Luty 2020: Rodos (miasto)

O spacerach po mieście Rodos od jakiegoś czasu marzyłam wręcz już obsesyjnie. Wspominałam przy okazji mojej ubiegłorocznej lutowej podróży do Salonik, że zdaję sobie sprawę ze swojej większej niż kiedyś dojrzałości w postrzeganiu tej mojej Grecji, z innych spojrzeń, które dziś są moim udziałem – i to powoduje, że do miejsc, które uznaję w Grecji za ważne, ważne dla mnie, dla mojej duszy, pragnę powracać.

Tak było i w przypadku Salonik, tak było i w przypadku miasta Rodos, właśnie: miasta , a nie wyspy jako takiej, bo wyspa Rodos nie jest miejscem moim, nie jest wyspą, na którą wracać chcę. Miasto natomiast zakorzeniło się w moim sercu od dawna – marzenia o kolejnym powrocie gdzieś tam się rozwijały.

W mieście Rodos do czasu tegorocznej podróży byłam trzykrotnie, przy czym kiedy spędzałam wakacje na wyspie Rodos, a działo się to aż 21 lat temu – do miasta zaglądałam oczywiście kilkakrotnie.

Po raz ostatni widziałam miasto Rodos w 2005 roku w drodze na wyspę Karpathos: to były piękne dwa dni (przed i po Karpathos) poświęcone temu miastu, w czasie których zasiadłam nawet w teatrze im. Meliny Merkouri, ale działo się to 15 lat temu…

Chciałam zobaczyć miasto Rodos dzisiejszymi oczyma, chłonąć je dzisiejszą, dojrzalszą duszą. Chciałam wreszcie pofotografować zakątki miasta tak, jak czynię to dziś: toż poprzednimi razy (w tym tym ostatnim, w 2005 roku) nawet jeszcze aparatu cyfrowego nie miałam.

Pięknie jest realizować nasze pragnienia, pięknie spełniać marzenia: podobnie jak w przypadku ubiegłorocznych Salonik napisałam o bilecie do Św. Mikołaja – i ten był dla mnie tak dobry, że przyniósł mi ten bilet w prezencie gwiazdkowym: szczęście wielkie!

Ta tygodniowa podróż do miasta Rodos miała być, nie licząc dni podróży, pięcioma pełnymi dniami spędzonymi w uliczkach Starego Miasta, tak, właśnie tam, bo to o tych uliczkach tak bardzo marzyłam.

Znajomi i niektórzy Czytelnicy moje strony kusili: „A Simi może, skoro już tak blisko? A wioska taka czy owaka na wyspie Rodos, gdzie tak pięknie?...”

O nie! Protestowałam stanowczo postanawiając: nigdzie, ale to nigdzie poza miasto Rodos los mnie nie zabierze, a wyjątkiem miało być odwiedzenie na kilka chwil wzgórza Monte Smith, nic ponadto!

Mój lot na Rodos składał się z dwóch części: pierwszy, wspaniały odcinek Warszawa – Ateny przebiegał bez problemów, a że widoczność była niemal doskonała cieszyłam się oglądaniem tej mojej Grecji z góry: ładnie, zawsze ładnie!

Natomiast to, co mi los zgotował w odcinku drugim: Ateny – Rodos to lot nie do zapomnienia! W zasadzie krótko po starcie z podateńskiego lotniska samolot mój zanurzył się w chmurach, których było tak gęsto, że w zasadzie tylko je z lotu pamiętam. I jeszcze strach! Pamiętam również doskonale poszczególne elementy tańców, które wykonywał mój samolot oraz jakieś westchnienia typu : „O Panagija mou”, co spowodowane było ciągłymi w zasadzie turbulencjami, w które wpadaliśmy . Dawno już w takich warunkach nie leciałam samolotem, dawno już – to przyznam – tak się nie bałam: dotarło do mnie jednocześnie, że wyrosłam z czasów, kiedy turbulencje (no ale przecież nie tak silne!) sprawiały mi niezrozumiałą już dziś radość.

Poczułam ulgę, kiedy ten wielki samolot wypełniony do ostatniego miejsca wylądował na rodyjskim lotnisku „Diagoras” w Paradisi. Od lat krytykowane jest to, co szczególnie na pokładach samolotów z grupami Polaków ma miejsce: oklaski dla kapitana po wylądowaniu. Leciałam na obu odcinkach greckimi liniami i po wylądowaniu w Atenach (gdzie Polacy w samolocie przecież byli) – nie słyszałam żadnych oklasków, natomiast po wylądowaniu na wyspie Rodos, gdzie w samolocie nie słyszałam w ogóle polskiego – rozległy się tak sążniste oklaski, że dawno takich nie słyszałam. Myślę, że mogło to być spowodowane tym trudnym dla kapitana lotem i trudnym lądowaniem: nad wyspą Rodos wiało ogromnie i padał deszcz. Brawo Panie Kapitanie!

Luty 2020 Rodos
Marzyłam od lat, by ponownie znaleźć się w mieście Rodos – i marzenie się spełniło

Lotnisko „Diagoras” jest lotniskiem niewielkim: zbliżała się 19-ta i w zasadzie wszystko było pozamykane. Myślę, że w ciągu dnia, kiedy odbywają się loty w większej ilości, wygląda to mniej przygnębiająco. Teraz było tu zwyczajnie smutno.

Na tablicy odlotów widziałam jeszcze tylko jeden samolot, który miał odlecieć tego dnia: nie należy po przylocie liczyć na rodyjskim lotnisku na sklepy czy kafeterie. Pewnie w sezonie wygląda to inaczej, ale w lutym…

Wyszłam przed budynek lotniska i zobaczyłam autobus KTEL: tak, nim zamierzałam udać się do miasta. Poprzedni z tłumem pasażerów już odjechał, ale mnie się nie spieszyło. Bilet sprzedał mi kierowca (2,60e ), po czym zaczął narzekać na pogodę: na zimno, deszcz i wiatry, twierdząc jednak, że ma się coś poprawić.

Na tę podróż nie miałam pogodowo wielkich marzeń poza jednym: nie pragnęłam deszczu. Jeśli musi – niech pada w nocy, ale w dzień…

Przyznam, że tegoroczna pogoda na Rodos mnie zawiodła, choć nie zaskoczyła (mam przecież internet i sprawdzałam prognozy odpowiednio wcześniej). Tak ciepło i bezdeszczowo było rok temu o tej porze w Salonikach (toż to na północy Grecji!), a Rodos… Nad Rodos akurat w czasie mego tygodnia nadeszła zima!

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
W niezwykłych i pełnych tajemnic zakątkach Starego Miasta

Było zimno, cały czas było zimno: miejscowi mówili, że nadeszła prawdziwa zima i marzli ogromnie. Istotnie, przed moim przyjazdem temperatury sięgały nawet 18 stopni i świeciło słońce, na mój tydzień prognozy były raczej zimowe. I tak miałam szczęście, bo deszcz padał tylko następnego dnia po przylocie. Padał falami i to dość silnymi, ale na moje szczęście – krótkotrwałymi, do pół godziny średnio. To mogłam przestać pod daszkiem czy przesiedzieć w kafeterii. Przez cały tydzień było jednak zimno: wiał przenikliwy wiatr, a temperatura poza ostatnim dniem w zasadzie nie przekraczała 10 stopni i to też tylko w ciągu południowych 2-3 godzin. Czapka i szalik oraz zimowa kurtka to było to, w co codziennie zmuszona byłam się ubrać, a przecież miałam i ubrania wiosenne: w północnych Salonikach tylko z takich korzystałam. Nic to: ważne, że poza tym pierwszym (przyjazdowym) oraz drugim dniem świeciło słońce, z resztą sobie doskonale radziłam, choć sztywniały palce u dłoni: nie umiem robić zdjęć w rękawiczkach. To, co działo się z pogodą w tym moim czasie pokazuje anomalia, do których mieszkańcy wyspy nie są przyzwyczajeni: narzekali na zimę ogromnie! Kichali przy tym i kasłali nie mniej niż ja: poleciałam na Rodos mocno przeziębiona, podobnie zresztą jak rok temu do Salonik. Takie to moje zimowe podróże właśnie.

