Wywiad z Polkami mieszkającymi w Grecji [cz.2]

Wywiad z Polkami mieszkającymi w Grecji
Żyć w innym kraju niż ojczysty…

Niektórym wydaje się to proste, dla innych zaś jest nie do przyjęcia.

Czy podjęcie decyzji o zmianie miejsca zamieszkania jest trudne czy też przychodzi z łatwością? A może to zależy od powodów, dla których podejmujemy taką decyzję?

Cztery kolejne, jak nazywam: Polki w Grecji, które wybrałam do tej rozmowy to moje koleżanki: wszystkie mieszkają od lat w Grecji. Spotykamy się na tyle często, na ile to możliwe, rozmawiamy ze sobą, korzystamy z mediów społecznościowych, aby te nasze kontakty były dość częste. Kiedy inni narzekają na „złego” ponoć Facebook’a – ja się nim cieszę, bo to między innymi dzięki niemu z moimi koleżankami mieszkającymi za granicą utrzymujemy stałe kontakty i jesteśmy w naszym życiu, nawet tym codziennym, wzajemnie obecne.

Oliwka, Mama Polka na Krecie, Magda i Karolina – to imiona/nicki adresatek moich pytań, to imiona żon Greków, z których dwie są matkami dzieci (dzieci w różnym wieku: kilkuletnich) urodzonych w Grecji.

Spotykamy się, rozmawiamy, ale zauważyłam, że jest sporo takich kwestii, które w ramach zainteresowania tą współczesną Grecją i jej codziennością - mogą zainteresować grono szersze, bo są uniwersalne, stąd pomysł niniejszego wywiadu, stąd pomysł na tę rozmowę, którą prowadziłam z każdą z moich koleżanek osobno, a to po to, by sobie wzajemnie niczego nie sugerowały. Zapraszam do poczytania o tym, jak się żyje w kraju innym niż ojczysty, jak się go widziało i jak się go widzi i jak się jest w kraju tym widzianym.


Beata Betaki Kuczborska: Ile to już lat mieszkacie w tej Grecji i jak to się stało, że zdecydowałyście się w niej zamieszkać?

Oliwka: w Grecji mieszkam ponad 29 lat. Przyjechałam tutaj za pracą jak wszyscy inni w tamtych czasach. Pojechałam na Kretę do małej miejscowości. Miałam być opiekunką do dzieci, ale okazało się, że moi przyszli pracodawcy mieli tawernę, dziewięć pokoi dla gości oraz trójkę dzieci, stąd pracy było dużo, ale przecież do pracy pojechałam. Zostałam przez cały sezon. Było ciężko, ale dałam sobie świetnie radę. Abym mogła wrócić do Polski wyrobiono mi adia paramonis, więc mogłam spokojnie wyjechać z Grecji i do niej wrócić, gdybym tylko tego chciała. I tak się stało.

Dokładnie po dziewięciu miesiącach stwierdziłam, że brakuje mi Grecji. Poza tym w Grecji mogłam zarobić spokojnie tyle, aby być samodzielną osobą, a w Polsce nie było to możliwe. Przynajmniej dla mnie. I tak wróciłam do Grecji i jestem tu do dzisiaj. W moim przypadku to czysto ekonomiczna decyzja. Oczywiście, że i sama Grecja zrobiła na mnie wrażenie. Zostałam na lądzie: w Atenach.

Mama Polka na Krecie: moja przygoda z Kretą (bo to tu trafiłam po raz pierwszy), zaczęła się 16 lat temu, w marcu świętowała będę mój jubileusz związku z wyspą :), w małej wiosce Spili, gdzie jako absolwentka turystyki na wrocławskim AWF trafiłam, by pozbierać myśli i poukładać swoje życie na nowo po kilku ciężkich upadkach. To była miłość absolutna, od pierwszego wejrzenia.

Magda: na Krecie mieszkam od 15-tu lat. Pierwsze kroki na tej wyspie stawiałam zupełnie samodzielnie: zaraz po maturze wyjechałam do pracy na wakacje. Przez pierwszy sezon pracowałam w kawiarni i był to mój pierwszy kontakt z Kreteńczykami, ale też i z językiem greckim (a może nawet kreteńskim). Od samego początku zakochałam się w tej wyspie.

Pamiętam, jak po tygodniowym pobycie zadzwoniłam do mamy i powiedziałam jej, że chyba się tu zestarzeję ;-) (a do tej starości miałam jeszcze trochę, bo przecież nie liczyłam więcej, jak 20 lat :) )

Karolina: mieszkam w Grecji dokładnie cztery lata, chociaż przez pandemię i powtarzające się tu lockdowny odnoszę wrażenie, że minęło drugie tyle. Moja historia jest raczej z kategorii tych nieoczywistych, a przynajmniej szalonych, bo zdaniem znajomych tzw. „normalni ludzie po trzydziestce” nie rzucają wszystkiego, żeby zamieszkać w kraju słońca, oliwek i kryzysu ekonomicznego. Ja uważam, że jest inaczej, o czym świadczy wiele emigracyjnych historii wysłuchanych w Grecji i mój skromny, osobisty wkład w obalenie tego stereotypowego podejścia.

Grecja była moim wakacyjnym domem przez kilkanaście lat, odkąd pojawiłam się w niej na wakacjach z tatą. Miesiąc wakacji w niepozornej nadmorskiej wiosce nie brzmiał dla szesnastolatki zbyt zachęcająco, ale to było wspaniałe lato! Absolutna miłość od pierwszego wejrzenia i przyjaźnie, które trwają do dziś. Co roku wracaliśmy do naszej ukochanej wioski Nea Roda na Chalkidiki, odwiedzając przyjaciół i tworząc barwną, międzynarodową i co istotne – wielopokoleniową rodzinę wakacyjną. Grecja stała się moją pasją, sposobem na życie, a po wielu latach miejscem zamieszkania z wyboru.

