Beata: Ja Ci życzę realizacji planów i zamierzeń, bo to najwspanialsza rzecz. Wszystkiego dobrego, do usłyszenia.

Adam: Dziękuję ślicznie, do usłyszenia.


Podsumowanie:

To była Beata prowadząca blog Greckie Opowieści Betaki. Nie musisz mieć takiego doświadczenia jak Beata, żeby wyciągnąć z tej rozmowy coś dla siebie.

Po pierwsze nie myśl od razu o przeprowadzce do Grecji na stałe. Sprawdź czy Grecja zimą jest dla Ciebie. Po drugie jak już jesteś w Grecji to staraj się korzystać z tawern prawdziwych Greków a te ukryte są zazwyczaj dalej od miejsc, gdzie działa masowa turystyka. Trzecia rzecz warta zapamiętania jest taka, że greckie wino najlepiej smakuje w Grecji.

Jeśli chcesz otrzymywać na bieżąco informacje o nowych podkastach to wypełnij formularz subskrypcji na stronie www.doGrecji.pl/podkast.

Posłuchaj też odcinka z Asią z Vlog Kreta, w którym rozmawiamy dlaczego warto korzystać z usług mieszkańców Grecji oraz w jaki sposób możemy przyczynić się do tego, że środowisko, w którym się znaleźliśmy podczas wakacji pozostanie niezmienne również dla przyszłych pokoleń. W tym podkaście to już wszystko. Trzymajcie się.


[Maj 2020]