Luty 2020 Rodos
Są takie miejsca (tu: przy murach Starego Miasta), w których nawet kiedy zimno – codzienne życie toczy się od rana zwykłym trybem

Mimo, że zimno, mimo, że deszczowo – od razu po zostawieniu walizki w hotelu wybrałam się nad morze, do portu Mandraki. Miasto wydawało mi się wyludnione: tylko z rzadka ktoś uciekał przed silnym, zimnym wiatrem tą tak bardzo spacerowo popularną wielką ulicą Elefterias. Przywitałam się z jelonkami (Platoni), z widzianą przez wodę twierdzą Agios Nikolaos (nie podchodząc pod nią tego wieczoru): ładnie wyglądała w oświetleniu, ładnie odbijała się w wodzie, a światło znajdującej się w niej latarni morskiej rozprzestrzeniało się co jakiś czas w morskich falach. Spojrzałam na podświetlone wiatraki: wetchnęłam w podziękowaniu do losu. Cieszyłam się, tak bardzo się cieszyłam tym, że tu jestem. Po raz pierwszy w swoim życiu widziałam takie spokojne miasto Rodos – złożyłam to na karb niekorzystnej pogody.

Oczywiście, że i padający następnego (pierwszego mego pełnego) dnia deszcz nie mógł mnie powtrzymać przed wędrówkami uliczkami Starego Miasta – zbyt długo na taką możliwość czekałam. Cóż, parasolka, zimowa kurtka z kapturem, czapka, szalik, rękawiczki – w drogę!

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Rodyjska roślinność to coś, co zimą cieszy oczy ogromnie

Tego deszczowego dnia mury przekroczyłam Bramą Świętego Pawła (Saint Paul/Agios Pavlos) [1], pozostawiając Bramę Wolności (Liberty/ Eleftherias) [2] po prawej stronie, idąc dalej wzdłuż nabrzeża z porcikiem rybackim pełnym kołyszących na wodzie się starych kutrów. Przystanęłam na chwilę przy znajdującej się tutaj Bramie Arsenał (Arsenal/Tarsana) [3] i kolejną Bramą Arnauld (Arnaldo/Arnaldou) [4] weszłam na teren Starego Miasta. Sporo czasu spędziłam pod jakimś daszkiem przy Muzeum Archeologicznym urządzonym w budynku dawnego, XV-wiecznego szpitala: tu dorwała mnie taka ulewa, że nie sposób było gdziekolwiek dalej iść, a do muzeum tego dnia wejść nie chciałam. Dopiero przyjechałam i po tylu latach czekania na dotknięcie Starego Miasta marzyłam o obejrzeniu jego zakątków od razu tego pierwszego dnia, tak w ramach rozeznania i przywitania się z tyloma zakątkami, z iloma tylko dam radę. Stojąc pod daszkiem głęboko współczułam pewnej pani, która przy Bramie Arnauld miała nadzieję sprzedać dzikie narcyzy, których w wiadrze z wodą miała całkiem sporo. Było zimno, a ona stała w tej bramie, osłonięta choć trochę od wiatru, pochylona nad kubełkiem z nadzieją, że może ktoś… Nadzieję mieć mogła, bo kilka czy więcej osób się tu pojawiło: tu, gdzie przeczekiwałam ulewę, na Platija Mousiou (Mousseiou), w sąsiedztwie budynku Panagia tou Kastrou, dostrzegłam czynny bank, do którego zmierzali klienci. Nikt z nich jednak nie był zainteresowany narcyzami.

Luty 2020 Rodos
W ten zimny, deszczowy dzień nikt nie był zainteresowany narcyzami, a mnie przypomniała się baśń „Dziewczynka z zapałkami”

Kiedy deszcz przestał padać – wyszłam spod mojego daszku i stanęłam na tej słynnej ulicy Rycerskiej (Ippoton): to tuż obok. Oniemiałam! Nigdy tak pustej tej ulicy nie widziałam i to nawet na fotografii: nie było tu absolutnie nikogo i tak naprawdę taki stan widziałam codziennie, ba, czasem 2-3 razy dziennie, kiedy tylko zjawiałam się na tej ulicy.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Ulica Rycerska widziana w różnych dniach i w różnych porach dnia. Czasem wprost czekałam, aby mi się ktoś w obiektywie pokazał dla ożywienia zdjęcia, ale o tej porze roku było to na Starym Mieście bardzo trudne. Nawet na ulicy Rycerskiej.

Przeszłam tego dnia całą ulicę Rycerską nie zagłębiając się specjalnie w szczegóły. Mijając Pałac Wielkich Mistrzów doszłam do kolorowego meczetu Sulejmana – i tu doznałam szoku, kompletnego szoku!

Na Starym Mieście wydawałam się być sama!

Czułam się dość dziwnie, przyznam szczerze. Przeszłam kilkanaście metrów i spojrzałam w ciągnącą się w dół główną ulicę Starego Miasta: to ulica Sokratous, która w sezonie zamienia się w jeden, wielki bazar, bo po obu jej stronach ulokowały się w niezliczonej ilości sklepy i sklepiki…

Doznałam kolejnego szoku! Wszystko to było starannie zamknięte!!!

Stare Miasto wyglądało jak ogarnięte jakąś zarazą! Tego dnia winną za ten stan rzeczy uznałam pogodę, ale nie, nie: taka sytuacja miała miejsce i w dniach kolejnych, kiedy świeciło słońce.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Lutowa ulica Sokratous, która w sezonie zamienia się w bazar

Nie wiedziałam, przyznaję: nie wiedziałam, że miasto Rodos jest miastem sezonowym. Wydawało mi się, że wyspa – tak, ale miasto? Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale przed przyjazdem porównywałam je do Aten, do Salonik… To, co widziałam w części Starego Miasta przypominało miasto wymarłe: najwyraźniej ta część miasta Rodos została oddana w całości turystyce.

Wysyłałam zdjęcia na fanpage’a mojej strony: Czytelnicy łapali się za głowy. Rzadko kto widuje taki obraz Starego Miasta w Rodos jaki widziałam teraz ja.

Luty 2020 Rodos
Ulica Rycerska w moim wymarzonym ujęciu: myślę, że w sezonie w żaden sposób nie można by wykonać takiego zdjęcia.

Po pierwszym dniu szok mi minął i przyzwyczaiłam się do tego, że jestem tu, poza mieszkańcami, których w ciągu dnia nie widać, w zasadzie jedyna. W niedzielę tylko pojawiło się może kilka osób przechadzających się ulicą Sokratous i przystających dla rodzinnych fotografii przy fontannie na Platija Ipokratous oblepionej w sezonie dziesiątkami turystów.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Na Platija Ipokratous wczesnym wieczorem: fontanna i schody Pałacu Kastelania. O każdej porze dnia tak tu bezludnie

Cóż, wolę w czasie spacerów spotykać jednak czasami ludzi (nie mówię tu o tłumach jak w sezonie, o nie: tych wcale przecież nie pragnę!), lubię siąść w kafeterii i popijając kawę przyglądać się życiu miasta, a choćby i w tym turystycznym obrazie. Niestety, tym razem nie było to możliwe. Na Starym Mieście nie była otwarta ani jedna kafeteria, nie było zatem możliwe wypicie tu kawy w ciągu dnia – i to jest niewątpliwie minusem lutowej podróży do miasta Rodos, jeśli myśli się o Starym Mieście.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Platija Argyrokastrou ze starą fontanną, która kiedyś pełniła funkcję chrzcielnicy