Beata Betaki Kuczborska: Czy od początku było wiadomo, że osiądziecie w Grecji? To było takie oczywiste? Czy też może toczyły się rozmowy w temacie: może jednak Polska, a może gdzieś indziej? Czy podjęcie decyzji o budowaniu swojego świata w Grecji było dla Was łatwe? Jak przyjęło Was greckie społeczeństwo i Wasza nowa grecka rodzina: rodzina męża?

Oliwka: w Grecji było mi dobrze, ale czasami zastanawiałam się nad wyjazdem do Kanady. Po kilku miesiącach postanowiłam jednak, że zostanę w Grecji. Od samego początku moje relacje z Grekami były bardzo dobre. I tak właściwie przez pierwszych 7 lat kontakt miałam tylko z Grekami. To pozwoliło nasiąknąć ich obyczajami, kulturą oraz kuchnią. Czułam się tu jak w domu. Polska to kraj, gdzie się urodziłam, ale nie potrafiłabym tam wrócić. To inna mentalność, inne podejście do życia. To inny klimat. Tu jest mój Dom!

Mężatką jestem od siedmiu lat. Rodzina męża przyjęła mnie dość dobrze, choć były zgrzyty. Młodsza córka mojego męża nie chciała pogodzić się z faktem, że chcemy wziąć ślub pomimo, że miał być to tylko ślub cywilny. Ale ślub to ślub. Niedawno zakopaliśmy więc topór wojenny: stało się to na kilka miesięcy przed jej ślubem. Myślę, że zrozumiała, że jeżeli żyjesz z kimś i chcesz z tym kimś być to ślub jest... kolejnym etapem, powiedzmy.

Mama Polka na Krecie: po dwóch sezonach spędzonych w Spili, otrzymałam wreszcie swoją wymarzoną posadkę w biurze turystycznym i jako pilot rezydent wysłano mnie, wbrew swym marzeniom do... Egiptu. Ponieważ w owym czasie nie posiadałam prawa jazdy, nie przydzielono mi pracy na Krecie (dość trudne logistycznie) i prawie trzy lata podróżowałam i pracowałam w krajach arabskich (Egipt, Tunezja, Maroko). Wreszcie, po zdanych egzaminach na prawo jazdy wróciłam na ukochaną, wymarzoną Kretę. Po latach podróży, po zimach spędzonych w Polsce, było to dla mnie jak sen, jak marzenie, które właśnie zaczyna się spełniać.

Po pierwszym sezonie na Krecie poleciałam jeszcze do Indii, ale już wiedziałam, że mój cel to Kreta, chociaż nie snułam jeszcze planów o przyszłości kreteńskiej, wiciu gniazdka czy zamieszkaniu na wyspie na stałe. Dopiero jeden taki Kreteńczyk (mój obecny mąż) tak mi zakręcił w głowie, że z miłości do wyspy, narodziła się też miłość prywatna.

Przeprowadzka na wyspę, szukanie pracy, wynajem mieszkania, wspólne plany, marzenia, tworzenie nowej przyszłości... To była wielka i trudna dla mnie zmiana.

Magda: oj, jak już się na tej wyspie znalazłam, to gdzieś tam w podświadomości czułam, że chyba tu zostanę. Wszystko od samego początku sprawiało mi tu niesamowitą radość: nauka języka, poznawanie nowej kultury, ludzi i ich mentalności, miejsc, ale też i po części samej siebie .

Były, jak to w życiu bywa, wzloty i upadki. Było raz z górki, a raz pod górkę. Na pewno jednak w 100% sprawdziło się to, co mówi się o Grekach: że mają serce na dłoni.

Ważne również i to, że Grecy nigdy nie pozwolili mi odczuć tego, że „nie należę” do nich, że jestem obca. Nie, nigdy czegoś takiego nie odczułam, może też i dlatego ta nauka języka greckiego przyszła mi tak łatwo i dość szybko potrafiłam się z nimi porozumiewać.

Pytasz, jak przyjęła mnie rodzina męża ... Serdecznie i ciepło, choć widziałam w ich oczach taką niepewność na samym początku, ale chyba to normalne i zrozumiałe.

Ważne, że teraz to właśnie teściowa jest taką moją bratnią duszą i możemy razem przysłowiowe konie kraść.

Karolina: wszystkie małe greckie ucieczki od szarej polskiej zimy, niemal każde lato spędzone na Chalkidiki, jedzenie, muzyka, kultura, zwyczaje stały się naturalnym elementem życia. Po prostu - „meraki”. Zresztą sama doskonale znasz funkcjonowanie Grekomaniaków, odliczających tygodnie do kolejnych wyjazdów, szukających greckich akcentów w warszawskim życiu i półek uginających się od książek związanych z Grecją. Kilkanaście lat temu po przypadkowym znalezieniu w sklepie prawdziwej fety wracało się z nią do domu jak z upragnionym trofeum. Zawsze marzyłam o życiu w Grecji, ale wydawało mi się to raczej odległym planem. Bliscy, praca w telewizji, mieszkanie w Warszawie, fajne życie nie przemawiały na korzyść pochłoniętej kryzysem ekonomicznym Grecji. Wielu znajomych musiało z niej wyjechać w poszukiwaniu stabilizacji i lepszego życia. Jednak coś mnie przyciągało. Pamiętam swój pierwszy pobyt na Akropolu i zachwyt Atenami widzianymi z tej perspektywy. Powiedziałam wtedy, że kiedyś tu zamieszkam. Rok później wylądowałam w Atenach z biletem w jedną stronę.