Poranną kawę popijałam zazwyczaj w rejonie mojego hotelu, a mieszkałam blisko plaży Elli, w pobliżu meczetu Murada Reisa, przy którym znajduje się stary cmentarz muzułmański. I meczet, i wejście na cmentarz były jednak wciąż zamknięte, ale moim szczęściem usytuowane to tak, że przez ogrodzenie widoczny jest całkiem spory teren.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Meczet Murada Reisa oraz przylegający do niego cmentarz

Miejscowi, szczególnie w niedzielne przedpołudnie, okupowali tu kafeterię „Elli” (ładny widok z niektórych stolików na twierdzę Agios Nikolaos) i już wiedziałam, że jeśli chcemy spotkać w lutym miejscowych – należy udać się właśnie tutaj. Innym miejscem (z tak zwanym widokiem) na nabrzeżu, gdzie tłumnie chadzają na kawę w lutym miejscowi jest dwupoziomowa kafeteria „Aktaion”: na dole spotkamy głównie starszych panów, na górze młodzież (no, taką do średnio 30-tki). Ten dół skojarzył mi się trochę z ateńskim dawnym NEON-em (dziś Veneti) przy Platija Omonia. W tej kafeterii, spoglądając na zabytkowe wiatraki, można również zjeść doskonałe ciastka (świetny wybór), ale i jakieś drobne dania.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Od lewej: widok z kafeterii „Elli” , dalej: „Aktaion” oraz „Kontiki” urządzonej na pokładzie statku

W mieście działają przeróżne kafeterie: rejon takich ulic jak Diakou, Amerikas, 25 Martiou i dalej w kierunku północnym aż do ulicy Mandilara - nazwałam wprost zagłębiem sklepowo-kawiarnianym. Tutaj o widok trudno, ale nad samą wodą, w porcie Mandraki, kafeterie znajdziemy również. Tu chadzałam na kawę do kafeterii „Kontiki” urządzoną na statku z ładnym widokiem na twierdzę Agios Nikolaos i wiatraki, ale i część miasta po drugiej stronie wody, jak też (z mniej ładnym widokiem) do tej przy Yacht Club-ie.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Tablice z nazwami ulic w części nowej miasta Rodos: podobały mi się!

Stare Miasto w ciągu dnia, niestety, kawy mi nie proponowało nigdzie: z małym smutkiem patrzyłam na szyldy, z których wynikało, że kafeterii i barów na Starym Mieście nie brakuje, ale wszystko to żyje dopiero w sezonie. Nieliczne otwarte kafeterie można było znaleźć w godzinach wieczornych, w tym na Platija Dorieos, przy czym miłą niespodzianką dla mnie było otwarcie kafeterii „The Walk Inn” również w niedzielne południe: brawo!!! To bardzo klimatyczne miejsce i choć było zimno - z przyjemnością wypiłam kawę eliniko siadając przy stoliku na zewnątrz. Podobna sytuacja miała zresztą na Startym Mieście miejsce i w przypadku tawern: tylko jedna otwarta była od godzin popołudniowych i tu chadzałam na wczesną kolację: to „Hatzikeli” [gr.: Χατζηκέλη] przy Bramie Marii Dziewicy (Saint Virgin/Panagia) [5] (ul. Solomou Alchadef 9), wieczorem otwierała się jeszcze bodaj tylko jedna. Ta tawerna, w której jadałam, to tak naprawdę tawerna rybna (psarotawerna): lubiłam tu przychodzić również i dla atmosfery.

Luty 2020 Rodos
W psarotawernie „Hatzikeli”

Zajmowałam stolik przy dużym kominku: ogień dawał przyjemne ciepło, ale i dokładał się do atmosfery tego miejsca. Bardzo odpowiadała mi tu muzyka, ryby i inne dania smakowały wybornie, obsługą byłam zachwycona. Że chwalę? Że reklamuję? Należy im się, to prawda! Przychodziła tu garstka Greków: rozmawialiśmy, śmialiśmy się… Nie zostawałam do późnych godzin: starałam się wychodzić ze Starego Miasta najpóźniej o 19-tej. O tej godzinie Stare Miasto tonęło już w ciemnościach, a w tych wyludnionych uliczkach, którymi musiałam przejść czułam się trochę nieswojo. Podobnie nieswojo czułam się o zmierzchu idąc wzdłuż porciku rybackiego prowadzącego do Bramy Świętego Pawła (to ulica Akti Sachtouri): tu kręcili się jacyś mężczyźni niebędący Grekami rozprawiając przez telefony komórkowe - i trochę się bałam.

Na Starym Mieście mieszkają ludzie: zza wielu drzwi, kiedy tak w ciszy spacerowałam, czasami dochodziły do moich uszu rozmowy mieszkańców albo płacz dziecka. Któregoś dnia roznoszono rachunki za telefon: ilość kopert zatknięta za klamki czy zasuwy pokazała, jak wiele osób tu mieszka. Ale miejscowi w ciągu dnia albo pracują albo siedzą w domach – nie spacerują po Starym Mieście, po którego zaułkach wałęsa się znacznie więcej kotów niż ludzi. Bywały i takie dnie, że w niektórych sklepikach na ulicy Sokratous pojawiali się robotnicy: tak, po zimie z pewnością trzeba sklepiki przygotować do sezonu, kiedy na Stare Miasto zaczną przychodzić tysiące ludzi i tak codziennie przecież, aż do jesieni. Przyznam, że ta tętniąca bazarowym życiem w sezonie a dziś zupełnie wymarła ulica Sokratous jest dla mnie ulicą najmniej mnie interesującą i przechodziłam nią tylko wówczas, kiedy musiałam gdzieś dojść a nie było przejścia bocznymi od niej, urokliwymi, malutkimi, zapomnianymi przez ludzi uliczkami.

Czy miałam plan na tę podróż?

Tak, może nie tyle plan ile jakieś założenia. Celem moich wędrówek po Starym Mieście miały być dwa rejony: dawna dzielnica turecka (ta przede wszystkim) oraz dawna dzielnica żydowska. Chciałam obejrzeć meczety, o których wiedziałam, że sporo ich tu pozostało, choć nie ukrywam, nauczona już doświadczeniem - nie liczyłam na zajrzenie do środka któregokolwiek z nich. Chciałam również powyszukiwać malutkie, stareńkie kościółki, które z nazw i mniej więcej lokalizacji miałam wynotowane: dużo ich znajduje się w obrębie Starego Miasta! Takie miałam założenia i ich się trzymałam: rzadko kiedy chadzałam innymi zaułkami aniżeli w tych rejonach właśnie, choć dwukrotnie obeszłam całe Stare Miasto po zewnętrznej stronie murów. To z kolei uczyniłam dla dokładnego, dogłębnego poznania wszystkich bram.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Przemierzane przeze mnie kilkakrotnie uliczki Starego Miasta w przeważającej części dawnej dzielnicy tureckiej. Choć nie zachowało się wiele domów z charakterystycznymi dla zabudowy tureckiej balkonami wysuniętymi poza obrys budynku – bodaj kilkanaście takich jeszcze wynalazłam (tu jeden z nich)

Obejrzenie wszystkich bram prowadzących do Starego Miasta postawiłam sobie również za cel, a to dlatego, że w internecie i źródłach papierowych nie ma absolutnie jednolitości co do ilości tychże bram. Część źródeł mówi o dziewięciu, część o jedenastu, część jeszcze inaczej, a co mogę powiedzieć ja?

Powiem szczerze: mimo dwukrotnego celowego (bo dokonanego pod kątem bram) obejścia murów po zewnętrznej stronie – nie wiem ile jest bram! Może inaczej: nie umiem na pytanie o ich ilość odpowiedzieć jednym słowem.

Do pewnego momentu wiedziałam, ale potem, niestety, zgubiłam się w tym liczeniu. Na mapach oznaczenia są, to prawda, każda brama jest na dodatek opisana: wiszą tutaj tablice. Przyznać zresztą muszę, że pod względem oznaczeń Stare Miasto w Rodos będę wychwalać pod niebiosa (może bardziej władze, które to uczyniły): od czasu do czasu spotkać tu możemy tablicę z mapą, z której wiemy gdzie jesteśmy i co znajduje się obok. Świetny pomysł: brawo dla władz miasta Rodos!!!

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Bramy prowadzące do Starego Miasta. Tu od lewej: Brama Św. Pawła oraz Św. Jana

Co więc z tymi bramami…

No właśnie! Miałam bardzo dużo czasu na spenetrowanie i to kilkakrotne Starego Miasta: toż pięć pełnych dni codziennej wędrówki przeznaczonej tylko na jego uliczki (gdzie nie ma możliwości siądnięcia, o czym wspomniałam, w ciągu dnia na kawę czy lunch - to doprawy bardzo dużo czasu. Szukałam tych bram i jednej wciąż znaleźć nie mogłam!

- Jak można nie znaleźć bramy? – pytałam samą siebie mając zresztą mapy ze sobą.

Ręce mi opadały aż do dnia, kiedy z niejakim Stratosem – taksówkarzem wybrałam się na Wzgórze Monte Smith (świątynia w rusztowaniach, czym się rozczarowałam). Wybrałam się tam w niedzielny poranek, bo wiedziałam, że teren nieco odludny i liczyłam na choć garstkę ludzi gdzieś przy mnie, ale niestety… Byłam tam kompletnie sama, a taksówkarz miał obowiązek czekać na mnie przy drodze (tu bałabym się bezpańskich psów, stąd wolałam być z kimś).

- Dokąd chcesz teraz jechać? – zapytał Stratos kiedy po obejrzeniu, co obejrzeć tu miałam i po pozachwycaniu się piękną kwiecistą łąką wróciłam do taksówki.

- Zwieź mnie na dół, na Stare Miasto.

- A do której bramy? – dopytywał.

- Agia Katerini [Saint Catherine/Świętej Katarzyny] – powiedziałam, bo była to jedyna brama, której za nic znaleźć nie mogłam.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy zatrzymał mi się przy Bramie Morskiej (Marina Gate/Talassini) [6] ...

- Czy to jest brama Agia Katerini? – pytałam zdumiona.

- Tak, ona ma trzy nazwy: główną czyli Talassini, potem Colona i Agia Katerini.

Cóż, uwierzyłam: to w końcu ktoś miejscowy, w wieku więcej niż średnim… Przyznam natomiast uczciwie, że patrząc na mapy nie jestem przekonana czy Stratos – taksówkarz miał rację. Z wielu map wynika, że Brama Świętej Katarzyny znajduje się blisko kościółka Agios Panteleimon(as) , który oczywiście niejednokrotnie widziałam, a to zupełnie inne miejsce niż okolice Bramy Morskiej.

Luty 2020 Rodos
Kościółek Agios Panteleimon(as) na Platija Pisidorou

Odpowiadając zatem na pytanie, przez ile bram można przejść wchodząc na rodyjskie Stare Miasto – odpowiem, że nie wiem mimo, iż dopiero stamtąd wróciłam. Pamiętajmy, że nie można opierać się tylko na mapach myśląc o bramach. Warto wiedzieć, że Brama Świętego Jerzego (Saint George/Agios Georgios) [7] została przebudowana na fort i wejście przez nią na Stare Miasto nie jest możliwe (nie wiem czy kiedykolwiek otwierane są te wielkie wrota). Warto również wiedzieć, że większość bram to bramy z XIV i XV wieku, ale są i bramy z XX wieku: do nich należy Brama Wolności, która mimo stosunkowo młodego wieku dobrze komponuje się z otoczeniem.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Bramy prowadzące do Starego Miasta.
Od lewej: Brama św. Antoniego, Brama Morska (tu wieczorem) i Brama D’Ambroise

Zastanawiałam się, którą z bram prowadzących do Starego Miasta lubię najbardziej, która najbardziej mi się spodobała. Wybrałam początkowo dwie: Świętego Pawła oraz Morską, która, jeśli spojrzeć nań od strony morza robi ogromne wrażenie, ale ostatecznie „moją” bramą została Brama Świętego Pawła: interesująca dla oczu stwarza możliwość siądnięcia na ławeczce, by słuchając szumu morza, albo, w zależności od siły wiatru, rozbryzgujących się z wielką siłą morskich fal – zanurzyć się we własnym świecie naszych rodyjskich doznań. Co ciekawe, akurat te dwie bramy doznały znacznych uszczerbków w latach II wojny światowej: Brama Świętego Pawła wzniesiona w XV wieku dla ułatwienia dostępu do morza została zniszczona prawie całkowicie, a Brama Morska, stanowiąca główne wejście do miasta z portu, zniszczona została w części wieży. Wszystko to odbudowane zostało w początkach lat 50-tych XX wieku.

Luty 2020 Rodos
Z potężną Bramą D’Ambroise w tle

Za najpotężniejszą uznałam Bramę D’Ambroise [8] i pewnie taką najpotężniejszą jest nie tylko w moim wyobrażeniu: przekraczałam ją kilkakrotnie i z uwagi na jej głębokość, załamania oraz świadomość, że jestem tu zupełnie sama – nawet trochę się tu bałam.

Za w zasadzie żadną dla moich odczuć uznałam Bramę Akandia (Acandia/Akantias) [9], podobnie zresztą jak Bramę Marii Dziewicy (Virgin Mary’s/Panagia), znacznie ciekawsze wydały mi się: Brama Świętego Antoniego (Saint Antonios/Agios Antonios) [10] oraz Brama Świętego Atanazego (Saint Athanasios/Agios Atanasios) [11], za ciekawą zaś i wartą naszej uwagi (jako moja na miejscu trzecim) – uznałam Bramę Świętego Jana (Saint John/Agios Ioannis) [12] mimo, że nie dane było mi obejrzenie tutejszego kościółka Agios Ioannis z XV wieku.

Luty 2020 Rodos
Wejście do Bramy Św. Jana

Badając temat bram należy pamiętać również i o tym, że niektóre mają zupełnie inne, rzadziej używane nazwy. Tak dzieje się w przypadku Bramy Świętego Atanazego, o której mówi się również Brama Świętego Franciszka, a to od patrona sąsiadującego z bramą kościoła. Interesująca jest również geneza nazywania Bramy Świętego Jana: „Koskinou” albo „Czerwone wrota”. Legenda mówi, że w czasie XVI-wiecznego oblężenia przed bramą znajdowało się taki wiele ciał zabitych osób, że kamienie pomalowane zostały na kolor czerwony.

Przechodząc przez bramy warto przyglądać się murom, bo często znajdziemy tu jakieś herby, elementy ozdobne, wreszcie warto przystawać przy mocno zniszczonych, to prawda, ale dla mnie pięknych starych, drewnianych wrotach. W ogóle spacerując po Starym Mieście warto unosić głowę nieco wyżej, bo pięknych elementów dekoracyjnych można tu wiele wypatrzeć.

Luty 2020 Rodos
Wystarczy tylko unieść głowę…

To, co mnie rozczarowało na Starym Mieście to pozamykane malutkie kościółki, które chciałam pozwiedzać, ale dane było mi obejrzenie ich w większości jedynie z zewnątrz, czym też ogromnie się cieszę, bo znalezienie niektórych wcale nie było proste. Jest ich tutaj bardzo dużo: te stareńkie cudeńka aż prosiły się o dotknięcie, o zajrzenie do środka, ale niestety: rzadko kiedy było to możliwe.

- Zamknięty jest zawsze – tak tłumaczył mi mieszkaniec sąsiedniego budynku, do którego jak doklejony przylega kościółek Agios Nikolaos z XV wieku (w mieście Rodos, w tym i na Starym Mieście, nazwy kościółków potrafią się powtarzać).