Beata Betaki Kuczborska: czy, kiedy już została podjęta decyzja co do zostania w Grecji, starałyście się Grecję tę poznać? Czy starałyście się, aby Grecja stała się takim Waszym drugim krajem, o którym wiele wiecie, z którym się identyfikujecie, który jest Wam bliskim, a nie tylko krajem niejako narzuconym, bo mąż jest Grekiem.

Oliwka: zostałam w Grecji, ponieważ ja tego chciałam. Nie było mowy o tym, że zostałam dla kogoś. Był to tylko i wyłącznie mój wybór, którego nigdy nie żałowałam. Wtopiłam się w tutejsze tło. Zawsze udawało mi się dostać pracę, która mnie satysfakcjonowała i zawsze miałam pracę dodatkową, aby osiągnąć cel, jaki sobie postawiłam, kiedy postanowiłam zostać w Grecji na zawsze. Moim marzeniem było kupić niewielkie mieszkanko. Chciałam mieć moją oazę, miejsce, w którym będę czuć się bezpiecznie. Moje marzenie się spełniło i byłam z tego bardzo dumna. Okazuje się, że dla kogoś, kto ma jakiś cel w życiu i dąży przed siebie - wszystko jest możliwe. Oczywiście, że czasem kosztem wyrzeczeń. Warto było. Kiedy teść mnie zapytał czy mam swoje mieszkanie – otrzymał odpowiedź, która go zadowoliła. Oczywiście, że pytał jeszcze, ile pieniędzy mam na koncie, czy mam samochód, dzieci i jaką wiarę wyznaję. Starszych ludzi trudno zadowolić. Miał wtedy 96 lat. Ciekawe, czy dożyjemy tylu ;)

Mama Polka na Krecie: nasze początki, wspólne plany na przyszłość i ich realizacja to właściwie bardziej Wielka Brytania wtedy, niż Grecja. Po pierwszej, trudnej dla mnie, zimie podjęliśmy decyzję o wyjeździe na kolejny sezon zimowy do Londynu, z którym mój mąż był związany już dość długo (studia w Preston, pierwsze praktyki i kariera zawodowa w hotelach w Londynie). Mimo, że zawodowo udało nam się wszystko zorganizować na zadowalająco dobrym poziomie, to jednak brak słońca, gonitwa przez osiemnaście godzin na dobę, fatalne jedzenie, brak przyjaciół i tęsknota za rodziną ściągnęły nas z powrotem do Grecji.

Za odłożone pieniądze wyprawiliśmy polsko-kreteńskie wesele i już wtedy wiedzieliśmy, że nasz dom, nasza przyszłość (póki co) to Kreta.

Dla mnie początki były bardzo trudne. Kiedy stoi się na rozdrożu, jedną nogą na Krecie, drugą w Polsce, człowiek jest wiecznie rozbity. Będąc w Grecji, tęskniłam za Polską, jadąc do Polski, myślałam o Krecie... Mimo, że decyzja o przeprowadzce na wyspę była moją własną, przemyślana i od lat przecież Kretę uwielbiałam, bardzo długo nie mogłam poczuć, że to mój dom, że tutaj teraz jest moje życie. I to się zmieniło bardzo niedawno, chyba dopiero kiedy zostałam mamą. Moja córka uświadomiła mi wiele ważnych życiowych prawd, poukładała wiele i wprowadziła wielki spokój w moim życiu i sercu.

Magda: kochana, na początku to był tu ze mną istny kabaret, bo ze mnie taki człowiek, który musi mieć wszystko dopięte na ostatni guzik i być na czas co do minuty, a tu to słynne „siga siga” oraz zero stresu i problemów. I przyznam, że na początku mi to przeszkadzało i trochę się buntowałam. Była ze mnie taka, wiesz: „młoda –gniewna”, aż pewnego dnia zrozumiałam, że nie warto.

Dotarło do mnie i mocno sobie to uświadomiłam, że to przecież ja przyjechałam do ich kraju, że to była moja świadoma i dobrowolna decyzja, także jak mi się coś nie podoba to przecież, jak to mówią: wolna droga.

I od tego momentu zamiast pięciu kroków do przodu, zrobiłam trzy do tyłu i, że tak powiem, to ja dostosowałam się do nich, do ich codzienności, mentalności i trybu życia, a nie próbowałam na siłę wywalczyć to, aby oni zmienili styl życia.

I teraz jest dużo, dużo łatwiej.

Karolina: W moim przypadku jedyną miłością, która przywiodła mnie do Aten jest miłość do Grecji. Stan zakochania naturalnie minął, w końcu upłynęło dwadzieścia lat od pierwszych wakacji, ale tworzymy stabilny, długotrwały związek pełen pasji, bo Grecja nadal mnie zaskakuje i zachwyca. Oczywiście czasem irytuje, ale w tym przypadku narzekanie jest jednostronne, czyż to nie jest związek idealny? :)

Grecji nikt mi nie narzucił, była moim naturalnym, świadomym wyborem. Z czasem pojawił się i Grek, a wraz z nim oczywiście cała wielka grecka rodzina. Przyjęli mnie bardzo ciepło, szczególnie babcia, seniorka rodu i wnikliwa obserwatorka. Okazała mi szczere, życzliwe wsparcie w trudnych chwilach.

Różnimy się w mentalności, ale szanujemy swoją odrębność, choć należało pewne problematyczne kwestie ustalić z korzyścią dla obu stron i świętego spokoju. Zderzenie samodzielnej jedynaczki z Polski z grecką nadopiekuńczością nie mogło być bezkolizyjne. Nie odcinam się od swoich korzeni, jestem dumną Polką. Chętnie łączę swoje tradycje z greckim stylem życia i promuję Polskę. Na tyle skutecznie, że co roku Grek domaga się Bożego Narodzenia właśnie tam.