Zamknięte były również i takie, które miały tabliczkę z godzinami otwarcia: nawet w tych godzinach, niestety… Niektórych kościółków musiałam dość długo szukać i dobrze, że wiedziałam o tym, gdzie mniej więcej to czynić: czasem są tak zniszczone, że nie przypominają kościółka, czasem tak usytuowane i obudowane budynkami, że nie mamy świadomości, iż właśnie mijamy kościółek – szczęściem, jeśli dostrzeżemy krążąc po raz piąty w prawie desperacji tabliczkę (jeśli się taka zdarzy). Z zewnątrz obejrzałam jednak wszystkie kościółki z listy, którą sobie przed wyjazdem ułożyłam: długa, zapewniam, ale jeśli chodzi o wnętrza – sukcesy osiągnęłam raczej mizerne.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Stareńkie kościółki, niestety w większości pozamykane.
Górny rząd (od lewej): Agios Georgios, Agia Marina, Agia Triada,
kolejny rząd (od lewej): Agios Athanasios, Agia Katerina, Agia Paraskewi,
kolejny (od lewej): Agia Kyriaki, Agia Triada, Agios Archangelos Michail
dolny rząd (od lewej): Agios Nikolaos, Agios Spirydon, Agio Ioannis (Prodromos).

Dość szybko znalazłam uliczkę na Starym Mieście, którą uznałam za swoją ulubioną: to uliczka Agios Fanourios, którą przechodziłam, w tym i celowo, i przypadkiem, niezliczoną ilość razy. Uliczka Omirou również mocno grała na strunach mojej duszy. Tak, chyba właśnie te dwie stały się moimi ulubionymi, choć w zachwyt wpadałam w miejscach wielu, jak to ja: wielbiciel takiej właśnie jak na terenie dawnej dzielnicy tureckiej zabudowy. Słabo jej zakątki pamiętałam i stąd właśnie te wielkie marzenia o przybyciu do miasta Rodos. Z absolutną lubością i niespiesznie, zatrzymując się co 2-3 metry, kroczyłam tymi wąskimi na wyciągnięcie obu rąk a czasem i jednej uliczkami wyłożonymi otoczakami (chochlaki), spoglądając na kamieniczki tak blisko siebie usytuowane i połączone kamiennymi łukami dla wzmocnienia przed skutkami trzęsień ziemi. Czasami łuków tych można dostrzec tak wiele, iż ma się wrażenie przechodzenia pod bramą.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Uliczki Starego Miasta w dawnej dzielnicy tureckiej

Przy uliczce Agios Fanourios można obejrzeć kościółek nazwany imieniem tego świętego. To jeden z nielicznych kościółków, który jest otwierany tak, jak miła i kompetentna pani w informacji turystycznej w centrum miasta – informuje. Kościółek ten powstał w XIII wieku (choć imię Agios Fanourios przybrał dopiero po II wojnie św.), a ja przed przyjazdem naczytałam się o pięknych freskach. I oczywiście udałam się do kościółka od razu pierwszego dnia po przyjeździe. Doznałam wielkiego rozczarowania: kościółek był zamknięty (to się zdarza i to często), ale to co zobaczyłam z zewnątrz było zwyczajnie nieładne i w żaden sposób nie przypominało XIII-wiecznej budowli. Ogromne rozczarowanie! Kiedy zaglądałam do informacji turystycznej w centrum wypytywałam tam o kilka frapujących mnie kwestii, w tym i o to, w jakich godzinach kościółek Agios Fanourios jest otwarty i czemu jest taki zwyczajnie brzydki. Pani się wcale nie oburzyła na słowo „brzydki” przyznając, że i dla mieszkańców Rodos jest z zewnątrz takim. I co się okazało: chyba bym się tego nie domyśliła! Z zewnątrz kościółka z XIII wieku w ogóle nie widać, albowiem jest tak malutki, że czas jakiś temu postanowiono dobudować przed nim inne pomieszczenie służące do modlitwy, niejako powiększając kościółek z XIII wieku nie naruszając jednak niczego z jego konstrukcji. I to, co widzimy zza bramy to właśnie ta nieładna, metalowa jakaś, dobudowana współczesna część. Niewielki fragment starego kościółka z zarysowaną na czerwono kopułką można zobaczyć od strony Platija Dorieos. Kiedy stawiłam się ponownie w oznaczonej tym razem porze - kościółek Agios Fanourios był otwarty [w części z XIII wieku nie wolno robić zdjęć z użyciem flesza – objaśnia o tym pani pilnująca]. To, co zobaczyłam, mimo, że tam ciemnawo, to cudeńko, perełka po prostu: przepiękne miejsce! Stawiłam się tu jeszcze i kolejny raz , bo odkryłam, że rano, szczególnie w dzień słoneczny, wnętrze, w tym freski, widać znacznie lepiej aniżeli popołudniem.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
W kościółku Agios Fanourios z XIII wieku

Agios Fanourios jest w Grecji tym, kim w kościele katolickim Święty Antoni. Jedna z wersji mówi, że pochodził z wyspy Rodos. Kult jego następnie dotarł na Kretę i w dalsze zakątki kraju. Wierni w podziękowaniach (ale czasem i od razu z prośbami) wypiekają specjalne ciasto: nazywa się fanouropita. I pani pilnująca kościółka Agios Fanourios wskazała na koszyk stojący w rogu: pełen był pozawijanych w folię kulek.

- Fanouropita – orzekła prosząc, abym sobie wzięła.

Była pyszna!

Luty 2020 Rodos
Moja fanouropita

W kościółku Agios Fanourios zapaliłam swoją kolejną w Grecji świeczkę: od 1999 roku takie świeczki w niektórych, szczególnych dla mnie miejscach, zapalam. To dla mnie czasami bardzo ważne.


Rodyjskie Stare Miasto w części dawnej dzielnicy tureckiej to istny labirynt uliczek, chodników oraz bram. Jest coś niezwykle urokliwego w tym obszarze, po którym niezliczoną ilość razy wędrowałam jak zaczarowana, popychana jakąś nadludzką siłą. Tak, tu trzeba zapomnieć o zegarku i o patrzeniu na upływ czasu. Tu, spacerując wybraną uliczką warto skręcić w lewo, bo ciekawość popycha z pytaniem: dokąd to ona prowadzi, bo tu trzeba skręcić w prawo, bo może tam… Jest czymś niesamowitym taka wędrówka i to nawet wówczas, kiedy nagle skonstatujemy: tu już byłam! Takie olśnienia czasem będą dla nas mocno zaskakujące!

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Uliczki Starego Miasta w dawnej dzielnicy tureckiej

Niejednokrotnie krążąc tymi zaułkami – przestraszyłam się, do czego się przyznaję, bo nagle mi ktoś wyszedł zza zakrętu wpadając prosto na mnie. Albo tę niespotykaną z pewnością w sezonie ciszę nagle złamał szczęk zamka przy drzwiach, obok których przechodziłam… Tak, w niektórych zaułkach czułam się średnio pewnie: nawet myślałam o tym, że nie umiałabym stąd uciec, bo… dokąd, skoro niektóre uliczki prowadzą do ściany? Tak właśnie, jakoś niepewnie, czułam się tu pierwszego dnia, ale potem już się z tą szczególną atmosferą tego terenu (podobnie zresztą i w terenie dawnej dzielnicy żydowskiej) nieco oswoiłam. Ciekawa jestem, ogromnie jestem ciekawa jak te zaułki wyglądają w sezonie: czy te rzesze turystów chadzają tylko ulicą Sokratous, która, wspominałam, zamienia się w sezonie w jeden wielki bazar, no, ewentualnie ulicą Ermou, która przybierze podobny charakter… Albo ulicą Rycerską, chyba najbardziej na Starym Mieście znaną, która teraz, w lutym, była zupełnie pusta, a przecież przechodziłam nią wielokrotnie… Czy odwiedzają tylko olbrzymi Pałac Wielkich Mistrzów, no, może również ciekawie urządzone Muzeum Archeologiczne (można robić zdjęcia za wyjątkiem eksponatów, przy których widnieje wyraźny zakaz: te są nieliczne w porównaniu do całości zbiorów)… Czy też zapuszczają się w te właśnie ułożone najczęściej z otoczaków uliczki, po których z wprost uwielbieniem wędrowałam teraz ja…

Luty 2020 Rodos
Stojąc na jednej z uliczek dawnej dzielnicy tureckiej

Na Starym Mieście znajdziemy kilka meczetów: część z nich odnaleźć prosto, ot, jak choćby meczet Sulejmana (warto spojrzeć na sąsiadującą z nim bibliotekę muzułmańską, założoną w XVIII wieku), ale niektóre są poukrywane (tu meczet Syntrivan) i nie tak łatwo je dojrzeć, albo jakoś nie przypominają meczetu i mimo, że przechodzimy obok kilkakrotnie – nie mamy świadomości, że to takie miejsce: tak zdarzyło mi się w przypadku meczetu Mehmet Aga [Temenos Mehmet Aga], który tak naprawdę widoczny jest przecież jak na dłoni.

Niektóre z meczetów usytuowane są na ciekawych placach, co zdarza się w przypadku meczetu Mustafa Paszy na Platija Arionos (dawniej centrum dzielnicy tureckiej), przy którym możemy obejrzeć również łaźnie (Yeni Hammam). Mnie jednak najbardziej ujęło usytuowanie meczetu Recepa Paszy znajdującego się na Platija Dorieos z pięknymi, potężnymi drzewami. Starałam się wyobrazić sobie jak pięknie plac ten musi wyglądać wiosną a może w sezonie dopiero: widać tu kilka knajpek i kafeterii, które z pewnością ożywają w porze letniej, dzięki czemu oświetlony wieczorem Platija Dorieos ze swymi magicznymi drzewami wygląda jak z bajki. Tak mi podpowiada wyobraźnia.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Na Platija Dorieos

Niewątpliwym plusem lutowych spacerów po zupełnie wyludnionym rodyjskim Starym Mieście jest to, że wszystko można dokładnie obejrzeć, że spokojnie i niespiesznie można pobawić się w robienie zdjęcia, bo nie czuć nikogo na plecach, kto czeka w kolejce do danego miejsca, bo nikt nie wchodzi w obiektyw i nie przeszkadza. Plusem jest również i to, że ci z miejscowych, którzy pracują na Starym Mieście, nie są tymi masami ludzi zmęczeni, a tym samymi bardziej wyrozumiali do takich samotników i odludków, jak ja, którzy chcieliby zajrzeć do tych pięknych niejednokrotnie pomieszczeń stanowiących dawne oberże przy ulicy Rycerskiej (a dziś oczywiście niedostępne do zwiedzania miejsca pracy pracowników głównie greckich ministerstw). Na niektórych ścianach wiszą zresztą prośby o niewchodzenie czy niezakłócanie spokoju, ale to bardziej na wypadek sezonu a nie teraz, kiedy byłam chyba jedyną turystką na Starym Mieście wprost zapraszaną do niektórych wcale nie przeznaczonych do zwiedzania miejsc. Tak, zdecydowanie przyjemnie odkrywa się uroki Starego Miasta w lutym, gdzie spokój może zostać zakłócony tylko wówczas kiedy zdarzy nam się spotkać wędrującą ulicą Rycerską do Pałacu Wielkich Mistrzów szkolną wycieczkę. Taka klasa to więcej osób, niż wszyscy inni spotkani tego dnia na Starym Mieście przez cały dzień!

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
W bibliotece publicznej w pobliżu Platija Ipokratous

Kolejnym, takim zrozumiałym raczej, minusem moich lutowych spacerów po uliczkach Starego Miasta było i to, że znajdująca się tuż przy meczecie Sulejmana wieża zegarowa wzniesiona w połowie XIX wieku (zwana Roloi) była zamknięta (jest czynna tylko w sezonie), a ja przed podróżą naczytałam się o przepięknych widokach, jakie można ujrzeć, kiedy wdrapać się na jej szczyt. Innym, już nie tak zrozumiałym minusem jest, że nie wszystko było otwarte w godzinach, w których otwarte być powinno. Wspomniałam o malutkich kościółkach, ale to nie tylko te przypadki: w części czasu, kiedy winna być otwarta - zamykana była także informacja turystyczna przy ulicy Rycerskiej (na dole), jak też (i tego mi żal, bo pozostawiłam to na ostatni dzień mimo, że tyle razy przechodziłam obok) budynek Panagia tou Kastrou. O niedogodnościach typu niemożność kupienia pocztówki (choć w końcu mi się udało!) już nie wspominam, bo to akurat nie jest aż takie istotne, natomiast na myśl o zamkniętym budynku Panagia tou Kastrou jest mi zwyczajnie przykro.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Wieża zegarowa zwana Roloi

Miasto Rodos wydaje się być całkiem sporym miastem i aż dziwi ta sezonowość, ale nie, nie: miasto żyje i to całkiem żwawo poza terenem Starego Miasta (to zawsze) i nabrzeżem w szpetny pogodowo wieczór. Taksówek w kolorze granatowo-czarnym ogromna tu ilość. Stoją w na pierwszy rzut oka nieładzie na Platija Rimini przy Ogrodach Miejskich od strony Bramy Świętego Pawła oraz Bramy Wolności i wyczekują na klienta. Kierowcy jednak bardzo dobrze znają swoje miejsce w kolejce. W kilku miejscach widziałam tablice z wypisanymi a ustalonymi chyba odgórnie cenami kursów taksówek do popularnych na wyspie Rodos miejsc typu (tylko przykładowo napiszę): Lindos, Faliraki czy Kameiros. Myślę, że to szalenie istotne informacje na czas, kiedy już rzesze turystów zaczną nawiedzać wyspę Rodos.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Na Platija Mousiou (Mousseiou)

To, co mnie zaskoczyło to teren Nowej Agory (Nea Agora): zupełnie prawie nie funkcjonuje, a zaglądałam tam o różnych porach dnia, a i pod wieczór również. Kiedyś, kiedyś jadłam tu suflaki i pamiętałam, że teren ten handlowo miał się całkiem dobrze, bo dużo tutaj sklepików, w tym i z biżuterią. Dziś poza kilkoma sklepikami wszystko zamknięte jest na głucho i przy tym dość smutnym obrazie odmienność znajdującej się na środku budowli (tu urządzono szalet miejski) aż uderza. W jednym czy dwóch pomieszczeniach trwały roboty remontowe – bardzo możliwe, że w sezonie teren Nea Agora ożyje. To, co ma się tutaj dobrze, to skromnie urządzone kafenijo: starszych wiekiem klientów (choć i kilku młodych panów widziałam) nie brakuje, ale z uwagi na niektórych osobników lepiej uważać tu z robieniem zdjęć. Widziałam również, że wciąż ktoś podchodził do periptero otwartego długo, długo wieczorem (a może całą noc – tego nie wiem, nie sprawdzałam), a znajdującego się w sąsiedztwie kafenijo, w bramie od strony nabrzeża. Dokładnie z drugiej strony (od zewnątrz) funkcjonuje niewielki bar z suflakami: widywałam tu sporo klientów, choć częściej kupowano jedzenie na wynos.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Teren Nea Agora: przeraźliwie smutno tutaj w lutym