Beata Betaki Kuczborska: znam pewną kobietę, Polkę, ożenioną z Grekiem i mieszkającą w Grecji, która po blisko dwudziestu latach od przeprowadzki sprawiała wrażenie osoby niespełnionej. Przywędrowała do tej Grecji niejako za mężem pozostawiając swoje plany, marzenia i wielkie zamierzenia w Polsce, ale gdzieś tam w głębi duszy wciąż to w niej tkwiło i było z tym jej zwyczajnie źle. Jak to wygląda u Was? Czym się zajmujecie? Czy czujecie się spełnione, zadowolone?

Oliwka: moje plany co do Grecji miałam już jako sześciolatka. Już wtedy wiedziałam, że nie będę mieszkać w Polsce. Zawsze mówiłam sobie, że będę mieszkać w cieplejszym kraju. Czasem wydaje mi się, że już tu kiedyś żyłam. Wszystko takie znajome. Tu jest mój dom, tu jest moje serce. Wszystko, co osiągnęłam to tu i nie zamieniłabym na coś innego.

Mama Polka na Krecie: ahhh, znam to uczucie. Bardzo długo z tym walczyłam, motałam się, szukałam swojego miejsca, z ambicjami schowanymi głęboko w kieszeni. Wiesz, sezonowość na Krecie jest fajna, ale potrafi też człowieka ostro przybić do muru.

Obecnie, mogę rzec nieskromnie: chwilo trwaj!

Po wielu latach znalazłam swoje miejsce i zrozumiałam coś bardzo ważnego, co mąż mi od zawsze powtarzał, ale go nie słuchałam. Jestem sobie sama sterem, żeglarzem i okrętem.

Prowadzimy z mężem internetowe biuro usług turystycznych PlanetaGrecja.pl (konsultacje, rezerwacje i marketing hotelowy oraz obsługa grup incentive i klientów indywidualnych).

Popisuję sobie (nie jest to stałe i regularne zajęcie) artykuły dla różnych grup, portali czy pism o dwujęzyczności i wychowaniu dwukulturowym dzieci.

I od kilku miesięcy prowadzę swojego bloga Mama Polka na Krecie, co wymaga jeszcze wiele poprawek, modyfikacji i zmian, ale jest chyba moją największą dumą, chlubą, a ponad wszystko radością i przyjemnością.

Jestem absolutnie spełnioną i szczęśliwą mamą cudownej 7 latki, kochającą i kochaną żoną Kreta i od roku pańcią dwujęzycznego spaniela, Marleya.

Magda: myślę, że w moim przypadku było dużo, dużo łatwiej, bo ja tu nie przyjechałam za ukochaną osobą. Ja tu przyjechałam do pracy, także w pierwszej kolejności pokochałam ten kraj, a dopiero później, po drodze, pojawiła się miłość do Kreteńczyka. W momencie kiedy poznałam swojego męża, nie musiałam z niczego rezygnować, wiedziałam bez względu na to, jak ta nasza historia miłosna się zakończy, że nie opuszczę tego miejsca, że chcę tu zostać. Nie było tej presji, tego strachu typu: a co, jeśli okaże się, że nie pasujemy do siebie.

Mogę powiedzieć szczerze, że czuję się spełniona i zadowolona.

Spełniona, bo dzięki temu, że oprowadzam polskich turystów na Krecie, mogę się cały czas rozwijać, coraz lepiej i lepiej poznawać Grecję i Kretę pod względem historycznym, kulturalnym, politycznym i tę wiedzę przekazywać naszym rodakom. Ta praca daje mi niesamowitą energię i satysfakcję. I raczej nie wyobrażam sobie, abym potrafiła pracować w innym zawodzie.

Słynne powiedzenie brzmi: „Rób to, co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować”. Ja się pod tym podpisuję obiema rękoma.

Spełniona czuję się też jako matka i żona, bo mimo różnic kulturowych i dwóch języków w domu, świetnie się dogadujemy całą czwórką :)

Zadowolona natomiast… Wiesz dlaczego? Bo Grecy nauczyli mnie optymizmu, pewności siebie (w dobrym tego słowa znaczeniu) i wyrażania uczuć. Nauczyli mnie, aby głośno i swobodnie mówić, kiedy jest ci dobrze, ale też i kiedy jest ci smutno i źle. Nie ma tutaj czegoś takiego jak robienie dobrej miny do złej gry, bo i po co… Życie jest zbyt krótkie, aby udawać i na siłę się uśmiechać.

Karolina: wspomniana przez Ciebie znajoma nie ma gwarancji, że pozostając w Polsce byłaby szczęśliwsza albo zrealizowała wszystkie swoje plany. Szkoda, że czasami brakuje nam wiary w siebie albo czyjegoś wsparcia, żeby spróbować z ich realizacją w innym miejscu, może w innym zakresie. Ważne, żeby emigracja to był świadomy, a przynajmniej dobrze przemyślany wybór. Wszystko może pójść źle i zazwyczaj początki są trudne. Nie ma jednego przepisu na udany start i dalsze życie, każdy z nas ma inne potrzeby. Wszędzie można być niespełnionym albo szczęśliwym skupiając swoje życie na rodzinie, tkwić w nieszczęśliwym związku albo nie znosić swojej pracy. Tyle, że w swoim kraju, bez bariery językowej i mentalnej jest dużo łatwiej dokonać zmiany, mamy więcej możliwości. Podejmując decyzję o życiu w innym kraju trzeba się liczyć z trudnościami, które w Polsce nie byłyby nawet problemem.