Mimo, że celem mojej podróży było oczywiście Stare Miasto w Rodos, starałam się również choć trochę zobaczyć jak funkcjonuje współczesne miasto Rodos w swej codzienności, stąd o poranku, wędrując na teren Starego Miasta, ale również i wieczorami, chadzałam tam, gdzie mnóstwo sklepów przeróżnych marek, które znajdujemy w całej Europie, w tym również i w Polsce. Tu, w rejonie takich ulic jak Diakou, Amerikas, 25 Martiou i wyżej na północ, do ulicy Mandilara (wspominałam), znajduje się wiele tawern i kafeterii, w których przesiadują miejscowi. Spacerowałam tu szczególnie wieczorami, bo życie tętniło, a po tonących w ciemności uliczkach Starego Miasta, o czym również wspomniałam, po zmroku chadzać się bałam. W tej współczesnej części miasta odkryłam ładny w moich widzeniach park z głównym wejściem od ulicy Wenizelou: szkoda, że zaniedbany, ale domyślałam się, że to kwestia braku pieniędzy. Może kiedyś elementy małej architektury (jak fontanna) czy też znajdujący się tu budynek (to wyglądający dziś na opuszczony przybytek kulturalny mieszczący, jak wynika z tabliczki, bibliotekę, galerię rzeźb i salę wykładową) zostaną odrestaurowane: bardzo tego miastu życzę, bo teren ładny.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Park rodyjski z głównym wejściem od strony ulicy Wenizelou

Kiedy przechadzałam się cyplem, gdzie dużo drzew palmowych, gdzie Akwarium oraz szereg dużych jak na miasto Rodos hoteli - aż dumałam nad spokojem tego miejsca. Tu ciągną się, jedna za drugą, plaże, stąd i taka ilość hoteli. Miejsce to w sezonie pęka w szwach, a ja teraz widziałam tu tylko, i to też nie zawsze, kilku rybaków z wędkami. Ha, dwukrotnie, bliżej budynku, gdzie kafeteria (i klub) „Elli” zdarzyło mi się widzieć pływaka: musiał należeć do oficjalnego bądź mniej klubu morsów, bo woda w morzu z pewnością do ciepłych nie należała.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Nad morzem w różnych dniach i w różnych miejscach miasta Rodos

Na spacer pod mury twierdzy Agios Nikolaos wybrałam dzień słoneczny i najbardziej ze wszystkich fotogeniczny: po tym pierwszym, deszczowym nastąpił dzień, kiedy chmury wprawiały mnie w stan zachwytu. Kolejnym moim zaskoczeniem było to, że okupowana wprost w sezonie uliczka Akti Boubouli była zupełnie pusta i tak naprawdę tylko dla mnie.

Luty 2020 Rodos
Akti Boubouli prowadząca do twierdzy Agios Nikolaos

Ciągnąca się od Yacht Club-u , poprzez zabytkowe wiatraki aż do twierdzy i dalej, do jelonka (po tej stronie łania) jest siedliskiem wygrzewających się na oblanych słońcem skałach kotów: tych tutaj niezliczona ilość. To co odnotowałam na wielki plus w mieście Rodos to dbałość miejscowych o koty, co bardzo cieszy. W kilku miejscach, w tym także i tutaj właśnie, urządzone są kocie stołówki, gdzie miejscowi dokarmiają koty. W tym miejscu widziałam wystawione pudełko z prośbą o datki na jedzenie dla kotów. Na Starym Mieście w kilku miejscach również widziałam kocie stołówki, ale już bez pudełek. Żywot kotów na Starym Mieście czy też tutaj, przy twierdzy Agios Nikolaos, jest ciężki, bo wcale nie jest wygodne dla nich chodzenie po tej niezliczonej ilości kamyków, które tworzą urokliwe chodniki. Koty, kiedy nie czują się zagrożone – chodzą powoli dokładnie łapkami badając, czy kolejny kamień jest w miarę płaski. Wyszukują desek czy choćby kawałków schodków, aby usiąść czy się położyć, bo na tych chodniczkach czy uliczkach ułożonych z kamieni z pewnością jest zwyczajnie niewygodnie.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Kocie stołówki i koty na deseczkach oraz płaskich kamieniach wygrzewające się w słońcu

Mimo niskich temperatur panujących w czasie mego rodyjskiego tygodnia – widziałam w mieście zaskakująco wiele kwiatów, co cieszyło mnie niebotycznie. To takie przyjemne widzieć w zimę (taką naszą, polską) wokół siebie wiele soczystej zieleni. Kwiaty tak mnie zachwycały, że wciąż je fotografowałam. Raz trafiłam na koszenie trawy w Ogrodach Miejskich przy murach: dawno nie czułam już tak wspaniałego zapachu jak z czasów mego dzieciństwa! A największym zaskoczeniem było wypatrzenie kwiatka plumerii: jeden co prawda, a nie cała kiść, ale jednak! I wydzielał tę swoją niezwykłą woń. Jak w uniesieniu jakimś dotknęłam go nosem: pachniał tak ja tylko plumeria może pachnąć, by zniewolić człowieka, co w moim przypadku wydarzyło się pewnie ze 20 lat temu, jak nie dawniej.

Luty 2020 Rodos
Mozaiki to coś, czego nie brakuje w mieście Rodos. Są charakterystycznym elementem dekoracyjnym nie tylko w mieście Rodos, ale w wielu miastach i miasteczkach wysp Dodekanezu

Kiedy organizowałam swój wyjazd do miasta Rodos zastanawiałam się, gdzie zamieszkać. Wiedziałam, że będę całe dnie spędzała na Starym Mieście, a z przeróżnych map, którymi byłam obłożona wynikało, że w jego zaułkach znajduje się dość dużo niewielkich hotelików. Obrazy pokazane w internecie kusiły mocno: śliczne niektóre z tych hotelików i tak pięknie położone w staromiejskich zaułkach, ale ostatecznie, nie wiem, czym powodowana, zrezygnowałam z zamieszkania na Starym Mieście, a dzień, w którym o tym zdecydowałam, wprost błogosławiłam po dokonaniu już pierwszego dnia rozeznania co do braku jakiegokolwiek tu życia. Ogromna większość tych hotelików zwanych butikowymi i pensjonacików – jest zresztą o tej porze zamknięta, więc tak wiele tu osiągnąć zimą nie można. Hotel, który mi się najbardziej przed przyjazdem podobał i był poważnie przeze mnie rozważany, co prawda działał w lutym (poszłam go obejrzeć, skoro już tam byłam – może jeszcze kiedyś do miasta Rodos się wybiorę), ale w zimę nie chciałabym w nim mieszkać.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Zakątki dawnej dzielnicy żydowskiej

I tak naprawdę nie wiem kiedy nadszedł dzień, w którym musiałam pożegnać się z gościnnym dla mnie miastem Rodos. Autobusem KTEL wczesnym świtem dnia siódmego jechałam na lotnisko: w autobusie byłam tylko ja i kierowca. Podobnie jak w dniu mego przyjazdu - padał deszcz i wyspa Rodos jawiła mi się ogromnie smutno. Znalazłam się na lotnisku na trzy godziny przed odlotem mego samolotu do Aten, ale ja, jak wszyscy wiedzą, nie lubię się przecież stresować. Lotnisko budziło się do życia: otwierała się nawet kafeteria. Zanim wystartowałam pogoda znacznie się poprawiła i pojawiło się słońce. Kiedy przeszłam już kontrolę – zobaczyłam, że znajdują się tu sklepy, takie jak na większych lotniskach: powoli się otwierały. Można tu również spokojnie wypić kawę i coś zjeść: niczego nie brakuje. Na tablicach informacyjnych przy odlotach z wyspy Rodos pojawiły się na dzień, kiedy i ja wyspę żegnałam, loty do Aten (trzy w ciągu dnia, w tym ostatni po 18-tej), jeden do Heraklionu oraz po jednym na wyspy: Kastelorizo i Kassos (tu przez Karpathos).