Przyjechałam tutaj sama, dopiero gdy znalazłam stabilną pracę w międzynarodowej korporacji, co po latach pracy w mediach było kompletnie nowym doświadczeniem. Zazwyczaj ludzie rzucają wszystko i jadą w Bieszczady. Ja rzuciłam telewizję i wylądowałam w „korpo” w ateńskiej dżungli. W międzyczasie pisałam teksty o Grecji, rozpoczęłam współpracę z portalem Polonii Greckiej Polonorama, a dzięki pandemii od dwóch lat pracuję z domu i mogłam zdalnie zrealizować pewien medialny projekt w Polsce. Od roku przygotowuję także korespondencje z Grecji dla Radia 357. To dla mnie zaszczyt i przyjemność, że od roku mogę opowiadać o moim ulubionym kraju, a nawet poprowadziłam audycję z grecką muzyką. Spełniłam marzenie, otaczają mnie dobrzy ludzie, mam stabilną pracę, radiową współpracę i mieszkam tam, gdzie zawsze chciałam, więc nawet nie wypada mi narzekać na niespełnienie.

Beata Betaki Kuczborska: pomyślcie przez chwilę, że wcale w Grecji nie mieszkacie, że zbudowałyście swój świat w Polsce. Jak myślicie: wyglądałby podobnie czy zupełnie inaczej?

Oliwka: nie sądzę, abym w Polsce osiągnęła to, co osiągnęłam tutaj. Jestem tego pewna w 100%

Mama Polka na Krecie: bardzo długo analizowaliśmy z mężem, gdzie nam będzie lepiej, łatwiej, przyjemniej... Nie było końca tworzenia list ZA i PRZECIW. Wybór padł na Kretę, wtedy głównie ze względów pragmatycznych i zawodowych (mój mąż nie mówi po polsku i pracował wówczas w dobrej firmie).

Z pewnością moje życie w Polsce wyglądałoby zupełnie inaczej i chyba wyobrażam je sobie bez Kreta, ja jako singielka z wyboru, robiąca karierę w dużej, międzynarodowej firmie...Taki był mniej więcej mój plan, zanim jeden Kret przewrócił moje życie do góry nogami i z kreteńskich wakacji uczynił piękną codzienność.

Magda: myślę, że zupełnie inaczej.!!!!!!!

Karolina: mój świat w Polsce był całkowicie ukształtowany i nadal jest częścią mojego życia. To są moje korzenie, lata doświadczeń w dorosłym życiu, rodzina i przyjaciele, z którymi mam łatwy i codzienny kontakt. Na pewno nie zdecydowałabym się na emigrację, gdyby nie łatwość w kontaktach, dostęp online do wszystkiego, co mnie interesuje, od newsów po książki, filmy, kulturę i zaledwie dwie i pół godziny lotu do Polski. Wcześniej żyłam w Polsce i trochę w Grecji, teraz po prostu sytuacja jest odwrotna. Często latam do Polski, powstrzymał mnie od tego jedynie słynny grecki lockdown i oby nigdy więcej!

Mentalność pozostaje zdecydowanie polska i pewnej nostalgii nie wypali nawet greckie słońce. Muszę tu przywołać nasze spotkanie, które co prawda nie doszło do skutku przez C-19, ale pamiętasz, że miałyśmy iść na Pierwszy Cmentarz w Atenach. Pełna entuzjazmu informuję osobistego Greka, że wybieram się na spacer z Betaki od bloga o Grecji (czytanego przeze mnie jeszcze na długo przed zamieszkaniem w Atenach!), że idziemy na spacer na Pierwszy Cmentarz, że to piękne miejsce, że historyczne, że taka enklawa spokoju w tych całym chaosie centrum miasta. On słucha, patrzy wymownie i stwierdza, że tylko dwie Polki mogłyby się umówić w piękny, słoneczny dzień na spacer po jakimś cmentarzu…

Beata Betaki Kuczborska: co jest dla Was pięknego w Grecji? W czym Grecja wyprzedza Polskę?

Mama Polka na Krecie: pamiętam swoje początki na wyspie, kiedy tylko zaczęło się porównywanie obu krajów, miałam wtedy wrażenie, że Polska wygrywa z Grecją na każdym polu. Grecja, pogrążona wtedy w kryzysie, i Polska, która jako nowy członek Unii Europejskiej, przeżywała swój rozkwit.

Obecnie, ponieważ dostrzegam inne zupełnie rzeczy i co innego ma znaczenie niż te kilkanaście lat temu, mogę powiedzieć, że Kreta wygrywa z Polską swoim spokojem. To wyspa pełna radosnych, pełnych życia ludzi, którzy celebrują każdy dzień, cieszą się każdą chwilą, mimo trudnych czasów, stać ich na uśmiech, gest życzliwości, na pomoc innym.

Tu jest zupełnie inaczej, chyba przestałam już wyliczać, co mamy w Grecji, a w czym odstajemy od Polski. Cieszę się tym, co jest.

Najbardziej urzekło mnie w Kreteńczykach to przywiązanie do rodziny, ojczyzny, tradycji i radość życia, wdzięczność za każdą chwilę, każdy moment. Tego chyba ostatnio w Polsce brakuje.

Magda: och, nie wiem czy wyprzedza, bo to zupełnie dwa różne kraje .

Kocham Polskę i uważam, że też jest piękna, że może oczarować niejednego turystę, ale Grecja ma chyba lepszą receptę na życie.

Grecy żyją chwilą, dbają o miłe wspomnienia, siga –siga często przypomina im o tym, że pośpiech to wróg człowieka w każdym tego słowa znaczeniu.