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Jeden z najbardziej wyróżniających się kościołów Starego Miasta: Matki Boskiej z Burg [gr.: Παναγία Του Μπούργκου]. To robiące wrażenie ruiny gotyckiej katedry z XIV wieku

Kiedy leciałam do Aten widoczność była doskonała: uroki tego lotu i tego, co widziałam przez okienko samolotu zrekompensowały mi w 200% ten stresujący lot z Aten na wyspę Rodos. Widziałam wiele greckich wysp i wysepek bawiąc się w ich identyfikację. Żal mi było jedynie, że kiedy samolot wystartował – pod samolotem unoszącym się w górę znajdował się cypel z Akwarium. To kraniec przylądka Zonari, który tak pięknie wygląda na fotografiach, ale ja go niestety z góry nie widziałam. Widziałam natomiast, jak wspomniałam, wiele wysp i wysepek, w tym już w okolicach Aten malownicze wysepki wchodzące w skład mało znanej grupy zwanej Petali (Petalioi) oraz śnieg leżący w wyższych partiach wyspy Evia (Eubea). Kiedy odbywałam drugą część lotu: z Aten do Warszawy widziałam dwa palce Chalkidiki: Kassandrę i Sithonie (Athos znajdował się pod samolotem) oraz kilka wysp. Lot powrotny w obu odcinkach należał zdecydowanie do bardzo udanych.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Spacerując wzdłuż potężnych murów Starego Miasta po ich zewnętrznej stronie

Czy czułam smutek z powodu rozstania się z grecką ziemią?

Nie, od czasu, kiedy przez pół roku w roku mieszkam w Grecji - już takiego smutku nie czuję, do czego się przyznaję. Uznałam natomiast, że czas, który przeznaczyłam na poznanie miasta Rodos, w tym głównie jego Starego Miasta, jest czasem odpowiednim. Tak, tydzień czasu (wliczając dni podróży) to dobry wybór, by bez pośpiechu i kilkakrotnie zaglądnąć w każdy kąt, by móc niespiesznie delektować się wielkim, ba, niepowtarzalnym urokiem tego niezwykłego miejsca.

Luty 2020 Rodos   Luty 2020 Rodos
Jeden z takich kościołów, o których w niektórych przewodnikach można wyczytać nazwę, a na którym widnieje ministerialna tablica: obiekt niezidentyfikowany (tu przy ulicy Kisthinou).

Kiedy samolot ze mną na pokładzie oddalał się od greckiej ziemi, a ja powoli traciłam ją z oczu, zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy, gdybym miała po raz kolejny pojechać penetrować Stare Miasto na Rodos, wybrałabym porę letnią, albowiem poczułam kilka niedogodności w porze zimowej… I od razu sobie odpowiadałam: nie! Kiedy przypominam sobie te tłumy, które przychodzą na Stare Miasto w sezonie, a przecież ja tu również byłam 21 lat temu w lipcu, bo i nie miałam wyboru (dziecko w szkole) - moja odpowiedź musiała brzmieć: nie! W zimie na Starym Mieście było mi per saldo cudownie, no, może kolejnym razem wybrałabym się na przełomie lutego i marca, a nie początkiem lutego. Taką zmianę mogłabym wprowadzić - i żadnej innej.

Wróciłam z tej podróży spełniona i zadowolona, wróciłam ze świadomością, że Stare Miasto mam obeznane tak, że nawet o takim poziomie nie marzyłam. Nie oznacza to, że do miasta Rodos nie powrócę: miejsce to wpisałam już do mapy miejsc, do których powracać chcę i mocno wierzę, że nastąpi to znacznie wcześniej niż za 15 lat.

Luty 2020 Rodos
Dnie w mieście Rodos spędzałam w zimnie, ale były to dnie nie do zapomnienia

Wróciłam z tej podróży nie wiedząc jeszcze, że za niecałe dwa miesiące znowu stanę na greckiej ziemi, bo czas greckiego Wielkiego Tygodnia i Paschy jest zawsze przecież taki kuszący... To już będzie jednak zupełnie inna opowieść*).



1/.W niniejszej relacji – na tyle, na ile było to z mojej strony możliwe starałam się nazwać bramy nazwami, które figurowały na tablicach umieszczonych przy tych bramach (te wypisane są na tablicach przy bramach po grecku i po angielsku). Użyłam również tłumaczeń nazw tych bram na język polski;

2/. Ponieważ temat Bramy Świętej Katarzyny nie daje mi spokoju, a bliska jestem myśli, że Stratos – taksówkarz tkwi w błędzie, jestem gotowa uznać, że za bramę tę uznaje się bramę widoczną po lewej stronie stojąc na Platija Pisidorou i patrząc w stronę kościółka Panteleimon/as, która jednak jest bramą daleko mniejszą niż bramy pozostałe i nieczynną. Widać ją na zdjęciu poniżej – tak poglądowo zdjęcie to zamieszczam, bo mi ten temat spokoju nie daje. Uprzedzając pytania nadmienię, że na tej widocznej tabliczce napisane jest: „Do portu” – i strzałka, bo i istotnie niejako za tą bramą znajduje się port;

Luty 2020 Rodos
Na Platija Pisidorou

3/. To, na co zwróciłam uwagę w mieście Rodos, w tym i na Starym Mieście, to tablice pokazujące drogę ewakuacyjną na wypadek trzęsienia ziemi. Wydaje mi się, że dotąd takich tablic nie widziałam;

4/. W zimę nie ma możliwości dojechania do wzgórza Monte Smith inaczej aniżeli taksówką (chyba, że znajdziemy jakiś dalekobieżny autobus KTEL, który jeździ po wyspie i tamtędy przejeżdża). W sezonie jeździ tam kolejka czy autobus turystyczny, ale to tylko w sezonie;

5/. W sezonie również można kupić wycieczkę spacerową po części murów otaczających Stare Miasto, która odbywa się pod opieką przewodnika, ale to tylko w sezonie;

6/. Zwiedzanie Synagogi możliwe jest tylko po wcześniejszym umówieniu i nie jestem pewna, czy Synagoga dostępna jest dla każdego – nie telefonowałam, a kiedy przechodziłam Synagoga była zawsze zamknięta;

7/. Czego na Starym Mieście w Rodos w lutym jest najwięcej? Kotów oraz skuterów (i podobnych jednośladów)! Skuterów, wiadomo: z uwagi na wąskie uliczki, choć widziałam, że po uliczkach z otoczaków wcale nie tak prosto jest prowadzić skuter czy motocykl. Podobnie ze spacerowaniem: trampki to minimum, co tu należy założyć (znam zwolenników bardziej sportowych butów z twardą podeszwą. Mnie wystarczyły trampki, choć czasami stopy moje czuły w nich krawędzie kamieni, ale tylko czasami). A czemu na Starym Mieście tak wiele kotów? Tego nie wiem zupełnie: może dlatego, że taka cisza tu i spokój poza sezonem?



Dziękuj autorom i właścicielom stron internetowych:
za ich trud włożony w prowadzenie tych stron. Dzięki Waszym stronom wyjechałam do miasta Rodos wyedukowana na takim poziomie jak wyedukowana być chciałam: dziękuję!

Big THANK YOU to authors of those websites for informations about Rhodes Town!



*) – wracając z Rodos i za chwilę mając bilet na lot do Grecji na 13 kwietnia - nie wiedziałam, że w Europie (w tym i w Polsce, i w Grecji) rozpanoszy się koronawirus, że zmarłych będzie się liczyć w tysiącach, że wszystkie loty zostaną poodwoływane, a granice państw – pozamykane. Nikt nie jest w stanie przewidzieć dziś, kiedy dopisuję te słowa (druga połowa marca 2020), kiedy sytuacja ulegnie poprawie: optymistycznie mówi się o czerwcu, ale to bardzo wstępne założenia. Zanosi się na wielki kryzys w Europie, który już uderza ogromnie w m.in. sektor turystyczny wszystkich krajów i tak naprawdę po raz pierwszy od wielu, wielu lat (od co najmniej dwudziestu) nie wiem nawet w przybliżeniu, kiedy znowu stanę na greckiej ziemi. Nie czas [jednak] żałować róż, gdy płoną lasy (Juliusz Słowacki).



Tekst i wszystkie zdjęcia: Beata Kuczborska/betaki.pl