Karolina: Grecja to jest dla mnie stan umysłu. Nie da się jej porównać z Polską, choć wiele nas łączy. Jest bardzo charakterystyczna, wyrazista. Idzie z duchem czasu, ale w swoim tempie, co dla kultury i tożsamości jest bezcenne, ale drogo kosztuje kraj w wyścigu nowoczesności i konkurencyjności. Grecy pracują, żeby żyć, a nie żyją, żeby pracować, choć to oczywiście zależy od indywidualnych preferencji. Wbrew stereotypowym opiniom pracują ciężko, ale praca nie jest sensem życia, na którym budują swoją wartość. Piękne krajobrazy, wyspy, spokój, kojący błękit, greckie lato, jedzenie, klimat, morze, muzyka, historia na każdym kroku tworzą dla mnie ulubioną mozaikę, za którą tęskniłam w Polsce. Uwielbiam gwarne, głośne, kosmopolityczne Ateny, które nigdy nie śpią i to, że wystarczy skręcić w boczną uliczkę i znaleźć spokój, małą kawiarnię, piękny dom, albo greckich seniorów, dla których czas zatrzymał się przy szklaneczce ouzo. Doceniam komfort życia w miejscu, gdzie od plaży dzieli mnie półgodzinny spacer. Kawa, książka i można się poczuć jak na wakacjach nawet w codziennym zgiełku. Chwilo trwaj!

Beata Betaki Kuczborska: a co Was w Grecji denerwuje? Co jest trudne do przyjęcia, co trudne do zrozumienia i akceptacji? Gdybyście miały taką moc co byście w tej Grecji, a może i w Grekach zmieniły?

Oliwka: co bym zmieniła w Grekach albo w Grecji? No cóż… Jestem jednak wychowana w Polsce, więc jest sporo rzeczy, które mnie irytują, zwłaszcza w urzędach. Pamiętam, kiedy to godzinami stałam po dokumenty zezwalające na pobyt tymczasowy, a okazało się, że niedouczony pracownik wysyłał mnie po kilka razy po kolejne dokumenty, choć za każdym razem mówił, że nic więcej już potrzebne nie będzie. W kolejce stało się po kilka godzin, czasem cały dzień. Spotkać się z tym można nagminnie do dziś w większości urzędów. To mnie denerwuje chyba najbardziej. No dobrze! Jeszcze to śmiecenie na lewo i prawo ;) Ale samych Greków nie zmieniłabym wcale, bo właśnie tacy są wspaniali. To ich siga siga jest rozbrajające ha ha.

Mama Polka na Krecie: w Krecie, jako miejscu, kocham wszystko! Smaki, zapachy, kolory, jej urok i piękno, zmieniające się pory roku. Cudowna matka natura dba tu o nas najlepiej na świecie. Kreteńska przyroda sprawia, że chce mi się żyć, łapię wiatr w żagle, czuję się wolna, spokojna, spełniona, szczęśliwa.

To, co mnie drażni to świadomość społeczna, a raczej jej brak w wielu kwestiach. Ekologia, na przykład. Bardzo duży żal mam do mieszkańców wyspy, że tak zaśmiecają swój dom, nasz dom. Serce mi pęka, kiedy w samym sercu wąwozu, czy na ukochanej plaży widzę tony plastiku, opony samochodowe, wszechobecne i niezliczone ilości słomek i kubków po kawie. Cieszą jednak doniesienia, że powoli, zasypana obecnie śmieciami Kreta, dołącza do coraz to nowszych programów ekologicznych.

I oczywiście kreteńscy kierowcy! O zgrozo! Daruję sobie dalszy komentarz.

Magda: pragnę chyba takiej większej dokładności i perfekcji w tym, co robią. Tak myślę.

Karolina: punkt zapalny to stosunek do zwierząt, zwłaszcza bezpańskich kotów. Stoczyłam o to niejedną słowną potyczkę, ale nie znoszę agresji i zwracam uwagę na podłe zachowanie, nawet jeśli sprawcą jest niemal dwumetrowy mężczyzna w eleganckiej koszuli. Taki duży facet, a przeszkadzał mu mały kot w pobliżu stolika stojącego na chodniku, więc go kopnął! Jest port, są tawerny, są i koty, this is Greece. Usłyszał kilka „miłych” słów, o których los jeszcze mu przypomniał… Trafialiśmy na siebie w tawernach w różnych zakątkach wyspy przez kilka kolejnych dni! Mina – bezcenna. Na szczęście jest wielu fantastycznych ludzi, którzy o koty dbają, ratują, dają im schronienie. Cudowną pracę wykonują Polacy i Grek na Evii, można śledzić ich poczynania na profilu Gatakia, wesprzeć, a nawet adoptować kota. Większość moich polskich znajomych w Atenach ma przynajmniej jednego kota. My również. Niedawno do mojego polskiego, starszego już kota, dołączył niesforny grecki kociak zabrany z ruchliwej ulicy.

W innych kwestiach staram się zachować zdrowy dystans. To, że coś mi nie odpowiada w kwestii zwyczajów czy mentalności nie uprawnia mnie do zmiany czyjegoś stylu życia. Chciałabym jedynie, żebyśmy bardziej dbali w Grecji o wspólną przestrzeń i nie zostawiali tylu śmieci na plażach.

Beata Betaki Kuczborska: rozpoczęłyście swoje życie w Grecji przed kryzysem, żyjecie w czasach kryzysu, którego końca chyba nadal nie widać… Co się w tym czasie w Grecji zmieniło? Jak zmienili się Grecy? Jak zmieniło się Wasze życie? Przecież ten głęboki kryzys musiał spowodować wielkie zmiany w życiu każdego.

Oliwka: akurat u mnie kryzys nie zmienił nic na gorsze, wręcz przeciwnie, nawet zaproponowano mi pracę, ale kryzys zmienił Greków. Stali się bardziej nerwowi. Większość z nich dostaje marne pieniądze od państwa, a ci, którzy pracują - czekają, kiedy to się skończy. To, co mnie zadziwia, to to, że wciąż mają nadzieję. Tu, gdzie mieszkam, nie odczuwamy aż tak bardzo całej tej sytuacji. Wydaje mi się, że w większych miastach ludzie bardziej odczuwają pandemię.

Mama Polka na Krecie: dla mnie osobiście czas kryzysu w Grecji to był bardzo trudny okres, dużo się działo w mojej rodzinie… Ja sama, mimo iż mój sen o Krecie powoli stawał się rzeczywistością, przeżywałam czas wzlotów i upadków, skrajnych emocji, od euforii do załamania, od radości do dramatu…

Po moich greckich znajomych widzę, że potwierdza się znane powiedzenie, że co cię nie zabije to cię wzmocni. Wiele się zmieniło, ale podziwiam Greków za ich siłę, za wolę walki, za wytrwałość.

Magda: często powtarzam mojemu mężowi, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo kryzys zmusił wręcz Greków do tego, że trzeba zakasać rękawy i wziąć się do pracy. W szczególności w kraju, który ma tyle możliwości i może podnieść się, by stanąć na nogach.

Przez ostatnie lata zauważyłam też i to, że młodzież (która była bardzo rozpieszczana przez rodziców) również zrozumiała, że nie ma nic za darmo, że jeśli nie zawalczy to nie będzie dobrze, bo „z pustego nawet Salomon nie naleje”. Nie wiem, jak Grecy, ale Kreteńczycy wzięli się ostro do pracy i przestali żyć ponad stan, jak mieli to w zwyczaju.

Karolina: przyjechałam do Grecji pod koniec kryzysowej dekady. Pamiętam tę wakacyjną Grecję sprzed lat i spustoszenie jakie wywołał kryzys. Szczególnie dotknął wtedy młodych ludzi, moich rówieśników, którzy nagle wchodzili na rynek pracy bez jakichkolwiek perspektyw. Jakiś czas temu znajomy Grek, rówieśnik, dostał dobrą i przede wszystkim stabilną pracę. Powiedział mi wtedy: jesteśmy w tym samym wieku, zobacz ile ty już osiągnęłaś, a ja pracuję od 16 lat i pierwszy raz w życiu mam dobrą pracę... Dla Greków, którzy nie wyjechali z kraju to była wtedy norma – robić cokolwiek, byle mieć pracę. To nie jest ta Grecja, którą znamy z turystycznych folderów.

Beata Betaki Kuczborska: część z Was ma dzieci. Dzieci te są w różnym wieku i wszystkie dwujęzyczne: znają i polski, i grecki. Rozumiem, ba, wiem, że ta znajomość polskiego to wielka Wasza zasługa jako matek. Jak wychowujecie te dzieci? W jakim duchu? Polska jest krajem dalekim, w zasadzie wakacyjnym: codzienność dla nich to Grecja. Co robicie, aby i ta Polska była blisko? Jak oceniacie swoje starania? Co robicie, żeby kontakty z polskimi dziadkami były wciąż tak serdeczne i żywe jak są z greckimi, którzy są tuż obok? Wydaje mi się, że to wymaga niesamowitej pracy z Waszej strony. Czy Wasze dzieci lubią przyjeżdżać do Polski?

Oliwka: problem dzieci akurat mnie to nie dotyczy, a może i dotyczy - sama nie wiem. Moim wyborem było, że nie chciałam potomstwa.

Mama Polka na Krecie: bycie mamą to dla mnie najważniejsza i najpiękniejsza, ale i najtrudniejsza rola, jaką mi w życiu powierzono. Macierzyństwo jest dla mnie przygodą, jak i przygodą jest nasze wspólne, dwukulturowe życie z dwujęzycznym dzieckiem. Duże wyzwanie, ciężka praca, ale i ogromna radość, wielka duma i satysfakcja.

Kiedy pobieraliśmy się z mężem, ustaliliśmy od początku pewne ważne dla obojga kwestie, które były niemalże warunkiem udanego, szczęśliwego związku. Jednym z moich było dwujęzyczne wychowanie naszych przyszłych dzieci i życie w rodzinie dwukulturowej. Uważam się za wielką szczęściarę i jestem wdzięczna Najwyższemu, że postawił na mej drodze tak mądrego, wyrozumiałego i wspierającego człowieka, jakim jest mój mąż. Dzięki niemu mogę realizować swoje cele wychowawcze, swój pomysł na macierzyństwo i rozwijać pasje związane z dwujęzycznością u dzieci.

W naszym domu, w naszej rodzinie świetnie sprawdza się zasada obrana od samego początku pojawienia się naszej córki, jeden rodzic - jeden język.

Zosia opanowała w mowie oba języki bardzo płynnie i poprawnie: na poziomie 6-latki zaczęła pisać i czytać.

Szczerze Ci powiem, że nie wyobrażam sobie nie móc rozmawiać ze swoim dzieckiem w ojczystym języku. Mimo, że grecki znam na poziomie zadowalająco dobrym :) to jednak nie jest to dla mnie język zabarwiony emocjami. O wspomnieniach, polskiej rodzinie, dzieciństwie czy moich uczuciach do Zosi nie potrafiłabym mówić w innym niż polski języku.

Cieszę się, że Zosia daje się zarazić moją miłością do Polski, chętnie słucha polskiej muzyki, słuchowisk i bajek, czytamy po polsku, ogląda filmy po polsku i o Polsce, dużo rozmawiamy o zwyczajach, codziennym życiu, historii… Latamy do Polski dość regularnie, moja rodzina też jest u nas średnio raz w roku. Korzystamy z mocy Internetu, aby utrzymać regularny kontakt, uczymy się w polskiej szkole dzięki platformie internetowej, a Zosia rozpoczęła naukę w szkole polskiej w systemie sobotnim.

Oczywiście takie „podwójne” językowo i kulturowo życie wymaga od nas wszystkich dużo pracy, cierpliwości, konsekwencji. Bez wsparcia najbliższych to by się chyba nie udało.

Magda: tak jak wspomniałaś: jest to trudne zadanie, zwłaszcza, że moje dzieci dokoła słyszą język grecki. W szkole, na placu zabaw czy pod domem… Wszędzie, w sklepie też. Ale staram się na ile mogę, aby polski też nie był im obcy. Duża to zasługa i polskiej Babci, która chociaż na chwilę latem stara się nas odwiedzać.

Pewnie się zdziwisz, ale mój mąż zaraził miłością do Polski nasze dzieci. Mąż jest w Polsce zakochany i gdyby mógł – przyjeżdżałby do tej Polski nawet i trzy razy w roku. Także chyba dzięki też i niemu córka uwielbia podróże do Polski, a syn? To się okaże: ma dopiero 2 latka i przez pandemię nie miał jeszcze okazji być w Polsce, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to w 2022 roku będzie ten jego „pierwszy raz” :)

Karolina: nie mam dzieci, ale mam koleżanki Polki, które je mają i dbają o polskie korzenie. Dzieci chodzą w weekendy do polskiej szkoły, uczestniczą z sukcesami w konkursach dla polonijnej młodzieży z całego świata. Podziwiam te wysiłki, zaangażowanie rodziców, nauczycieli i zdolności dzieciaków.

Beata Betaki Kuczborska: czy myślicie, że może kiedy już przejdziecie na emerytury, kiedy dzieci będą wiodły własne życie - możecie przeprowadzić się do Polski? Czy już tak wrosłyście (albo wrośniecie) w grecką rzeczywistość, że byłoby to przesadzanie starych drzew, czego się zasadniczo nie robi? I jak myślicie, co powiedzieliby na propozycję takiej przeprowadzki Wasi mężowie?

Oliwka: czasem zastanawiałam się i myślałam o tym, czy na starość chciałabym wrócić na stare śmieci, ale jestem przekonana, że nie! Tu jest mój dom. Mój mąż nie pojechałby za żadne skarby do Polski. On jest z tych drzew, których się nie przesadza. Co innego wakacje w Polsce, co innego życie w Polsce na stałe.

Mama Polka na Krecie: uważamy się z mężem za obywateli świata, a z pewnością Europy. Nigdy nie wiadomo, gdzie nas rzuci los, jaki scenariusz napisze dla nas życie.

Mój mąż zakochany jest w Krakowie i czasami żartuje, że jak Zosia zdecyduje się na edukację w Polsce, to tylko w Krakowie, żebyśmy mogli się za nią przeprowadzić na jakiś przyjemny stryszek z widokiem na Starówkę. No, ja bym wolała do Wrocławia :)

Nigdy nie mów nigdy.

Magda: ja osobiście nie wyobrażam sobie wyjazdu do Polski, bo to tu poznałam swoje prawdziwe „ja”, to tu zaczęłam żyć w zgodzie z samą sobą, no i to tu znalazłam szczęście i miłość już jako dorosła osoba, która sama podejmuje decyzje. Ale oczywiście okres dzieciństwa, jak i dorastania w Polsce bardzo ciepło wspominam. A mój mąż... Nie wiem, nie mówi „nie”. Może i by się dał przekonać do takiej przeprowadzki, ale do końca nie wiem.

Karolina: nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Po przeprowadzce do Grecji nie zdążyłam się jeszcze zadomowić, a już siedziałam w samolocie do Polski ze względu na chorobę taty. Kolejne podejście kilka miesięcy później odbyło się już w wielkim smutku. Nie warto snuć dalekosiężnych planów, co uświadomiła nam też pandemia. Co do powrotu – odgrażam się, że jeśli jeszcze raz wprowadzą lockdown to pakujemy koty i lecimy do Polski! Sprzeciwu brak, lockdownu na szczęście też.

Beata Betaki Kuczborska: i tak na koniec zapytam: czego Wam życzyć? Czego pragniecie uwzględniając rzeczywistość, w jakiej od kilku lat przyszło Wam żyć?

Oliwka: czego chciałabym, abyś mi życzyła? Przede wszystkim zdrowia. Zdrowia i zdrowia!!! Wszystko inne w tej fazie mojego życia jest na dobrej drodze.

Mama Polka na Krecie: ohm, kochana gdybyś miała magiczną moc i mogłabyś zatrzymać na chwilę czas i sprawić, by wszystko, co się dzieje w naszej rodzinie trwało i się nie zmieniało…

A tak poważnie: zdrowia i pokoju w naszych ojczyznach i na świecie. Ostatnio, będąc w parku z córką poznałam przemiłą rodzinę z Syrii i tata czterech dziewczynek w podobnym wieku do mojej Zosi opowiadał straszne historie o wojnie w swojej ojczyźnie… Bardzo boję się wojny… Tak, pokoju i jak mówią Grecy: για να είμαστε καλά και του χρόνου - obyśmy się dobrze mieli i w przyszłym roku :)

Magda: zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Cała reszta jest w zasięgu naszych możliwości. Zdrowie to najcenniejszy skarb. I szczęście !!!

Karolina: zawsze zdrowia i nigdy więcej lockdownu w wersji greckiej! Z całą resztą damy radę.

Beata Betaki Kuczborska: bardzo, ale to bardzo serdecznie wszystkim Wam razem i każdej z osobna dziękuję za tę rozmowę. Dziękuję za poświęcony czas i przede wszystkim za chęć podzielenia się z nami swoim spojrzeniem na kraj, do którego tak często turyści zmierzają, który na płaszczyźnie turystycznej znany jest szerokiemu gronu, ale jeśli myśleć o życiu codziennym - już znacznie węższemu. Bardzo dziękuję! Z głębi mego serca wszystkiego, co najlepsze dla każdej z Was i Waszych Bliskich.



Ozdobnik graficzny wypatrzony na Festiwalu Kultury Greków Polskich [Warszawa 2012]. Fot. betaki.pl